To był dziwny rok. Taki niejednoznaczny. Z jednej strony wypełniony masą uskrzydlających przygód i wyzwań, a z drugiej przytłaczającyswoim rozmachem. W grudniu 2017 zastanawiałam się jakim cudem udało mi siępołączyć studia dzienne z pracą i podróżami do 18 krajów nie podejrzewając nawet, że w kolejnym przekroczę 20 na jeszcze większych obrotach! Strach pomyśleć co wymyślę w przyszłym roku… Ale póki co, czas rozprawić się ze zdradzieckim psotnikiem!

Styczeń – Andora, Hiszpania

Moja Ty Andoro! Oczarowałaś mnie jak najpiękniejsza perła. Warto było wyrwać się z Krakowa tuż przed sesją egzaminacyjną i uczyć w samolocie idiomów po szwedzku tylko po to, żeby zobaczyć Cię w zimowej krasie. Górzyste otoczenie Andory, solidna dawka słońca i pyszna paella z owocami morza w hiszpańskiej Gironie okazały się mieć zbawienny wpływ na moje zszargane nerwy. To była najlepsza sesja w całej, 5-letniej karierze studiowania. Dostałam same piąteczki!

Luty – Wietnam

Nie mogłam wybrać sobie lepszego kraju na pierwszą,całkowicie samotną podróż poza Europę i jednocześnie zamknięcie okrągłej 50-tki odwiedzonych państw. Bilet lotniczy kupiłam w poniedziałek, a w czwartek siedziałam już w Dreamlinerze zmierzającym do Sajgonu (Ho Chi Minh). W Wietnamie spędzałam Tet, czyli wietnamski Nowy Rok, który w 2018 był Rokiem Psa – tym samym, w którym się urodziłam 😊. Opijałam się świeżymi sokami z egzotycznych owoców w Sajgonie, płynęłam deltą Mekongu, wygrzewałam się nad Morzem Południowochińskim w Mui Ne, oglądałam wschód słońca na białych wydmach, piłam świeżego kokosa w czerwonym wąwozie Fairy Stream, parzyłam stopy na czerwonych wydmach, a później rzuciłam wszystko, zmieniłam plany i pojechałam w góry do Dalat. Ta podróż na zawsze pozostanie dla mnie wyjątkowa.

Marzec – Sycylia, Cypr

W marcu zrealizowałam swoją od dawna knutą niespodziankę. Obiecałam sobie kiedyś, że na 30-ste urodziny Jacka spełnię jego marzenie i zabiorę go na Sycylię. Hihi, do samego końca biedak nie wiedział dokąd lecimy. Na miejscu wysłałam go na kurs gotowania, gdzie przygotowywał sycylijskie przysmaki radujące moje podniebienie. Razem weszliśmy też na ośnieżoną Etnę. Było przecudnie, choć przyznam, że nieco inaczej wyobrażałam sobie największy, czynny wulkan w Europie 😉. Dwa tygodnie później, tuż przed Wielkanocą poleciałam na Cypr z towarzyszami, których znalazłam w internecie, a spotkałam dopiero na lotnisku. Było ekstra! Zjechaliśmy wyspę od Larnaki nad Morzem Śródziemnym, po dziki półwysep Akamas, góry Troodos i przedzieloną na dwa kraje Nikozję.

Kwiecień – Tatry, Bałtyk

Po co wybierać między górami i morzem, skoro można pojechać i tu i tu? W końcu udało mi się zobaczyć wiosenny spektakl w Tatrach! 😊Obsypana fioletowymi krokusami Dolina Chochołowska naprawdę mnie zauroczyła. Błogo było też zamoczyć stopy w Bałtyku i wylegiwać się na piaszczystej plaży w Gdańsku po bardzo udanym festiwalu kultury nordyckiej Nordic Talking.

Maj – Holandia

– Zobaczyć dywan utkany z 7 milionów kwitnących tulipanów w Holandii. Ten punkt mogę już skreślić z listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią 😊. A jeśli do tego dorzucimy jeszcze szalony i rozpustny Amsterdam, to już w ogóle cud malina, spełnione marzenie.

Czerwiec– Portugalia

Do Portugalii przymierzaliśmy się już wielokrotnie. W zeszłym roku mieliśmy obchodzić tam moje urodziny, ale zamiast zapłacić 900 zł  za bilety do Lizbony, kupiłam za 1050 zł bilety do Chin i Japonii… 😉 Nic straconego! W tym roku dotarliśmy nie tylko do stolicy Portugalii, ale też do obsypanej atrakcjami Sintry i najdalej na zachód wysuniętego punktu Europy, czyli przylądka Cabo da Roca. Tam mieliśmy też chwile grozy na pięknej, ale zdradliwej plaży Praia da Ursa, choć to jest już temat na osobną historię… 😊

Lipiec – Polska

W lipcu podróżowałam głównie do Kopalni Soli w Wieliczce i do Auschwitz-Birkenau, gdzie oprowadzam po szwedzku turystów ze Szwecji i Norwegii. Polowałam też intensywnie na Madagaskar, ale ostatecznie musiałam obejść się ze smakiem.

