W ciągu ostatnich kilku lat Maroko stało się jednym z topowych kierunków podróży. Pierwsze, bezpośrednie loty low-costowymi liniami lotniczymi Ryanair z Krakowa do Marrakeszu przyczyniły się do wzmocnienia tego fenomenu. Cóż, wcale mnie to nie dziwi. Maroko jest stosunkowo blisko, a mimo wszystko umożliwia pierwsze zetknięcie z Afryką. Dla wielu osób podróż do tego kraju jest jednocześnie równoznaczna z postawieniem stopy na innym kontynencie. Jest egzotycznie, jest tanio i widowiskowo. Od Sahary, przez ikoniczne miasta jak Marrakesz, ośnieżone góry Atlas aż po Atlantyk. Tak, bez wątpienia Maroko to atrakcyjny kraj. Tym bardziej dziwi mnie więc, że pomimo rozwijającej się turystyki, na podróżujących wciąż czyhają tam perfidne, oszukańcze zagrywki i marokańscy naciągacze. Wymuszaniem pieniędzy jeszcze nikt nie zachęcił turystów do ponownego odwiedzenia kraju.

Postanowiłam opisać kilka zdarzeń, z którymi zmierzyłam się podczas zimowego, kilkudniowego wypadu do Maroka. Poniżej każdej historii napisałam jak wg mnie najlepiej zachować się w podobnej sytuacji.

Niespodziewanie wyższy rachunek

Tylko raz zdecydowaliśmy się zjeść w restauracji w pobliżu jednej z głównych atrakcji Marrakeszu. Zwykle odwiedzaliśmy niepozorne, z zewnątrz odpychające bary, w których licznie przesiadywali Marokańczycy. Jedzenie było naprawdę niezłe, autentyczne i po prostu tanie. I tylko ten jeden raz w okolicach pałacu Badi przejechaliśmy się na wyborze lokalu. Standardowo, przed dostaniem właściwego posiłku, na stole w Maroku pojawiają się drobne przystawki. Zazwyczaj w postaci oliwek, albo dodatkowego pieczywa. Nie będąc pewna czy przekąska jest wliczona w cenę, postanowiłam zapytać o to dwóch różnych kelnerów. Zgodnie potwierdzili, że oliwki są „on the house” – na koszt lokalu. Zapewnienia uśpiły nieco moją czujność, aczkolwiek nadal byłam trochę podejrzliwa. Jak się później okazało – słusznie.

Rachunek okazał się być wyższy niż powinien. Zwróciłam kelnerowi uwagę, bo już na początku ustaliliśmy, że przystawka jest darmowa. Wzruszył ramionami i gdzieś zniknął. Pewnie myślał, że dla świętego spokoju dołożymy te kilka złotych i nie będziemy się awanturować. Niestety ja nie z tych, co odpuszczają 😉. Ponownie zapytałam dlaczego doliczono nam coś do rachunku bez naszej wiedzy. Wtedy kelner wymyślił, że ceny w karcie, to ceny jedzenia na wynos, a za możliwość zjedzenia na miejscu trzeba dodatkowo zapłacić. Tia… Owszem, w niektórych krajach, np. we Włoszech płaci się czasami 5 euro od osoby za zajęcie miejsca przy stole – tzw. coperto, ale jest to informacja znana klientowi. Tutaj ewidentnie panowie chcieli naciąć nas na kilka złotych i szukali niezbyt przekonujących wymówek. Bardzo mi się to nie spodobało, bo dodatkowe pieniądze mogli zarobić w uczciwy sposób, czyli za dobrą obsługę. Kombinując niestety nic nie zyskali.

Reakcja

Przede wszystkim należy poprosić o dokładne wyjaśnienie doliczonej kwoty. Jeżeli masz zapłacić, musisz najpierw wiedzieć za co. To zazwyczaj nie są wielkie pieniądze, ale zostawiając je, dajesz tak naprawdę przyzwolenie na podobne zachowanie. Zanim coś zjesz, albo wypijesz, upewnij się, że jest to darmowe. Jednak nawet jeśli wydaje Ci się, że wszystko ustaliłeś już z kelnerem, to nie gwarantuje to uniknięcia niemiłych niespodzianek na końcu. Przelicz też dokładnie resztę, bo może się okazać, że coś im się „pomyliło” i wydali Ci wyraźnie mniej niż powinni 😉.

