Zastanawiasz się pewnie, co wełniane buty australijskiej marki EMU mają wspólnego z blogiem podróżniczym. Albo to jest jakaś ukryta reklama, za którą autorka dostała pieniądze, albo strona poświęcona jeżdżeniu po świecie zamienia się w kolejny blog modowy.

Nic z tych rzeczy. Po pierwsze: na swoim blogu nie polecam niczego, co nie jest godne rekomendacji, a po drugie moda nigdy szczególnie mnie nie interesowała i nie zanosi się na to, żeby coś miało się zmienić w tej kwestii.  Nie jest to więc tekst sponsorowany. To tak tytułem wstępu 😊.

Ludzie pytają mnie często jak przygotować się do pobytu w niskich temperaturach. Nadrzędnym celem tego wpisu jest więc chęć podzielenia się moim doświadczeniem i jednym z najbardziej udanych, odzieżowych odkryć. Nie zliczę, ile razy szukałam naprawdę ciepłych butów na zimę, które jednocześnie nie będą wyglądały jak toporne, do niczego nie pasujące buciory. Nigdy wcześniej nie udało mi się osiągnąć tego kompromisu. Wybierałam ładne, zgrabne obuwie, ratując się w razie dużych mrozów grubszą skarpetą. Do czasu 😊.

Zima w Laponii

Kiedy dowiedziałam się, że spędzę co najmniej pół roku (w tym zimę) w Laponii byłam zmuszona zrewidować swoje podejście. Nawet najlepsze kozaczki wydawały mi się w tym kontekście fatalnym pomysłem, zwłaszcza, że dyrektor szkoły, w której miałam studiować napisał, że powinnam dobrze się przygotować, bo panują tam srogie zimy. Ekstra. Świetna wiadomość dla kogoś, kto wiecznie marznie i nie cierpi niskich temperatur. Zaczęła ogarniać mnie lekka panika.

W środku lata rozpoczęłam proces kompletowania odzieży i wszystkiego, co miało uchronić mnie przed zamarznięciem na śmierć na północnym krańcu Europy. Wymagania miałam trudne do pogodzenia. Chciałam, żeby „sprzęt” był stosunkowo dobrej jakości i jednocześnie nie kosztował majątku. Wyzwania nie ułatwiał fakt, że tak naprawdę nie wiedziałam, co konkretnie będę robić w Laponii oprócz jej odkrywania w ramach kierunku reportersko-podróżniczego. Mimo że pochodzę z Bieszczad, to nigdy nie chodziłam po górach zimą i o tej porze roku unikałam wręcz jakiegokolwiek pobytu na zewnątrz. Nie uprawiam poza tym żadnych sportów zimowych, dlatego nie miałam naprawdę bladego pojęcia, co i gdzie kupić począwszy od tak podstawowych rzeczy jak bielizna termoaktywna.

O tym jak ostatecznie mi poszło możesz przeczytać w tekście Laponia. Surowe piękno dla wytrwałych

Ciepłe buty na zimę

Postanowiłam kupić przystosowane do niskich temperatur śniegowce marki Kamik, które miały zapewniać komfort cieplny przy nawet -32 stopniach! Nie zakładałam jednak, że staną się moim codziennym obuwiem, dlatego oprócz nich zdecydowałam się jeszcze na zakup EMU. Już wcześniej słyszałam, że są niesamowicie ciepłe, ale opinie wydawały mi się ciut przesadzone, a poza tym koszt butów przekraczał mój budżet i było mi zwyczajnie szkoda na nie pieniędzy.

Czy EMU naprawdę są takie ciepłe i warte swojej ceny?

Teraz mogę powiedzieć, że jeśli szukasz ciepłych butów na zimę, w których Twoja stopa nie zmarznie, to według mnie nie ma lepszego wyboru od EMU. Moje ultra wytrzymałe śniegowce, które miały dawać komfort cieplny nawet przy 30 stopniach mrozu wcale nie przewyższały pod tym względem EMU. Traktowałam je jako buty od zadań specjalnych głównie dlatego, że mogłam je mocno związać i nie martwić się brodzeniem w śniegu, czy chodzeniem po zaspach. Otwarta cholewka w EMU to wykluczała. Co nie zmienia faktu, że EMU stały się moimi ulubionymi butami, w których stopa była sucha, ciepła i szczęśliwa 😉. Są też bardzo wygodne i chętnie śmigam w nich po mieście. Zwłaszcza jak muszę szybko wybiec z domu i nie mam czasu na wiązanie, to po prostu wkładam stopy do środka i pędzę.

