Myśląc o Maroku wyobrażasz sobie zapewne zatłoczone targi w Marrakeszu, przemierzanie Sahary na grzbiecie wielbłąda, charakterystyczną architekturę i bardzo wysokie temperatury. W końcu to Afryka. Trochę „oszukana”, bo północna i leżąca na tej samej wysokości co hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie, ale wciąż Afryka. To tutaj spora część włóczykijów doświadcza swojego pierwszego zetknięcia z Czarnym Lądem. Jeśli w przyszłości jacyś z nich dotrą w głąb tego kontynentu, dowiedzą się na przykład od Tanzańczyków, że Maroko to nie Afryka, tylko Europa… 😉

Tylko część wie, że to gorące, pustynne Maroko przecina też Atlas – najwyższe pasmo gór w Afryce. Niespodziaaaanka! Uciekając od zimy jedziesz zażywać kąpieli słonecznych i trafiasz na ośnieżony, górski krajobraz. Fajna ta Afryka!

Ale zaraz, zaraz… Gdzie to właściwie jest? Można tam tak po prostu dotrzeć, nawet jeśli nie planuje się zdobycia największego szczytu Maroka – położonego na wysokości 4167 m.n.p.m. Jebel Toubkal? Jest w ogóle w tym jakiś sens i czy warto tam jechać?

Jak dostać się do Imlilu i ile to kosztuje?

Imlil znajduje się około 60 km od Marrakeszu. Opcje dotarcia do niego są w zasadzie cztery. Można skorzystać z transportu publicznego, który pomimo że jest najtańszy, wiąże się z pewnymi utrudnieniami. Trzeba najpierw dostać się lokalnymi autobusami kursującymi z Marrakeszu do miejscowości Asni, a tam przesiąść na transport do Imlilu. Dość czasochłonne rozwiązanie, ale kuszące dla niskobudżetowych podróżników. Jeśli kogoś nie ogranicza czas i chce maksymalnie zaoszczędzić pieniądze, to może dotrzeć do Imlilu autostopem. Ci, którzy planują intensywne zwiedzanie Maroka powinni rozważyć wynajem samochodu. Ostatnią i zdecydowanie najwygodniejszą opcją jest przejazd dużą, prywatną taksówką typu grand taxi, którą opłaca się podróżować zwłaszcza w kilkuosobowej grupie. Kierowca przyjedzie po was do Marrakeszu o godzinie, którą wcześniej z nim ustalicie, odwiezie do Imlilu i wróci na przykład następnego dnia o dowolnej porze. Komfortowe warunki, elastyczność i stosunkowo niewysoka cena to największe zalety tego rozwiązania.

Za kurs w dwie strony zapłaciliśmy 175 MAD za osobę, co w przeliczeniu na obecny kurs daje kwotę 65 zł. O innych kosztach pisałam w tekście Ceny w Maroku.

Gdzie nocować w Imlilu i kiedy się tam wybrać?

Oferta noclegowa w tej małej mieścinie jest naprawdę imponująca. Można wybierać spośród bardzo skromnych pensjonatów i wielkich hoteli. Ci, którzy decydują się na trekking po górach Atlas i zdobycie Jebel Toubkal traktują Imlil jako bazę wypadową. Dlatego wolne miejsce noclegowe najtrudniej jest dostać w okolicach wiosny, kiedy najwięcej osób chce wspiąć się na najwyższy szczyt Maroka. Poza sezonem nie ma potrzeby rezerwowania noclegu z wyprzedzeniem. Z łatwością można tuż po dotarciu do Imlilu znaleźć miejsce do spania w świecących pustkami riadach. My wybraliśmy się do Maroka zimą, a konkretnie w drugiej połowie grudnia. W Marrakeszu pomimo pory roku było dość tłoczno, za to w górach spotkaliśmy zaledwie garstkę przybyszów.

 

Riad Atlas Prestige – najlepsze miejsce w górach Atlas!

