W ostatni dzień 2019 roku chciałabym zabrać Was w podróż po 17 krajach na trzech kontynentach. Dołączycie? 🙂

Styczeń – JORDANIA, NIEMCY

Z perspektywy tych 365 mijających dni, mogę z pełnym przekonaniem napisać, że 2019 rok nie mógł zacząć się lepiej. Sylwester spędzony w beduińskim namiocie na marsjańskiej pustyni Wadi Rum okazał się idealną zapowiedzią kolejnych, wypełnionych różnymi niespodziankami 12 miesięcy. Bieganie boso po wydmach i łapczywe chwytanie promieni słonecznych były dokładnie tym, czego potrzebowałam 1 stycznia. A to był przecież dopiero początek jordańskiej przygody! W ciągu 7 dni przejechaliśmy wynajętym samochodem ponad 1000 km, odkrywaliśmy zakamarki Petry uznawanej za jeden z siedmiu cudów świata, opalaliśmy się nad Morzem Czerwonym, dryfowaliśmy w największej depresji świata, podziwialiśmy genialny zachód słońca w rezerwacie Dana, przejechaliśmy się spektakularną King’s Highway, wypiliśmy hektolitry pysznej herbaty ze świeżą miętą i pokochaliśmy hummus. Mieszanka tylu różnorodnych miejsc, wrażeń, smaków i poznanych ludzi w drodze sprawiła, że wycieczka do Jordanii trafiła ostatecznie do TOP3 naszych wspólnych podróży. Biorąc pod uwagę, że w ciągu prawie 6 lat uzbierało się już ich kilkadziesiąt, to miejsce w zaszczytnej trójce jest naprawdę sporym wyróżnieniem 😊. Ale w pełni zasłużonym! Naładowana potężną dawką dobrej energii mogłam wrócić do Niemiec, w których aktualnie studiowałam i rozpocząć stresujące przygotowania do podwójnej sesji egzaminacyjnej. 

Morze Martwe w Jordanii

Nasz cykl artykułów poświęconych organizacji samodzielnej podróży do Jordanii znajdziecie TUTAJ

Luty – NIEMCY, HOLANDIA

NIEMCY

Przyznaję się bez bicia. Bonn mnie nie porwało. A przynajmniej nie na samym początku. Choć prawdę powiedziawszy ja wcale tego nie oczekiwałam. Miasto, w którym miałam spędzić kilka miesięcy na stypendium potraktowałam jako genialną bazę wypadową do sąsiednich krajów i całego regionu Nadrenia Północna-Westfalia. Od początku wiedziałam, że zachodnie Niemcy nie skradną mojego serca tak, jak zrobiła to Laponia. Ale… chcąc nie chcąc zostawiłam tam jednak kawałeczek siebie 😊. Zanim na dobre opuściłam Bonn, chciałam maksymalnie wykorzystać czas na odwiedzenie kilku perełek w okolicy. Najbardziej zależało mi na trzech “M”, czyli Monschau, Münster i Maastricht, leżącym w Holandii. Przez cały pobyt w Bonn byłam szczęśliwą posiadaczką biletu semestralnego, dzięki któremu mogłam podróżować po caluteńkim LANDZIE za darmo 😊. Przynajmniej raz w tygodniu pakowałam plecak, biegłam na pociąg i eksplorowałam okolice. Słynne, erasmusowe imprezy zamieniłam na wycieczki krajoznawcze. Z trzech ostatnich miejsc, które miałam na swojej podróżniczej liście, najbardziej spodobało mi się Monschau. Zaliczam je do najbardziej zadbanych, czystych i urokliwych miasteczek, w jakich kiedykolwiek byłam. Absolutnie bajkowa architektura i atmosfera 😊.

HOLANDIA

Jednodniową wycieczkę do Maastricht też mogę uznać za udaną. Pewnie dlatego, że po prostu lubię Holandię. Niby jest taka zwyczajna, płaska i przez większą część roku bezbarwna, a jednak ujmuje mnie pod wieloma względami. Akurat Maastricht nie wpisuje się idealnie w kanon holenderskiej kultury, której trzon stanowią przede wszystkim kanały i pola tulipanów, ale to dobry cel na niezobowiązującą wycieczkę w Europie Zachodniej.