Sierpień – Austria, Słowenia, Chorwacja, Czarnogóra, Albania, Macedonia, Bułgaria, Węgry

Dość tego siedzenia w domu! Chcę na Bałkany! Choć jeszcze nie wiem jak i z kim. Szczęśliwym trafem znajduję na Facebooku ogłoszenie osób, które wybierają się w interesującym mnie terminie do nieznanych mi jeszcze bałkańskich zakątków. Co prawda nie wiem kim są Ci ludzie, ale po chwilowych rozterkach wsiadam niedługo później do wynajętego busa i jadę po przygodę! Odwiedzam największą na świecie lodową jaskinię w Alpach Salzburskich w Austrii, chodzę po krystalicznie błękitnym wąwozie Vintgar w Słowenii, wspinam się po kamieniach w chorwackiej Paklenicy, wygrzewam się w ultra ciepłym jeziorze Szkoderskim w Czarnogórze, pływam w nazywanym Karaibami Europy albańskim Ksamilu, pływam kajakiem po kanionie Matka w Macedonii, śpię na plaży nad Morzem Czarnym w Bułgarii, a na koniec relaksuję się w termach na Węgrzech. Jestem spełniona!

Wrzesień– Ukraina, Tajlandia

Przepakowuję plecak i wybieram się w kolejną samotną podróż do Azji. Miała być Korea Południowa, jest Tajlandia. Tak to bywa, jak człowiek jest uzależniony od kupowania biletów lotniczych. Najpierw odkrywam Kijów i wspaniałe cerkwie. Staram się przywołać wspomnienia z dzieciństwa, więc idę do Puzatej Chaty na pierogi z wiśniami. Paręnaście godzin później ląduję w innej rzeczywistości. Dzień dobry Bangkok! Samotna podróż do Tajlandii daje mi strasznie w kość. Przez cały wyjazd dokuczają mi różne choroby i nie opuszcza mnie pech. Nie poddaję się. Śpię w domku na wodzie w Khao Sok, kąpię się w wodospadzie w środku dżungli, wcinam nieprzyzwoicie słodkie mango, wyleguję się w hamaku na Ko Phangan, pływam kajakiem w morskim parku narodowym Ang Thong. Mimo wszystko wracam do domu styrana psychicznie i fizycznie jak rzadko kiedy.

Październik – Niemcy

A tu nie ma czasu na regenerację. Kilka dni później, po weselu w Bieszczadach wciśniętym gdzieś pomiędzy pakuję się w popłochu na kilkumiesięczne stypendium w Niemczech. Nie chcę jechać. Jestem ultra zmęczona i pełna obaw. Nadal nie mam gdzie się zatrzymać, nie wiem co z przedmiotami na uniwersytetach w Krakowie i w Bonn, w dodatku z trudem odświeżam swój mocno zakurzony, a kiedyś bardzo dobry niemiecki. Lawina problemów. Dostaję takim obuchem, że nadal dochodzę do siebie.

Listopad – Luksemburg, Belgia

Ale po coś w końcu tu przyjechałam. Choć nie mam tyle zapału i energii co zazwyczaj, to staram się wykorzystać swoje położenie najlepiej jak potrafię. Miesiąc zaczynam w Berlinie. Tydzień mija i przemieniam się w tygrysa na karnawale w Kolonii. Kilka dni  później jadę do Luksemburga, który jest ostatnim odwiedzonym przeze mnie mini państewkiem w Europie. I znowu jestem ultra pozytywnie zaskoczona! Dlaczego nie dotarłam tutaj wcześniej? Korzystając z okazji wpadam też do sąsiedniej Belgii, żeby najeść się frytek belgijskich i waflów z bitą śmietaną, popijając to wszystko ulubionym piwem wiśniowym Kriek.

Grudzień – Holandia, Niemcy

Zaczął się wyczekiwany przez wielu czas jarmarków bożonarodzeniowych! Nie odmawiam sobie grzanego wina w przeróżnych wariantach i chętnie korzystam z niemieckiej tradycji świątecznej. Piję jabłkowy Glühwein we Frankfurcie nad Menem, Eierpunsch, czyli likier jajeczny z bitą śmietaną w Akwizgranie i grzane, białe wino z widokiem na największą na świecie choinkę bożonarodzeniową w Dortmundzie. Oprócz tego docieram do granicy trzech państw i jestem w Belgii, Holandii i Niemczech jednocześnie! 😊 Dwa dni później jadę znowu do Amsterdamu, który teraz podoba mi się jeszcze bardziej. Zwłaszcza po zobaczeniu niesamowicie kreatywnych instalacji świetlnych na kanałach w trakcie Amsterdam Light Festival. Korzystam ile wlezie!

a teraz…

zamiast spać, siedzę i walczę z czasem pisząc ten tekst. Jest 2:35 Jacek już się przebudza, zaraz zaczniemy dopakowywać ostatnie rzeczy do plecaków. Przed nami… Jordania! 😊 Nowy Rok będziemy witać na nazywanej najpiękniejszą na świecie czerwonej pustyni Wadi Rum śpiąc w beduińskim namiocie z widokiem na miliardy gwiazd. Co czeka nas dalej? Oby same wspaniałości! 😊 I tego też Wam życzę. Dzięki, że jesteście. Do zobaczenia w wielkim świecie!

PS. Śledźcie nas na bieżąco na FB, będzie się działo!

Zeszłoroczne podsumowanie:

2017 – Ty niemożliwy wariacie!

Comments

comments

2 komentarze

    • globfoterka Reply

      Wykorzystywać różne możliwości :). Ale przede wszystkim sporo pracować, najlepiej mając różne zajęcia. Odkładać, zgłaszać się na projekty, starać o stypendia.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.