Gdzie zamówić EMU?

To jest dobre pytanie. Cena oryginalnych butów naprawdę odstrasza. Nic dziwnego, że każdy szuka promocji, kodów rabatowych i innych sposobów, żeby jak najtaniej kupić EMU. Jest to zrozumiałe, ale też ryzykowne. Bardzo łatwo można się naciąć i kupić podróbki, które są niewiele tańsze od oryginalnych butów. Skuszone niższą ceną i wiedzione chęcią zaoszczędzenia pieniędzy, kupujemy obuwie, które po jakimś czasie okazuje się być szemranej jakości. Kasa wyrzucona w błoto. To tyczy się w zasadzie wszystkiego co zamawiamy przez internet. Trzeba mieć 100% pewność, że kupujemy produkt z pewnego źródła, bo w przeciwnym razie padniemy ofiarą oszustwa. Lepiej dopłacić te 100 zł i mieć oryginalne EMU, a nie fałszywki. Poza tym za dobrą jakość trzeba zapłacić i warto zainwestować w buty, które będą służyć przez lata.

Na stronie eobuwie.pl co jakiś czas pojawiają się promocje na te buty, które obniżają pierwotną cenę o 30%.  Przy wyjściowej kwocie 600 zł taki rabat robi naprawdę różnicę. Zamówienie przychodzi błyskawicznie. W razie czego można też bez problemu je zwrócić. Promocje obejmują niestety często tylko konkretne kolory i rozmiary. Czarny model EMU Paterson Classic Lo w rozmiarze 40,5 można kupić za 519 zł zamiast 859 zł, ale już na przykład taki sam fason, tylko czekoladowy kosztuje 769  zł.

Jaki model i kolor EMU wybrać?

EMU ma w swojej ofercie różne modele. Najbardziej klasycznym jest Stinger, który łatwo rozpoznać po zaokrąglonym, wyraźnie „uwypuklonym” przodzie. Ja zdecydowałam się na fason Paterson ze względu na specjalną membranę zwiększającą wodoodporność buta i odporność na czynniki zewnętrzne. Stinger nie przemaka i jest tak samo ciepły, ale Paterson według mnie lepiej radzi sobie z chlapą. Poza tym wyglądem odbiera od charakterystycznego, trochę kapciowatego kszałtu EMU. Ma też inną, solidniejszą podeszwę. Firma oferuje buty w trzech wysokościach. Mini sięgające po kostkę, średnie Lo do połowy łydki i wysokie Hi prawie po kolana. Mając na względzie ogromne zaspy śnieżne w Laponii, zamówiłam na początku najwyższy model, ale okazał się za mały i dla porównania kupiłam średni, który już u mnie został. Najniższy jest dobry do użytku miejskiego, ale nie sprawdziłby się np. w pokonaniu nieodśnieżonej drogi. Zdarzało się, że będąc w Laponii zapadałam się w śniegu i wtedy faktycznie zimno wlatywało mi do środka, ale poza tym nie mogłam narzekać na obuwie.

Kolejnym atutem australijskich butów  jest duży wybór kolorystyczny. Tak duży, że trudno zdecydować się, który kolor EMU wybrać. Odradzam te jasne, bo przy naszych paskudnych, miejskich zimach szybko się wybrudzą i trudno będzie je wyczyścić. Ja wybrałam czekoladowe i nie żałuję, ponieważ nawet jeśli się coś się do nich przyczepi, to nie widać tego na pierwszy rzut oka.

Jaki rozmiar EMU wybrać?