Do Polski wróciłam przepełniona ogromną satysfakcją. Bo się nie poddałam. Po pierwszych tygodniach pobytu w Bonn byłam bliska rezygnacji ze stypendium. Trudności, z którymi musiałam się wtedy zmierzyć wyczerpywały mnie psychicznie. A ogólna, mizerna kondycja mentalna nie ułatwiała mi przy tym walki 😉. Dlatego tym bardziej cieszę się, że udało mi się ze wszystkim uporać i mogłam wrócić do domu z uśmiechem na twarzy. Przygodę w Niemczech traktuję jako swój osobisty sukces 😊

Monschau w Niemczech

Marzec – TATRY, BIESZCZADY, IRLANDIA

TATRY, BIESZCZADY

W marcu zaliczyliśmy zimowy debiut w Tatrach 😊. Przez większą część swojego życia unikałam chodzenia po górach o tej porze roku. Ale rok w Laponii pozwolił mi oswoić się z niskimi temperaturami i pokaźnymi warstwami śniegu… 😉 W nagrodę za bycie dzielnym, wybraliśmy się na nasze ulubione, zakopiańskie pierogi z bryndzą, które podaje się z pesto bazyliowym, suszonymi pomidorami i orzechami. Mniam! Weekend zakończyliśmy relaksem w Termach Chochołowskich, gdzie świętowaliśmy 31-pierwsze urodziny Jacka 😊. Zimowa wycieczka w Tatry tak mnie podbudowała, że tydzień później wybrałam się jeszcze na Połoninę Caryńską w Bieszczadach. A co! Górskich krajobrazów nigdy za wiele. W końcu wróciłam do Krakowa i…zaczęłam przygotowywać się do kolejnej podróży.

IRLANDIA

Irlandia marzyła mi się latami. Jedyną rzeczą, która powstrzymywało mnie przed jej natychmiastowym odwiedzeniem były… drogie bilety lotnicze. Po prostu nie mogłam pogodzić się z faktem, że dostanie się na zieloną wyspę będzie kosztowało mnie mniej więcej tyle samo co podróż do Chin i Japonii, czy też Indii. Dlatego regularnie śledziłam ceny biletów i czekałam na korzystną promocję. Kiedy w końcu polowanie zakończyło się sukcesem, Ryanair postanowił tymczasowo odwołać wszystkie loty do Dublina. Super. No ale nie mogłam się przecież poddać, więc pół roku później kupiłam kolejne bilety, które tym razem okazały się naszą przepustką na zieloną wyspę 😊. Jupii! Jedyne co NIE podobało nam się w trakcie tej podróży, to… brak czasu. Irlandia jest taka fantastyczna! Przynajmniej raz dziennie dochodziliśmy do wniosku, że fajnie byłoby w niej zamieszkać. Po prostu totalnie trafiła w nasze gusta. W ciągu kilku dni odkrywaliśmy skarby Ring of Kerry, objechaliśmy dziką Connemarę, spacerowaliśmy po Parku Narodowym Wicklow i Glendalough, wypiliśmy pintę Guinnessa w Dublinie i poszliśmy na koncert irlandzkiej muzyki w Galway. Było naprawdę ekstra!

Klify Moheru w Irlandii

Irlandia w  4 dni – gotowy plan podróży

Kwiecień: MORZE BAŁTYCKIE, MOŁDAWIA, NADDNIESTRZE

MORZE BAŁTYCKIE

Kilka dni po powrocie z Irlandii, wybraliśmy się z Jackiem na festiwal kultury nordyckiej Nordic Talking, który (ku naszej nieskrywanej radości) tradycyjnie odbywa się w Gdańsku. Każda okazja jest dobra, żeby pojechać nad morze, ale tego skandynawskiego wydarzenia po prostu nie mogłam odpuścić. Tym bardziej, że w ramach festiwalu prowadziłam również warsztaty z fotografii smartfonowej 😊 Weekend w Trójmieście jak zwykle wypełniły spacery po urokliwej starówce, kulinarne odkrycia (tym razem w postaci czekoladowych pierogów z malinami i białą czekoladą) i relaks na plaży. Gdańsk nie bez powodu znajduje się w TOP 3 moich ulubionych miast w Polsce 😊.

Po powrocie z festiwalu zawitałam ponownie do Radia Kraków, w którym opowiadałam tym razem o Wielkanocy spędzonej w Szwecji. Z mroźnego krańca Europy przeskoczyliśmy do… Afryki, a konkretnie na Zanzibar i do parków narodowych w Tanzanii. Dość osobliwe połączenie, ale w końcu nazwa audycji „Między biegunami” może zobowiązywać 😉.  Rozmowy możecie posłuchać tutaj.