W serwisie noclegowym Airbnb znalazłam świetną ofertę w górach Atlas i po prostu się zakochałam. Od razu wiedziałam, że chcę spać w tym obiekcie. Riad Atlas Prestige prezentował się na zdjęciach wyjątkowo zachęcająco i nawet odrobinę luksusowo. Do podjęcia ostatecznej decyzji przekonał mnie taras z fantastycznym widokiem na pasmo górskie. Pozostali towarzysze podróży przystali na pomysł i mogliśmy zarezerwować miejsce na jedną noc. Zapłaciliśmy wtedy 254 zł za całość (ze śniadaniem), co dawało 64 zł na osobę. W serwisie Booking.com obiekt ma bardzo wysoką ocenę: 9,4 i jest określony jako znakomity. Można przeczytać o nim wiele dobrych opinii od innych podróżników.

Riad Atlas Prestige góruje nad niemal całą wioską, dlatego dojście tam jest dość męczące i czasochłonne, zwłaszcza jeśli robi się to po zmroku. Obiekt oferuje pomoc we wniesieniu bagażu, ale z jednej strony było nam szkoda muła, a z drugiej obawialiśmy się wysokiej opłaty, której jak się później okazało wcale nie musielibyśmy uiszczać. Po jakimś czasie zaczęłam żałować, że nie skorzystałam z tej możliwości, bo moje obuwie średnio nadawało się na taki spacer, zwłaszcza z ciężkim bagażem… 😉.

Pokoje odbiegały wyglądem od tych prezentowanych na stronie, ale były czyste, przestronne i przytulne. W wyposażeniu mieliśmy m.in. czajnik, klimatyzację i… termofory, żeby ogrzać się w razie gdyby było nam zimno. Miłym zaskoczeniem było też odkrycie, że w łazience jest naprawdę gorąca woda. Pierwszy raz od kilku dni w Maroku mogliśmy swobodnie wziąć ciepły prysznic! 😊 Hitem było jednak znalezienie trzech sztuk dżelaby – tradycyjnego, marokańskiego stroju w niebieskim, szarym i brązowym kolorze. Nie wiem czy znalazły się tam przypadkowo, czy pełniły funkcję czegoś w rodzaju piżamy, ale zostały użyte do wykonania naszej prywatnej sesji fotograficznej :D.

Marokańska gościnność

Na przywitanie zostaliśmy ugoszczeni w ciepłym salonie tradycyjną, marokańską herbatą. Za oknem świszczał wiatr, nadając aurze lekko złowrogiego charakteru. Bardziej niż kiedykolwiek cieszyłam się, że siedzę w ciepłym, przytulnym pomieszczeniu. Półmrok jeszcze podkręcał ten niesamowity klimat. Po chwili przyszedł ktoś z pracowników riadu i przyniósł każdemu z nas gorącą, tradycyjną zupę, nie chcąc za nią zapłaty. Pierwszy raz doświadczyliśmy takiej bezinteresowności i gościnności w Maroku 😊.

Następnego dnia obudziłam się z fantastycznym widokiem na góry Atlas. Przez okno umieszczone naprzeciwko mojego łóżka obserwowałam intensywnie niebieski odcień nieba i skąpane w słońcu szczyty. Jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek miałam przyjemność podziwiać z pokoju! Góry na dzień dobry zawsze wywołują u mnie uśmiech i są skuteczną zachętą do zerwania się z łóżka. Ładują po prostu solidną dawką pozytywnej energii 😊.

 

Uroki i atrakcje Imlilu

Największą atrakcją Imlilu jest niewątpliwie otaczający go Atlas Wysoki. Wystarczy przejechać 60 km z najsłynniejszego, marokańskiego miasta i można znaleźć się w zupełnie innym świecie, w którym króluje natura. Wybranie na swój nocleg wysoko położonej riady odpłaci się bajecznym widokiem na cały Imlil i majestatyczne góry. W takich okolicznościach można naprawdę odpocząć. Oprócz podziwiania krajobrazu z tarasu, można też wybrać się na spacer po okolicy. Przyda się wygodne obuwie, bo może być bardzo ślisko, ale nawet w adidasach, czy butach na lekkim koturnie da się przejść bez skręcania sobie nóg. Mimo wszystko lepiej tego nie robić 😉. Chyba, że tak jak ja nie ma się wyboru, bo wzięło się jedną parę butów. Dzięki takiemu spacerowi odkryliśmy na przykład ukryty pomiędzy skałami wodospad. Zawsze też można zapytać pracowników miejsca noclegowego o znajdujące się w pobliżu trasy i interesujące miejsca.