Wiele zależy od modelu, jaki wybieramy. Przed zakupem, czytałam opinie, że trzeba wziąć o jeden rozmiar mniejsze buty, ponieważ futerko wewnątrz EMU się ubija i robi się zbyt luźno w środku. Kierując się tą radą, zamówiłam obuwie, które okazało się niestety za małe. Normalnie noszę rozmiar 39, więc kolejnym razem zamówiłam 40,5 z tego samego modelu, czyli Paterson. Pasowały idealnie i pomimo intensywnego używania nie rozbiły się, ani nie stały zbyt luźne. Fason Stinger z kolei charakteryzuje się bardziej puszystym futerkiem w środku, które po jakimś czasie trochę się ugniata. Dlatego jeśli zamówicie go i będziecie czuły, że stopa mieści się na styk, to nie zwracajcie, ani nie wymieniajcie na większy. Wszystko się ułoży 😊.

Zalety EMU

Buty EMU są niemal w całości wykonane z australijskiej wełny merynosa, która uchodzi za najcieplejszą ze wszystkich dostępnych. Wnętrze i podkładka pokryte są kożuchem merynosów. Dzięki temu jest mięciutko i ciepło. We wszystkich modelach cholewkę wykonano ze skóry owczej, a fason Paterson jest pokryty z zewnątrz nubukiem. Wełna sprawia też, że buty nie przesiąkają brzydkim zapachem. Można w nich chodzić jesienią, a nawet latem! Lecąc do Laponii w połowie sierpnia nie miałam wyboru i nałożyłam na siebie EMU i płaszcz puchowy. Nie umarłam z przegrzania 😊. W podeszwie zastosowano materiał EVA, który nadaje jej lekkości i odporności. Nie zauważyłam, żeby po 1,5 roku użytkowania buty wyraźnie się starły, czy zniszczyły w jakikolwiek sposób. Fakt, że ani razu nie przewróciłam się w trakcie mieszkania w Laponii na oblodzonej powierzchni świadczy też o tym, że dobrze przylegają do podłoża i nie ślizgają się.

Wady EMU

EMU to nie są idealne buty. Takich chyba jeszcze nie stworzono. Za największą wadę uważam to, że niektóre modele trochę się zniekształcają. Nie dotyczy to jednak najniższego, sięgającego po kostkę fasonu. Moje buty Paterson „pofałdowały” się lekko na zgięciach, co w jakimś stopniu mnie irytuje i sprawia, że nie są już takie wyjściowe jak na początku. Uważam też, że trudno je dobrze doczyścić. Nie mogę się pozbyć jasnych pasków, które pojawiły się na zgięciach. Ostatnią i dyskwalifikującą dla niektórych wadą EMU jest ich wygląd przypominający kapcie :D. Fakt, wyglądają trochę śmiesznie i ponoć w zrobionych przez mężczyzn rankingach najbardziej obciachowych damskich rzeczy zajmują wysokie miejsce. Sądząc po tym, co sprzedawane jest w galeriach handlowych można łatwo spostrzec, że w zimowej odzieży nie chodzi o to, żeby była ciepła, tylko żeby ładnie się w niej prezentować… 😉

Ja nie przejmuję się tymi opiniami. Koniec z zimnymi stopami! Jeśli bardzo przeszkadza Wam charakterystyczny wygląd EMU, to zawsze możecie wybrać inne modele 😊.

34 komentarze

  1. każdej jesieni obiecuję sobie, że skuszę się na oryginalne Emu, bo wiem, że warto…. no i cóż, może w przyszłym roku…

    • globfoterka Reply

      Największe promocje są w trakcie, albo po sezonie zimowym, więc może warto teraz się rozejrzeć :).

    • globfoterka Reply

      Wychodzę z założenia, że lepiej jest potrzebne rzeczy kupić na promocji, niż później przepłacać.

  2. Bardzo solidnie przygotowany wpis. Dla mnie Emu też nie są idealne, ale jeżeli szukałabym ciepłych butów – pewnie bym po nie sięgnęła 🙂

  3. Szkoda, że w Polsce te buty są tak drogie. W AUS są one dużo tańsze. Ja mam obuwie z konkurencyjnej firmy i uważam, że to najlepszy prezent jaki można sobie przywieść z Australii. Teraz już zimy są niestraszne, odkąd można ubrać tak wygodne buty jak EMU/UGG i tak ciepłe 🙂

    • globfoterka Reply

      O proszę! Nie wiedziałam, że bardziej opłaca się je kupić w Australii. Ale jest to całkiem zrozumiałe, w końcu tam się je produkuje :).

