Najlepszym sposobem na podróżowanie po Jordanii jest wypożyczenie samochodu. Można dzięki temu nie tylko odkryć nieznane zakątki kraju, ale też zaoszczędzić wiele cennego czasu. Planując trasę warto wziąć pod uwagę przejechanie pewnej szczególnej drogi. Jest nią tzw. Droga Królewska, znana po angielsku jako King’s Highway.

Starożytny szlak

Droga Królewska to prowadzący z północy na południe Jordanii trakt, który wędrowcy przemierzają już od czasów starożytnych – wspomina ją nawet Stary Testament. Współcześnie jest ona oznaczona na mapach jako droga numer 35. Jej łączna długość wynosi 384 kilometry. Biorąc pod uwagę jeszcze fragment szosy numer 47, Drogą Królewską możemy przejechać cały kraj od Akaby, aż po granicę z Syrią. Centralny odcinek Drogi Królewskiej obfituje w zachwycające widoki, i to głównie one skusiły nas na uwzględnienie jej w planie naszej tygodniowej podróży po Jordanii.

Rozpoczynając trasę w Akabie, przejechaliśmy Drogą Królewską do Madaby. Znacznie szybszą i wygodniejszą alternatywą byłoby pokonanie tego dystansu drogą numer 65 lub numer 15, tzw. Desert Highway. Jednak z pewnością nie są to opcje dostarczające takich wrażeń.

Droga Królewska – najważniejsze punkty na trasie

Przynajmniej pewnym fragmentem Drogi Królewskiej przejeżdża niemal każdy turysta odwiedzający Jordanię. A to dlatego, że przy tak ważnym przed wiekami szlaku nie mogło zabraknąć Petry. Kierując się Drogą Królewską dalej na północ można się zatrzymać w miejscowości Shobak i zwiedzić tamtejszy zamek krzyżacki nazywany Montreal. U podnóży wzgórza, na którym wzniesiono zamek znajduje się samozwańczy najmniejszy hotel świata, czyli przerobiony na noclegowy pokoik… stary Volkswagen Garbus. Nam niestety nie było dane spędzić w nim nocy.

Około pół godziny drogi dalej docieramy do wioski Dana – bazy wypadowej do cudownego rezerwatu natury o tej samej nazwie. Poświęciliśmy mu osobny tekst, w którym znajdziecie wiele cennych informacji i zdjęć. Mniej więcej od tego punktu Droga Królewska zaczyna się robić coraz bardziej kręta, a w okolicznym krajobrazie zaczynają dominować góry.

Wioska Dana w Jordanii

Kawałek za miejscowością Tafila można zjechać kilkanaście kilometrów na zachód od Drogi Królewskiej i zażyć kąpieli w gorących źródłach Afra. Wstęp kosztuje 5 JOD (26,50 zł) za osobę. Jest to raczej miejsce, do którego rzadko zapuszczają się turyści, ale zdaje się być popularne wśród miejscowych. Sami ostatecznie zrezygnowaliśmy z pluskania się, ale może znajdą się bardziej zdeterminowani 😊.

Następnie dojeżdżamy do miasta Kerak, nad którym góruje słynna twierdza. Nawet jeśli nie planuje się zwiedzać tej atrakcji, to warto zatrzymać się na małym parkingu przy drodze, żeby obejrzeć ją z dołu. 50 kilometrów dalej Droga Królewska przyszykowała dla naszych oczu prawdziwą ucztę.

Gorące źródła w Jordanii

Punkty widokowe i wyjątkowa kawiarnia

Najpiękniejsze punkty widokowe przy Drodze Królewskiej są w okolicy zapory Mujib. Popatrzcie tylko na te zdjęcia.

Jak się okazało to była uczta nie tylko dla oczu, ale też dla ducha. A wszystko dzięki pewnemu nieoczekiwanemu spotkaniu.

Spektakularne widoki sprawiają, ze pokonanie Drogi Królewskiej bez ciągłego zatrzymywania się jest w zasadzie niemożliwe. A przynajmniej nie dla osoby, która odczuwa silną potrzebę uwieczniania pięknej scenerii na zdjęciach. Podczas kolejnej, szybkiej sesji, zauważyłam kątem oka zbliżającego się do nas mężczyznę. Mając zakodowane w głowie niemiłe doświadczenia z naciągaczami, dość niechętnie weszłam z nim w rozmowę. Tym bardziej, że Jacek czekał na mnie w gotowym do odjazdu samochodzie. Pan mocno nalegał na wspólne wypicie herbaty w jego prowizorycznej i opustoszałej kawiarni położonej tuż przy drodze. Zapewniał, że z tarasu rozpościera się najlepszy widok na okolicę. Wydawał się nie zrażać faktem, że nie jesteśmy zainteresowani jego zaproszeniem.