Kto powinien pojechać do Imlilu?

Imlil przypomina bardziej niewielką wieś niż tętniące życiem miasto. To przede wszystkim górski ośrodek turystyczny i baza wypadowa na Jebel Toubkal. Można tam kupić niezbędny do trekkingu w Atlasie Wysokim sprzęt, wynająć przewodnika czy odpocząć po zdobyciu dachu Maroka. Wśród turystów przeważają profesjonalnie wyglądający górołazi, ale nie brakuje też zwykłych podróżników, którzy chcieli odpocząć od zgiełku w Marrakeszu i nasycić się pięknymi widokami. Zdecydowanie warto tam pojechać nawet dla samych krajobrazów. Spotkaliśmy nawet grupę Brytyjczyków z małymi, ledwo wchodzącymi pod oblodzoną górkę dziećmi. Muły aż uginały się od niezliczonych bagażów i opasłych walizek. Nie wiem, co trzeba spakować, żeby mieć tyle nieporęcznego balastu… Samo miasteczko nie jest zbyt urokliwe i robi dość mierne wrażenie. Nie brakuje w nim wszechobecnych  bezdomnych i wygłodniałych kotów, ani otwartych rzeźni z wiszącymi na widoku udźcami.

Imlil – nieodkryta perełka Maroka

Maroko skrywa wiele wyjątkowo urodziwych zakątków o których istnieniu niewiele osób zdaje sobie nawet sprawę. Ustępują sławie najbardziej rozpoznawalnym miastom, takim jak Marrakesz, Fez, czy Agadir i swoje naturalne piękno ukazują tylko tym, którzy rzeczywiście chcą je odkryć. Bądź co bądź uważam, że miasta również trzeba odwiedzić i poznać ich koloryt. Maroko jest na tyle zróżnicowane,  iż jedynie połączenie pulsującej w miastach kultury i malowniczych krajobrazów da jego prawdziwy obraz.  Więc jeśli następnym razem zastanowisz się nad tym co jeszcze warto zobaczyć w Maroku to pomyśl o maleńkim miasteczku, które leży u stóp gór Atlas. Imlil Cię nie zawiedzie, możesz mi wierzyć.

Inne teksty z Maroka:

Ceny w Maroku

Comments

comments

6 komentarzy

  1. Również mamy je w planach 🙂 Zamierzmy lądować w Agadirze i później Imil -> Marrakesz i dalej, ale nie wiem jak z tą drogą przez góry i czy nie łatwiej będzie najpierw do Marrakeszu i później odbić na Imil (z tym, że więcej km do nadrobienia).

  2. Maroko nigdy nie było dla mnie miejscem, które na pewno muszę kiedyś odwiedzić, a to za sprawą tej „bardzo wysokie temperatury”. Nie jestem ich fanem i umieram przy +25 stopniach. Nie mniej zaintrygowałaś mnie Imlilem… to chyba te góry i śnieg 😉

  3. Piękne zdjęcia i niesamowity pustynno-śnieżny klimat 🙂 nie mogę przestać się patrzeć na to wściekle niebieskie niebo!

  4. Piękne zdjęcia, piękna wyprawa. Maroko jest dopiero na liście państw, które chcę odwiedzić, ale przyznaję szczerze że póki co myślałam o nim stereotypowo tzn. plaże, jedzenie, słońce, pustynia. Nie pomyślałam do tej pory o górach w Maroku. Dzięki, teraz jeszcze bardziej chcę tam jechać…jeśli Brytyjczycy z dziećmi dali radę to i ja z moją Luśką sobie poradzimy 🙂

  5. Jej jestem zauroczona tymi zdjęciami, jak tam jest pięknie! Pozazdrościć takich widoków:)

Napisz komentarz