  4. Emu chodzą za mną już od dawna. Upatrzyłam sobie model mikro, ale akurat gdy już byłam zdecydowana brakowało mojego rozmiaru. Zgadzam się też ze stwierdzeniem, że za jakość trzeba zapłacić. Może nie zawsze, ale w przypadku butów faktycznie wolę wydać więcej i mieć buty na lata. W swojej kolekcji posiadam emu podobne – love from australia, nie mam porównania co do klasyków, ale muszę przyznać, że strasznie je lubię i są cieplutkie 🙂

    • globfoterka Reply

      Mam nadzieję, że jeszcze pojawi się Twój rozmiar i będziesz mogła cieszyć się ciepełkiem na długie lata :). Nie wiem jak noszą się Twoje, ale klasyki naprawdę są trwałe.

  5. Emu to moje najkochańsze buty, właśnie mam je na nogach i mam gdzieś co mówią wszyscy dookoła. Wygodne i ciepłe, czego chcieć więcej. Ale masz rację, czyszczenie jest okropne. Mam jasnobeżowe i to jest koszmar hihi

    • globfoterka Reply

      Chyba każda dziewczyna, która ubrała raz EMU i poczuła to ciepło, pała teraz do nich miłością :P.

  6. Ja też jestem strasznym zmarzluchem… Jak przeczytałam – 32 stopnie to zamarzłam na sam widok tego, a co dopiero odczuć taką temperaturę. A co do emu, no i ogólnie butów – w moim przypadku, najważniejsze jest żeby mi grzały nogi, a to czy już są estetyczne, czy mniej – odchodzi na drugi plan. I chociaż emu nigdy nie miałam, właśnie przez „kapciowatość” (bałam się, że mi sflaczeją za szybko, bo ja niszczę buty z prędkością światła), to niewykluczone, że jeszcze kiedyś kupię 😀

    • globfoterka Reply

      Słuszne podejście! Stopy są tak naprawdę najważniejsze, bo jak one zmarzną, to wpływa to na ogólne odczucie temperatury. Przemoknięte buty i już gotowa recepta na przeziębienie.

  7. Ja bardzo lubię Emu od pierwszego wejrzenia 😉 Pewnie dlatego, że uwielbiam nonszalancję i podoba mi się buduarowy trend: noszenie kimon-szlafroków i piżam-garniturów na ulicy, no i łapci z futerkiem. Nie ma nic przyjemniejszego w zimie niż poczłapać gdzieś w cieplutkich emu!

  8. Nie noszę naturalnego obuwia, ale mam „oszukane” emu, które doskonale mi się sprawdzają na polskie zimy 🙂 Na szczęście na -32 nie musiałam testować 🙂

  9. Aneta Ciurkot Reply

    Jestem mega wielkim zmarzluchem i od dawna chodzi za mną myśl zakupu takich butów. Wpis bardzo przydatny

  10. Mi buty Emu zawsze kojarzą się z zimowym ślizganiem w wykonaniu mojej lubej, która te buty uwielbia za ich ciepło. Ich przyczepność nie raz była powodem to mojego śmiechu, a jej obolałej pupy na spacerze 😉

    • globfoterka Reply

      Serio? Ja chodziłam często po oblodzonej powierzchni w Laponii i ani razu nie zaliczyłam bliższego spotkania z glebą. Może miałam szczęście, albo Twoja dziewczyna ma pecha :P.

  11. dla mnie cena niewyobrażalna chyba ze miałabym pojechać na biegun zimowy 😉

    • globfoterka Reply

      Cena jest na pierwszy rzut oka odstraszająca, ale to inwestycja w ciepłe stopy na kilka dobrych lat ;). Jak się ją rozdzieli na ten czas, to wyjdzie jedna para średnich, sztucznych butów na rok, w zależności od tego jak szybko się zużywa obuwie. Wcześniej miałam wielkie opory przed ich zakupem, ale teraz myślę, że raz na jakiś czas można zaszaleć.

  12. Emu raczej nie dla mnie… zawsze mnie śmieszy jak dziewczyny w nich chodzą i nie chodzi tu o ich wygląd 🙂

  13. A ja posiadam emu. Znalazłam 2 lata temu i są najlepsze że wszystkich butów zimowych pomimo swojego wieku.

Napisz komentarz