Samozwańczy przewodnik

Po intensywnych negocjacjach w końcu zdecydowaliśmy się na jednodniową wycieczkę z Marrakeszu przez góry Atlas do Ajt Bin Haddu, gdzie kręcono m.in. Grę o Tron. Teoretyczni w cenie mieliśmy mieć wszystko, oprócz obiadu. Tak przynajmniej twierdził właściciel riadu, w którym się zatrzymaliśmy. Po dotarciu do filmowej wioski wszyscy od razu wyskoczyli z busa. Wszyscy poza mną i koleżanką, która mocowała się z pasem bezpieczeństwa. Dopiero po chwili dołączyłyśmy do reszty grupy. Zauważyłyśmy, że prowadzi ją starszy Marokańczyk, ale uznałyśmy, że to zapewne przewodnik, którego mieliśmy mieć w cenie. Tak błyskawicznie przejął naszego busa, że nie przyszło nam nawet do głowy, że to może być samozwańczy przewodnik. Oprócz wyliczenia nazw filmów, które kręcono w Ajt Bin Haddu, pan nie był zbyt rozmowny i kompetentny. Dziarsko jednak przewodził całej grupie, która posłusznie za nim podążała.

Gdybym już wtedy wiedziała, że to fejk, to zatrzymywałabym się tam, gdzie chcę i robiła tyle zdjęć, na ile miałam ochotę. Dreptałam za grupą w obawie, że mnie tam zostawią. Godzina, ani miejsce odjazdu nie były w końcu podane.

Pan wysłał wszystkich na górkę, skąd rozpościerała się piękna panorama okolicy, a sam czekał na dole aż większość wróciła i udała się w stronę busa. Tam wpakowano nas do mocno turystycznej restauracji, w której ceny były wyraźnie zawyżone. Odeszliśmy dosłownie kilkaset metrów dalej i znaleźliśmy knajpę, w której te same potrawy kosztowały ponad połowę mniej. Wiadomo, za regularne podprowadzanie turystów touroperatorzy dostają prowizję, dlatego ceny są przesadzone. Po jakimś czasie przyszedł do nas rzekomy przewodnik, który domagał się opłaty za oprowadzenie. Krzyknął sobie kilka euro od osoby. Byłam zaskoczona, przecież zapłaciliśmy za cały pakiet wycieczki i nikt nie wspomniał wtedy o dodatkowych opłatach. Z początku nawet nie wiedziałam kim jest ten mężczyzna i gdyby dano mi wybór, prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na skorzystanie z jego usług. Dlatego stanowczo odmówiłam zapłaty. Pan był bardzo uparty i w pewnym momencie zaczął nawet trochę się odgrażać.

Polaki cebulaki w Maroku?

Francuzka, która zapłaciła „przewodnikowi” i obserwowała całą sytuację z boku, próbowała załagodzić sytuację. Zaproponowała nawet, że zapłaci za nas, bo to przecież jakieś grosze. Hmm… Nieistotna była kwota, tylko sama próba wymuszenia pieniędzy. Gdyby wszystko było klarowne od samego początku i gdyby każdy mógł zadecydować czy chce dołączyć do grupy, to taka sytuacja nie miałaby miejsca. Ale ok, różnie to bywa. Jeśli Pan naprawdę byłby zainteresowany grupą i przekazał jej unikalne, ciekawe informacje to z przyjemnością zapłaciłabym mu za dobrze wykonaną pracę. Nie daliśmy się złamać, a Pan towarzyszył nam aż do wejścia do busa, gdzie poskarżył się kierowcy, że odmówiliśmy zapłaty. Kierowca wzruszył tylko ramionami, przecież nie mógł nas  do niczego zmusić. Inna para z zagranicy też nie chciała zapłacić i była tak samo zaskoczona sytuacją jak my.