MOŁDAWIA

Końcem miesiąca wybraliśmy się jeszcze samochodem do Mołdawii i Rumunii, żeby zrealizować mój projekt odwiedzenia wszystkich krajów Europy przed ukończeniem 25 lat. Do osiągnięcia celu zostało mi wtedy jeszcze tylko jedno państwo – Mołdawia. 28 kwietnia, 1,5 miesiąca przed moimi urodzinami, mogłam w końcu powiedzieć: Zrobiłam to! Byłam we wszystkich krajach Starego Kontynentu! Mołdawskie wino idealnie nadawało się do uczczenia tej chwili, która… troszkę się przedłużyła :P. Następnego dnia odwiedziliśmy jedną z dwóch największych winnic na świecie i po niezwykle udanej degustacji w podziemnym miasteczku, wyszliśmy z niego obładowani kilkunastoma butelkami przeróżnych gatunków wina. 

Odwiedzić wszystkie kraje Europy przed 25-tką

NADDNIESTRZE

Ostatni dzień kwietnia spędziliśmy w Naddniestrzu, czyli kraju, który w teorii nie istnieje, a w praktyce posiada wszystkie atrybuty państwa, takie jak flaga, granice, a nawet… własna waluta. I właśnie ten ostatni aspekt wydawał mi się najbardziej fascynujący. Dlaczego? Bo monety rubla naddniestrzańskiego wyglądają jakby były znalezione w… chipsach. Plastikowe, kolorowe, różnokształtne żetony prezentują się dość komicznie, ale jednak spełniają swoją funkcję. Niestety można nimi płacić tylko na terenie Naddniestrza.  

Rubel naddniestrzański w Naddniestrzu

Naddniestrze samochodem – jak to wygląda w praktyce?

Maj: RUMUNIA, WŁOCHY, SZWECJA

RUMUNIA

Właściwą majówkę spędzaliśmy już w Rumunii. Rany boskie, ileż ja się nasłuchałam wcześniej na jej temat! W końcu mogłam zweryfikować te rewelacje w rzeczywistości. Mój werdykt? Kraj Drakuli to prawdziwa kopalnia skarbów. Raj przede wszystkim dla fanów gór, potężnych zamków i średniowiecznych miast. Dziwię się, że mimo tak zaskakująco zróżnicowanego krajobrazu, Rumunia nadal jest niedoceniana. Być może nie brzmi tak kusząco jak Portugalia, czy Norwegia, ale ma naprawdę ogrom atrakcji do zaoferowania. Ja z pewnością tam jeszcze wrócę, bo ze względu na zalegający śnieg, nie udało nam się podczas majówki zobaczyć Drogi Transfogaraskiej, na której najbardziej mi zależało.

WŁOCHY

10 dni po powrocie z Rumunii i Mołdawii, polecieliśmy na przedłużony weekend do Apulii. Włochy to nasza słabość, więc przynajmniej raz w roku musimy odkryć nowy zakątek słonecznej Italii. W maju mieliśmy ku temu szczególny powód, ponieważ obchodziliśmy wtedy piątą rocznicę naszego związku. Wybór padł na Bari i okolice, które okazały się idealnym celem na krótką, włoską podróż. Znaleźliśmy tam wszystko, czego potrzebowaliśmy, czyli urokliwe miasteczka, spokojne plaże i boskie jedzenie. 

Bari i Apulia – plan podróży na weekend

SZWECJA

Na około miesiąc przed podróżą do Włoch, dowiedziałam się, że mam szansę wziąć udział w wyjeździe naukowym na szwedzką wyspę Gotlandię o której marzyłam przez całe studia. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że wylot do Sztokholmu odbywał się w tym samym dniu, co nasz powrót z Bari. Po wielu kombinacjach udało mi się dotrzeć na czas do Krakowa, wymienić zawartość walizki i po kilku godzinach znowu pojawić się na lotnisku. Myślałam, że pod koniec tego dnia eksploduje mi głowa, ale ostatecznie ani przez chwilę nie żałowałam, że porwałam się na coś takiego. Gotlandia okazała się cudowna. Większą część pobytu spędziliśmy na maleńkiej wyspie Fårö, podążając śladem szwedzkiego reżysera Ingmara Bergmana. Udało mi się m.in. znaleźć dziko rosnące storczyki, poskakać po raukach, czyli unikalnych formacjach skalnych, obejrzeć wschód słońca na plaży, spacerować wczesnym porankiem brzegiem morza, odkrywać zakamarki średniowiecznego Visby i… zjeść gotlandzki specjał, którym są naleśniki szafranowe 😊. Tutaj naprawdę można odpocząć!

