Najbardziej lubi torfowiska i bagna, choć równie dobrze odnajduje się w otoczeniu gór. Jest bardzo wrażliwa na warunki atmosferyczne. Nie przepada za intensywnym deszczem, ale równie mocno nie cierpi suchoty. Jej największym wrogiem jest mróz. Szczególnie upodobała sobie Laponię, jednak pojawia się także w leżących bardziej na południu rejonach Skandynawii. Na imię jej malina moroszka.

Czym różni się malina moroszka od zwykłej maliny?

W południowej Szwecji dojrzała malina moroszka gotowa jest do zbioru w drugiej połowie lipca. Na północy kraju ta granica czasowa przesuwa się do połowy sierpnia. Bardzo krótki sezon sprawia, że malina nordycka (to jej drugie imię) jest bardzo drogim i cennym towarem, uznawanym w wielu kręgach za narodowy przysmak. Kiedy nam czerwony kolor owoców kojarzy się z soczystym, dojrzałym wnętrzem, tutaj świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. Gotowa do zjedzenia malina moroszka jest w… żółtym, wpadającym w pomarańcz kolorze.  Dojrzały owoc jest miękki, ale nie tak delikatny i podatny na zgniecenie jak w przypadku zwykłej maliny. Także w smaku występuje między nimi znacząca różnica. Malina nordycka jest bardzo specyficzna- trudno jest wyróżnić w niej jakąś dominującą cechę, ponieważ nie jest ani zbyt gorzka, ani przesadnie słodka czy kwaśna.  Nie przypomina owoców, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Smakuje lasem i dzikością :). Niektórym, w trakcie jedzenia mogą przeszkadzać maleńkie pestki, ale nie wpływają one w żaden sposób na smak.

Sekret fenomenu maliny moroszki

Malina moroszka zawiera około 3-4 razy więcej witaminy C od pomarańczy! Ten fakt czynił ją lekarstwem i zbawieniem dla polarników, którzy ze względu na ubogą w warzywa i owoce dietę byli narażeni na zachorowanie na szkorbut. W dodatku jest też bogata w bardzo istotną dla organizmu witaminę A. Co najciekawsze: nie potrzebuje żadnych konserwantów, ponieważ może poszczycić się obecnością kwasu benzoesowego, który jest najlepszym i przede wszystkim naturalnym środkiem konserwującym. Dzięki niemu świeżo zebrana malina nordycka może z powodzeniem być przechowywana przez dłuższy okres, nie tracąc swoich cennych właściwości.

Szwedzi uwielbiają przebywać na świeżym powietrzu, a zbieranie jagód czy grzybów jest świetnym sposobem na zachowanie bliskiego kontaktu z naturą. Nierzadko można spotkać całe rodziny, które każdego roku wracają w swoje ulubione miejsca i wspólnie wybierają się na poszukiwanie złota Północy. Znaczna część z nich wyrabia później własne dżemy, lub inne przetwory, którymi można cieszyć się cały rok.

Smak Skandynawii

Choć sama malina moroszka nie jest powszechnie spotykana w przyrodzie, można ją znaleźć w wielu postaciach na szwedzkich półkach. Jako dżem świetnie sprawdzi się w towarzystwie naleśników i bitej śmietany. Dodana do deseru w formie sosu lub całych owoców nada mu ciekawego charakteru. Zaserwowana na ciepło z lodami waniliowymi jest ulubionym słodkim przysmakiem mieszkańców Północy. Choć osobiście nie przepadam za wszelkiego rodzaju konfiturami, dżem z moroszki był najlepszym (i najdroższym) jaki było mi dane spróbować w całym moim życiu. Tak bardzo kusił mnie swoją słodyczą, że czasami ukradkiem wyjadałam go łyżką prosto ze słoika. Połączony z bitą śmietaną, bananami i naleśnikami stał się jedną z niezawodnych pozycji w moim skromnym repertuarze kulinarnym, który stworzyłam podczas prawie rocznego pobytu w Laponii. Za 320 g pozbawionego konserwantów i składającego się niemal w całości z nieprzetworzonych owoców dżemu płaciłam około 33 zł. Co ciekawe nie musicie jechać do Skandynawii, żeby spróbować maliny nordyckiej. Można ją kupić w Ikei w dużym, 425-gramowym słoiku, płacąc jedynie 25 zł. 🙂