„Teraz to świat przyjeżdża do mnie”

Po chwili Jacek również wyszedł z auta i grzecznie wyjaśnił, że nie mamy czasu, ponieważ jesteśmy w drodze do Madaby. Wtedy coś mnie tknęło i pomyślałam, że przecież wypicie jednej herbaty nie wydłuży znacząco naszej podróży, a może być szansą na poznanie ciekawego człowieka. Sami – bo tak się nazywał gospodarz – wbrew naszym początkowym obawom, okazał się być bardzo autentyczną i inteligentną osobą. Już na wejściu wzbudził w nas sympatię, kiedy zaprezentował swoją małą rodzinę składającą się z psa, kota i… piętnastu żółwi.

Z każdą chwilą Sami robił na nas coraz większe wrażenie. Brzmiał bardzo rozsądnie, a niski głos w połączeniu z silnie amerykańskim akcentem tylko wzmacniał ten efekt. Lata pracy przy serwisie myśliwców F-16 w Stanach Zjednoczonych tłumaczyły jego świetną angielszczyznę. Mówił, że nie potrzebuje już jeździć po świecie, bo teraz świat będzie przyjeżdżał do niego.

Opowiadał nam przy herbacie o swoich planach stworzenia w tym miejscu małego pensjonatu. Sprawiał przy tym wrażenie człowieka, który znalazł swoje miejsce na Ziemi i jest z tego powodu szczęśliwy. Sposób bycia Samiego nie był w żadnym stopniu nachalny, czy sztuczny. W pewnym momencie zaczął mnie wręcz onieśmielać swoją mądrością. Wewnętrznie było mi wstyd, że tak krzywdząco oceniłam drugiego człowieka. Mimo wszystko nie chcieliśmy przedłużać w nieskończoność tego spotkania i nie skorzystaliśmy z propozycji wspólnego obiadu.

Onieśmielająca gościnność

Pomimo zapewnień Samiego, że herbata jest za darmo, to widząc skromne oblicze tego miejsca, gdzieś w środku oboje zastanawialiśmy się czy nie powinniśmy jednak zapłacić za tę przyjemność. Jacek wyjął portfel i delikatnie poprosił o podanie ceny. Ja w tym czasie zaczęłam już iść w kierunku samochodu, ale Sami od razu mnie zatrzymał. Powiedział Jackowi, że chce pięć dinarów (26 zł). Pomyślałam w duchu, że dość sporo policzył sobie za herbatę i z rozczarowaniem doszłam do wniosku, że miły Jordańczyk niczym nie różni się od typowych naciągaczy.

W tej samej chwili stało się coś niespodziewanego. Sami wziął moją dłoń, wsadził w nią otrzymany przez Jacka banknot i ciepło ją uścisnął. Popatrzył mi w oczy i nie rozluźniając uścisku powiedział, żebym kupiła sobie za to coś ładnego. Ze wzruszeniem życzył nam wszystkiego, co najlepsze i powtarzał, że powinniśmy spełniać marzenia. Potem nas serdecznie przytulił. Na koniec dał mi jeszcze ciasteczka, mówiąc, że on wie, że dziewczyny lubią takie rzeczy. Zabrakło nam słów. Byliśmy tak zawstydzeni jego dobrocią, że zdołaliśmy jedynie życzyć mu tego samego.

Rzadko spotyka się w podróży tak niesamowitych i bezinteresownie dobrych ludzi. Przez chwilę jechaliśmy w zupełnej ciszy. Myślę, że oboje byliśmy poruszeni. Obiecaliśmy sobie wtedy, że jeśli kiedyś wrócimy do Jordanii, to koniecznie odwiedzimy Samiego. W końcu daliśmy mu słowo, że kiedyś przywieziemy mu słodycze z Polski 😊. Jeżeli mielibyście też ochotę poznać Samiego, a może nawet przenocować się w jego przydrożnym przybytku z zapierającym dech w piersiach widokiem, to podajemy lokalizację. Pamiętajcie jednak , że jeżeli zdecydujecie się np. na posiłek czy też nocleg, ustalcie uprzednio cenę, tak aby żadna ze stron nie poczuła się po fakcie zaskoczona 🙂

Pokonując kolejne kilometry, otoczenie zaczyna ponownie się zmieniać. Pojawia się więcej zieleni, w tym nawet drzewa iglaste. Spokojnie dojeżdżamy do Madaby, która będzie naszym punktem wypadowym nad Morze Martwe. Jadąc Drogą Królewską dalej na północ szybko byśmy dojechali do Ammanu, a następnie do miasta Dżarasz ze słynnymi, starożytnymi ruinami.