Alberobello w Apulii

Czerwiec – NORWEGIA

W czerwcu miałam zrealizować drugi cel związany z obchodzeniem ćwierćwiecza. Mniej więcej dwa lata temu postanowiłam sobie, że w 25 urodziny skoczę ze spadochronem! 😊 Pierwotnie planowałam zrobić to w Dubaju, ale ostatecznie zdecydowałam się na Norwegię i jej legendarne piękno. Kraina fiordów nie mogła nas zawieść. Obudzenie się z widokiem na spektakularny język Trolla w dniu, w którym wiele lat temu przyszło się na świat, było bezcenne 😊. Takich urodzin się nie zapomina!

Skok ze spadochronem w Norwegii

Kilka dni w Norwegii – plan podróży + kosztorys

Lipiec – FRANCJA

Nasza podróż do Francji jest świetnym przykładem na to, że czasami wystarczy impuls w postaci nawet jednego, z pozoru zwykłego zdjęcia, żeby wybrać się w piękną przygodę. Kiedy Jacek pokazał mi znaleziony w internecie filmik z genialną iluminacją świetlną, prezentującą twórczość Van Gogha, ja od razu wiedziałam, że w tym roku pojedziemy do Prowansji. Po prostu znalazłam bilety i oznajmiłam mu, że w lipcu lecimy do Marsylii. Już od dawna żadna forma sztuki wizualnej nie zachwyciła nas tak bardzo, jak pokaz w byłym kanionie w urokliwym miasteczku Les Baux-de-Provence. Staliśmy po prostu jak zahipnotyzowani. Kolejnej fali ekscytacji doświadczyliśmy po ujrzeniu pierwszych pól kwitnącej lawendy. To był fioletowy obłęd! Nie da się ukryć, że Van Gogh i pachnące kwiaty zdominowały naszą podróż, aczkolwiek udało nam się jeszcze zobaczyć kilka bajkowych miasteczek, ochrowe skały w Roussillon i drugi najgłębszy, a jednocześnie nazywany najpiękniejszym w Europie kanion Verdon. 

Pola lawendy w Prowansji

Lawenda w Prowansji – kiedy, gdzie i jak ją znaleźć? Najpiękniejsze pola

Sierpień – ZALIPIE, BIESZCZADY

W sierpniu odwiedziliśmy słynną, malowaną wieś Zalipie. Wyjątkowe miejsce nie tylko na mapie Małopolski, ale też całego kraju. Okolicę wyróżniają piękne, futurystyczne wzory na domach, drzewach, płotach, studzienkach, psich budach i wszystkim, co nadaje się do pomalowania. Dopracowane pod każdym względem zdobienia w żywych, radosnych kolorach dodają wsi niespotykanego uroku. Co ciekawe, Zalipie robi prawdziwą furorę wśród… Japończyków! Warto tu przyjechać i samemu poszukać ciekawych elementów, które kryją się czasami w najbardziej niepozornych miejscach 😊.

Bieszczady były naszym drugim celem w tym miesiącu. Zawsze, kiedy jesteśmy w rodzinnym domu w Ustrzykach Dolnych, to staramy się naładować magiczną atmosferą gór. Lato nie jest co prawda naszą ulubioną porą roku, ale grzechem byłoby nie skorzystać z faktu bycia w okolicy. Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do klimatycznej fabryki czekolady w Korczynie koło Krosna. 

Malowana wieś Zalipie w Małopolsce

Wrzesień – KRAKÓW

Wrzesień 2019 już na zawsze będzie miał dla mnie symboliczną wartość. To wtedy skończył się jeden z najważniejszych etapów w moim życiu. 12 września rano wyszłam z domu z tytułem licencjata, a wróciłam jako magister filologii szwedzkiej 😊. Napisanie pracy naukowej w j. szwedzkim było definitywnie moim największym wyzwaniem tego roku. Zmagałam się z nim co prawda przez dwa lata, ale to w lipcu 2019 stoczyłam największą walkę z… samą sobą. Nie zliczę, ile razy chciałam się poddać. Potrafiłam całymi dniami tępo patrzeć w ekran, żeby wieczorem zalewać się łzami do pustej strony w Wordzie. Czułam się niesamowicie zablokowana i zdemotywowana. Nie rozumiałam dlaczego sprawia mi to taką potworną trudność i katowałam się myślą, że najwidoczniej nie jestem wystarczająco zdolna, skoro wszyscy dookoła piszą pracę, którą bez problemu bronią, a ja nie potrafię ruszyć do przodu. Siadło mi to okropnie na ambicję. Koniec końców uporałam się z tym demonem. Złożyłam pracę na temat ekspedycji polarnej i po raptem 10 minutach wyszłam z sali z 5 na dyplomie 😊. Studia skończyłam ze średnią 4,9. Samej trudno było mi uwierzyć, że w trakcie pięciu lat studiów dziennych i rocznego urlopu dziekańskiego udało mi się pomieszkać w dwóch krajach, odwiedzić 48 (!) państw, pracować i prowadzić bloga. Ale najwidoczniej się da ;).