Moroszka niejedną ma postać

Malinę moroszkę można też dostać w formie przepysznej herbaty, która zimą, jak za machnięciem magicznej różdżki będzie przenosić do skandynawskiej krainy. Jest to też najbardziej opłacalna i wydajna postać tego cennego owocu. Stojąc przed półką z rarytasami z Północy już po raz kolejny mocno zastanawiałam się nad zakupem soku z maliny moroszki. Tym, co mnie najbardziej powstrzymywało był jego wysoki koszt. Za buteleczkę o pojemności 200 ml należało zapłacić około 30 zł. Napój był gotowy do wypicia, więc wariant z rozcieńczaniem go z wodą nie wchodził w rachubę. Sprzedawczyni widząc moje rozterki, sama zaproponowała herbatę, która cieszy się wielką popularnością wśród wracających po nią turystów. Piękny, słodki zapach i korzystna cena (ok. 25 zł za 100g) skłoniły mnie do zakupu. Teraz, będąc już w Polsce mogę rozkoszować się jej smakiem i odtwarzać w pamięci żywe obrazy Laponii.

Czekoladowa moroszka

Znawcy szwedzkich słodyczy z pewnością kojarzą fabrykę czekolady znajdującą się w górskim Åre. Produkowane tam od 1991 r. pralinki nie mają sobie równych na szwedzkim rynku słodkości! Występują w przeróżnych smakach oraz wariantach i gdyby nie wysoka cena (30 zł za kilka czekoladek), pewnie spróbowałabym wszystkich dostępnych w sklepie łakoci. W  ramach walentynkowego prezentu, dostałam trójkącik wypełniony truskawkowymi i marakujowymi pralinkami, które były oblane białą i mleczną czekoladą. Mniam! Postanowiłam, że tuż przed wyjazdem ze Szwecji (w przeciwnym razie od razu wyjadłabym zapasy) zaopatrzę się w wersję z nadzieniem z maliny moroszki oblanej mleczną czekoladą. Chyba pokładałam w niej zbyt duże nadzieje, bo nie porwała mnie swoim smakiem, aczkolwiek nadal uważam, że warto było samemu przetestować nowy wariant.

Alkohol o smaku maliny moroszki

Malina moroszka chętnie jest też używana do produkcji alkoholu. W okolicach późnej jesieni, kiedy dni stają się coraz krótsze, w Szwecji zapalane są specjalne świeczniki, które rozświetlają nieco panującą przez kilka miesięcy ponurą ciemność. Stałym towarzyszem długich wieczorów są też suche pierniczki (pepparkakor) i grzane wino (glögg). Bardzo słodki napój o smaku maliny moroszki, który zawiera zaledwie 2,2% alkoholu można dostać w supermarketach za jedyne 14 zł za 750 ml. Można go podgrzać, albo podać schłodzony w formie drinku. Panom raczej nie posmakuje ;).

Malina moroszka – symbol Skandynawii

Hjortron (czyt. jurtron), bo tak nazywa się po szwedzku malina moroszka obecna jest też w nieożywionym świecie dekoracji, pamiątek i biżuterii. W niemal każdym sklepie z suwenirami trafiałam na zrobione ze srebra lub innego tworzywa wisiorki, kolczyki, a nawet pierścionki w kształcie moroszki. Nie brakowało też magnesów, spinek i innych gadżetów z jej wizerunkiem. Bardzo podobała mi się także lampka, która wyglądała jak prawdziwa moroszka, tylko że w ogromnym rozmiarze.

Malina moroszka jest nie tylko luksusowym towarem, ale także symbolem Skandynawii. Można powiedzieć, że Finowie płacą nią do dziś, ponieważ jej wizerunek dumnie błyszczy na monecie o nominale 2 euro. Z kolei znana wszystkim firma Neutrogena używa maliny nordyckiej w tajemniczej, norweskiej formule stosowanej w kosmetykach. Podczas gdy w północnej części Europy malina moroszka cieszy się niesłabnącą popularnością i pozycją rarytasu, w naszym ojczystym kraju kusi jak zakazany owoc. Znalazła swoje miejsce, ale niestety w Polskiej Czerwonej Księdze Roślin jako relikt epoki lodowcowej.

Źródło: http://www.skogsskafferiet.se/hjortron/

Comments

comments

Napisz komentarz