Droga Królewska z perspektywy kierowcy

Pomimo słowa „Highway”, którym Droga Królewska jest określana po angielsku, z pewnością nie można jej uznać za autostradę. W zdecydowanej większości jest to dwupasmowa szosa, która prowadzi przez liczne miasta i miasteczka. Powoduje to, że nie należy ona do najszybszych tras. Liczący ponad 170 kilometrów odcinek od wioski Dana do Madaby pokonaliśmy w jakieś 6-7 godzin, wliczając w to odbicie na gorące źródła Afra oraz wiele postojów po drodze.

Stan nawierzchni jest dobry, a odcinki górskie mimo zakrętów, zjazdów i podjazdów są łatwe do pokonania. Rzadkością na trasie jest oświetlenie i zdecydowanie zalecamy przejazd Drogą Królewską w ciągu dnia. Nie tylko dlatego, że stracilibyście wiele na widokach, ale przede wszystkim ze względu bezpieczeństwo. W tym kontekście należy także wspomnieć o zachowaniu szczególnej ostrożności z powodu spotykanych po drodze zwierząt. Wałęsające się psy, stada owiec czy kóz nie będą czymś rzadkim.

Wszystkie punkty opisane w tekście znajdziecie na naszej mapce.

Zapraszamy również do pozostałych tekstów o Jordanii, gdzie znajdziecie masę porad i praktycznych informacji.

Morze Martwe w Jordanii – darmowe plaże i najlepsze punkty widokowe

Wadi Rum w Jordanii – samodzielnie czy z biurem?

Czy Jordania jest bezpieczna? Bezpieczeństwo w Jordanii

http://www.globfoterka.pl/rezerwat-dana-w-jeden-dzien/

Gdzie spać w Jordanii? Tanie noclegi w Jordanii

Pustynia Wadi Rum w jeden dzień – plan wycieczki

Wypożyczenie samochodu w Jordanii – porady i ceny

Tydzień w Jordanii – gotowy plan podróży

Aktualne ceny w Jordanii 2019. Ile kosztuje tydzień w Jordanii?

Podróż do Jordanii na własną rękę – jak się przygotować?

Wiza do Jordanii 2019 + Jordan Pass w praktyce

Co zjeść w Jordanii? Kuchnia jordańska

Pamiątki z Jordanii – co warto przywieźć?

17 komentarzy

  1. Własnie o to chodzi w podróżach – odkrywać cudne miejsca, poznawać historię, spotykać takich bezinteresownych mieszkańców i wracać do domu z najpiękniejszymi wspomnieniami!

  2. Bardzo malownicza trasa, krajobraz przypomina trochę ten w Iranie.
    My też zawsze wynajmujemy samochód i tak zwiedzamy. Też często zatrzymyjemy się w czasie jazdy, bo na piękne widoki nie jesteśmy obojętni. Również ze względu bezpieczeństwa podróżujemy w czasie dnia.
    Ciekawe spotkanie z Samim, takich ludzi można spotkac w każdym kraju. Byc może wybuduje ten swój mały pensjonat i będzie się cieszył z gości, którzy napiją się u niego herbaty.
    Miło się czytało Twoją relację z Jordanii.
    Pozdrawiam-)

  3. Od kilka lat nie byłem na porządnym, dalekim – nie licząc podróży po Polsce – wyjeździe… A że uwielbiam ten stan przemieszczania się, odkrywania i smakowania, pewnie nie miałbym nic przeciwko Jordanii, tym bardziej, że załączone tu fotografie charakteryzują się iście postapokaliptycznym rysem, co bardzo osobiście lubię 🙂

  4. Powiem tylko, że zrozumiałam teraz jak i ja pochopnie oceniam ludzi, zwłaszcza w krajach muzułmańskich. Otworzyłaś mi oczy 🙂 Kolejnym razem dam sobie szansę poznanie lepiej drugiego człowieka 🙂

    • globfoterka Reply

      Cieszę się, że też wyciągnęłaś coś dobrego z tej historii. Mi było autentycznie głupio, bo mimo że staram się łamać stereotypy, to jednak pewnych uprzedzeń trudno się wyzbyć.