To był ultraintensywny, piękny, momentami cholernie trudny, ale też umożliwiający niesamowity rozwój czas. Nie mam pewności czy odnalazłam swoją właściwą drogę w życiu, ale na pewno trafiłam na ścieżkę, którą chcę podążać w najbliższej przyszłości.

Filologia szwedzka na Uniwersytecie Jagiellońskim

Październik – BIESZCZADY, TAJLANDIA

Październik poświęciłam głównie na zbieranie funduszy na zbliżającą się podróż do Azji i Australii. Wiedziałam, że pochłonie ona większość moich oszczędności, więc starałam się w tym czasie przygotować jak najlepsze zaplecze finansowe. Dużą frajdę sprawiła mi kolejna wycieczka w Bieszczady, dlatego że jesień jest zdecydowanie moją ulubioną porą roku w górach. Niezależnie od tego, do jak dalekich zakątków świata docieram, widok połonin pomalowanych jesienną paletą barw niezmiennie mnie zachwyca. 

Pod koniec października zaczęła się moja wielka, azjatycko-australijska przygoda 😊. Dokładnie 30-stego wyruszyłam najpierw do Berlina, żeby z przesiadką w Oslo dolecieć do Krabi. W życiu bym nie pomyślała, że pojawię się w Tajlandii zaledwie rok po mojej ostatniej, podróży do tego kraju. Samotny wypad dał mi wtedy tak w kość, że raczej nie planowałam rychłego powrotu 😉. Ale właśnie tutaj miałam spędzić pierwszy etap złożonej podróży. I to w towarzystwie Jacka, który w przeciwieństwie do mnie zawsze marzył o zobaczeniu krainy uśmiechu. 

Pływanie kajakiem wokół Hong Island w Tajlandii

Pora deszczowa w Tajlandii – czy warto wtedy podróżować?

Listopad – MALEZJA, INDONEZJA, AUSTRALIA, SINGAPUR

To był zdecydowanie najbardziej szalony miesiąc w moim życiu! Wciąż nie dowierzam, że wydarzył się naprawdę. W ciągu zaledwie trzydziestu kilku dni relaksowałam się na rajskich wyspach w Tajlandii, Indonezji i Australii, spacerowałam po pulsujących życiem, azjatyckich metropoliach takich jak Kuala Lumpur i Singapur, zobaczyłam pola ryżowe na Bali i plantacje herbaty w Malezji, pływałam z ogromnymi żółwiami z morskimi w Oceanie Indyjskim, zrobiłam sobie selfie z kangurami i wiecznie roześmianą kuoką w Australii oraz całą masę innych, wspaniałych rzeczy. Setki rozmaitych miejsc, wrażeń i migawek wydają mi się jakimś pięknym, ale kompletnie nierealistycznym snem. Momenty, które najbardziej utkwiły mi w głowie?

– nieprzyzwoite obżarstwo w Tajlandii;
– widok soczyście zielonych pól herbaty w Cameron Highlands w Malezji;
– kąpiel w basenie na dachu wieżowca w Kuala Lumpur;
– przyjemność płynąca z picia świeżo wyciskanego i obłędnie słodkiego soku z widokiem na tarasy ryżowe na Bali;
– wschód słońca wyłaniający się z jednego z bardziej aktywnych wulkanów w Indonezji;
– podziwianie bogactwa podwodnego życia na maleńkich wyspach Gili;
– obserwacja koali wcinającej liście eukaliptusa w Australii;
– widok czarnych łabędzi sunących cicho po tafli rzeki, w której właśnie odbijał się złoty zachód słońca w Australii;
– szukanie mieniących się odcieni różu nad Pink Lake w Australii;
– przejazd rowerem po wyspie Rottnest i wypatrywanie przeuroczych kuok;
– zobaczenie stada dzikich delfinów butlonosych, a później fok nowozelandzkich bawiących się w Oceanie;
– spacer po dzielnicy arabskiej w Singapurze.