  5. Zazdroszczę, bo Jordania jest na mojej liście marzeń od dawna. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam dotrzeć i może jadąc Waszymi śladami, przeżyć takie niesamowite spotkania, które są dodatkową wartością poznawania świata. Pozdrawiam

    • globfoterka Reply

      Życzę Ci w takim razie prędkiego spełnienia marzenia! 🙂

  6. Ostatnio coraz więcej myśli ściąga mnie ku Jordanii, apetyt na zwiedzenie kraju podsycają filmy i relacje podróżnicze, przyjemnie będzie poznać ten zakątek Ziemi. 🙂

    • globfoterka Reply

      Życzę w takim razim pięknej podróży i dalszego odkrywania Jordanii 🙂

  7. WOW świetny wpis, zdjęcia i zazdroszcze takiej podrozy. Sama uważam ze wypozyczenie auta i zwiedzanie na wlasna reke jest zdecydowanie lepsze. Jestesmy wtedy niezalezni:) piekny przewodnik po Joradnii stworzyłaś.

  8. Zaintrygowani Waszym spotkaniem z Samim również postanowiliśmy do niego zajrzeć podczas przejazdu Kings Highway. Gospodarz zaproponował nam „fast food”, którym okazało się kilka skrzydełek kurczaka, trochę warzyw, hummus i chlebki pita. Spotkanie było bardzo miłe, Sami opowiedział swoją historię, powiedział jak to mamy wystrzegać się naciągaczy w Danie, do której zmierzaliśmy oraz że w byciu Jordanczykiem najważniejsza jest gościnność i bezinteresowność – zrobił na nas super wrażenie. Po posiłku postanowilismy oczywiście przekazać mu jakaś zapłatę za posiłek. Stwierdziliśmy, że piękna sprawa z tym jego podejściem do życia i chcieliśmy mu wręczyć 15 JD (tajniaczylem się niesamowicie, bojąc się że aż urazę gospodarza zapłata). Jakież było moje zdumienie jak Sami się skrzywił i powiedział, że za lunch to liczy 12 JD za osobę i mam mu dać jeszcze 10. Było to miejsce podczas 12 dni podróży gdzie zapłaciliśmy niestety największe frycowe, więc uważajcie…

    • globfoterka Reply

      Rozumiem, że mogłeś poczuć się lekko zniesmaczony, czy nawet rozczarowany, ale jest w tym niestety trochę Waszej winy. Przed zjedzeniem czegokolwiek trzeba najpierw ustalić cenę. My przystaliśmy tylko na darmową herbatę, za którą i tak chcieliśmy zapłacić widząc, że nie mieszka w luksusach. To jest jednak jego sposób na utrzymanie, więc nie można oczekiwać, że zrobi to za pół darmo. Podobnie nie wsiada się do taksówki przed ustaleniem kwoty, bo można przejechać się na pozornej „uprzejmości”. Choć faktycznie sporo sobie krzyknął… Przykra sytuacja. Dzięki za ten komentarz.

  9. W żadnej chwili nie myśleliśmy że zrobi to za pół darmo czy nawet za darmo, też zawsze wszystko ustalamy przed zawarciem transakcji, pewnie trochę naszą czujność uśpił opis na Waszym blogu. Niesmak pozostał bardziej przez całą dyskusję o bezinteresownej gościnności i jak to mamy uważać że będą chcieli nas naciągać, po drodze teksty w stylu „jakbyscie ze mną jechali do Petry to druga osoba za darmo, bo mam tam rodzinę a nie tak kasują” etc, w efekcie mamy ogromny dysonans w obrazie Pana Samiego. Dodatkowo jak tylko Sami dowiedział się że jesteśmy z Polski to od razu wiedział, że o nim piszą w „polskim internecie” i się rozkręcił. W tym wypadku po prostu naciągactwo było szczególnie smutne i rażące w kontekście naszej rozmowy z Samim, więc aż postanowiłem tutaj wrzucić komentarz

    • globfoterka Reply

      W pełni Cię rozumiem. Mieliście prawo poczuć się źle. Nasze doświadczenia z Samim były bardzo autentyczne, a on sam zrobił na nas pozytywne wrażenie, którego nie zaburzył żaden incydent. Zupełnie świadomie odmówiliśmy jedzenia, bo podejrzewaliśmy, że może być niezręcznie z płatnością na koniec. Trudno powiedzieć co nim kierowało. Może turyści przyjeżdżali tylko na darmową herbatę i oczekiwali ciepłego przyjęcia? Nie staram się usprawiedliwiać jego zachowania, bo cena, której od Was oczekiwał jest wyraźnie zawyżona. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Szkoda, że nie wszyscy będą mieli z nim tak miłe wspomnienia. Ale jakby nie patrzeć, nie da się traktować wszystkich jednakowo. Z tej przykrej sytuacji chyba wszyscy musimy wyciągnąć lekcję. Niezależnie od tego jak uprzejmi są ludzie, zawsze trzeba zachować czujność i ustalić cenę na samym początku. Ja też niestety wiele razy się na tym przejechałam.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.