Kuoka na wyspie Rottnest w Australii

Grudzień – ISLANDIA

Po kilku dniach od powrotu z Azji wybrałam się z Jackiem do… Islandii! 😊 Główny cel? Jaskinie lodowcowe! Marzyłam o nich od pierwszej wizyty w krainie lodu i ognia, która miała miejsce w 2015 roku. Wiedziałam, że prędzej czy później je zobaczę. I nie zawiodłam się. Spektrum błękitu, bieli i szarości, jakim mienił się lód było wręcz porażające. Coś absolutnie pięknego! Spacer po jaskiniach lodowcowych trafił na listę hitów 2019 😊. Drugim celem zimowej podróży na Islandię było polowanie na zorzę polarną. Pierwsze dwie próby spełzły na niczym, ale już trzecia zakończyła się sukcesem! Światło Północy zatańczyło nam w chyba najbardziej pożądanej do tego lokalizacji na wyspie – pod górą Kirkjufell. Dopełnieniem pobytu na Islandii były zimowe kąpiele w naturalnych gorących źródłach. Ale to było błogie uczucie! Jedynie wyjście z wody mogłoby być kapkę przyjemniejsze 😉. Miło było wrócić po jakimś czasie na wyspę i zobaczyć ją dla odmiany w zimowej odsłonie. I choć doświadczyliśmy chwil grozy w trakcie burzy śnieżnej, kiedy widoczność nie przekraczała nawet jednego metra, to ja nadal uważam, że Islandia jest najpiękniejszym krajem w Europie.

Jaskinia lodowcowa na Islandii

Podsumowanie 2019

Jaki więc był ten rok? Trudny. Niejednokrotnie musiałam mocno zacisnąć zęby i ze łzami cieknącymi po policzkach walczyć, żeby osiągnąć to, co osiągnęłam. Ale 2019 to też rok wielu ważnych marzeń i projektów, które zrealizowałam. Skończyłam studia, odwiedziłam wszystkie kraje Europy i wkroczyłam w kolejne ćwierćwiecze przygód.

Jaki będzie kolejny? Co zamierzam robić? Dokąd podróżować? 2020 na pewno będzie rokiem wielu zmian. Czy wszystko potoczy się tak, jak sobie założyłam i wymarzyłam? Nie wiem. Ale na pewno mój świat nadal będzie krążył wokół Skandynawii. Tej bliższej, krakowskiej i tej dalszej, bardzo północnej… 😊 Na liście kierunków do odwiedzenia w przyszłym roku jest na pewno Sri Lanka, Stany Zjednoczone, Włochy i Norwegia. Mam jeszcze kilka miejsc na celowniku, ale wszystko będzie zależało od tego jak ułoży mi się pierwsza część roku.

Te wszystkie wielkie plany napawają mnie przerażeniem, ale jeśli sama nie zacznę przekuwać ich w rzeczywistość, to kto to zrobi? Przecież w życiu ma się to, na co się odważy. Życzę Wam więc, żeby w 2020 roku nie zabrakło Wam motywacji i odwagi do robienia rzeczy wielkich. I wcale nie mam tu na myśli  zdobywania najwyższych gór świata, czy brania udziału w ekspedycjach polarnych.  Każdy ma swój Mount Everest do zdobycia. Po prostu nie bójcie się działać. Postarajcie się wykorzystać kolejny rok najlepiej jak potraficie. Jeszcze tyle jest do zobaczenia i zrobienia. Wszystkiego naj!

Pola herbaty w Malezji

*Tradycyjnie zdecydowałam się na opublikowanie tylko 12 zdjęć w podsumowaniu kolejnego roku. Podzielenie się kilkoma najlepszymi i ulubionymi fotografiami z każdego miejsca, które opisuję w tekście mogłoby okazać się zbyt przytłaczające gabarytowo. Zarówno dla mnie, jak i dla Was – czytelników. Po więcej zdjęć zapraszam na Fanpage’a Globfoterki, gdzie regularnie relacjonuję swoje podróże.

Poprzednie podsumowania znajdziecie tutaj:

2018 – Ty zdradziecki psotniku!

2017 – Ty niemożliwy wariacie!

Comments

comments

2 komentarze

Napisz komentarz