Reakcja

Najlepiej od razu w trakcie rezerwowania jakiejkolwiek wycieczki zapytać,co wchodzi w cenę. Każdy dodatkowy wydatek powinien być wyszczególniony. Jeżeli sprzedający wycieczkę będzie zapewniał, że wszystko jest wliczone, to pozostaje zapytać o to bezpośrednio przewodnika, który zgarnie Cię na miejscu. Powiedz wprost już na samym początku, że chcesz wiedzieć, jaki jest dokładny koszt takiej usługi. Nie może być tak, że Pan dopiero na końcu wymyśla sobie kwotę na poczekaniu i ustala ją wg własnego widzimisię. Nie zdziwiłabym się gdyby Amerykanie, czy Niemcy mieli wyższą cenę niż np. Polacy. Takiego argumentu użył zresztą sam właściciel riadu, kiedy sprzedawał nam wycieczkę 😉.

Niechciana henna

Myślałam, że jestem już uodporniona na wszelkiego rodzaju próby oszustwa. W końcu zanim dotarłam do Maroka, odwiedziłam najpierw kilkadziesiąt innych krajów. A jednak… mam jeszcze sporo do nauczenia się. Nawet w tak zwykłej sytuacji dałam się nabrać.

Stałam akurat przed wejściem na plac w Rabacie, gdzie stoi wieża Hassana i robiłam zdjęcia okolicy. Byłam tak bardzo na tym skupiona, że nie zwróciłam nawet uwagi na kobietę, która zakręciła się wokół mnie. Rozpoczęła niezobowiązującą rozmowę, pytając skąd jestem i czy podoba mi się w Maroku. Podała mi też rękę, przedstawiając się. Zanim zdążyłam się zorientować, już malowała moje imię w arabskiej wersji na mojej dłoni! Powtarzałam, że nie potrzebuję żadnego malunku, ale nie chcąc jej obrazić nie wyrwałam stanowczo swojej dłoni z jej rąk. Wiedziałam, że za to nie zapłacę, bo podeszła mnie w bardzo podstępny sposób.

Kiedy skończyła, zażądała pieniędzy. Powiedziałam jej, że nie prosiłam o tę hennę, że jestem studentką i nie mam przy sobie zbyt wielu pieniędzy (co akurat było prawdą, to był mój pierwszy dzień w Maroku). Chciała jakiejkolwiek zapłaty, ale jestem przekonana, że 10 zł to nie jest kwota, która by ją usatysfakcjonowała 😉. W końcu podeszła do mnie rozzłoszczona i zaczęła gwałtownie ścierać napis z mojej dłoni. Gdyby jej spojrzenie mogło zabijać, nie wróciłabym cało do domu.

Reakcja

Niestety, w takiej sytuacji najlepiej jest odejść i nie wdawać się w żadną dyskusję. Kiedy zauważysz, że ktoś zaczyna malować coś na Twoim ciele, po prostu stanowczo zabierz rękę i podziękuj. Ja niestety zwlekałam zbyt długo. Nie wierz też zapewnieniom, że henna jest „for free”. Uważaj zwłaszcza na czarną hennę, bo możesz nabawić się reakcji alergicznej! Czarna henna jest mieszana z jakimiś chemicznymi środkami i taki „tatuaż” może skończyć się trwałą, niestety szpetną pamiątką na ciele.

Zdjęcia na placu Dżemaa El Fna

Plac Dżemaa El Fna to niekwestionowane serce barwnego Marrakeszu. Spotkasz tam wszelkiej maści zaklinaczy węży, śpiewających wieczorami Berberów i handlarzy rozmaitym towarem. Atmosfera jest naprawdę niesamowita, choć przy tym też bardzo zwodnicza… Jak zazwyczaj robię setki zdjęć, tak tutaj unikałam fotografowania jak ognia. Wiedziałam, że uwiecznienie placu na obrazku mogłoby skończyć się awanturą. Zaraz ktoś by przyleciał z krzykiem, że zrobiłam mu zdjęcie i powinnam za nie zapłacić. Niestety jest to bezpośrednia konsekwencja zachowania turystów, którzy faktycznie fotografują z ukrycia, żeby uniknąć zapłaty. Nawet jeśli obiektem Twojego zdjęcia nie jest konkretna osoba, to prawdopodobnie i tak ktoś przyjdzie z żądaniem pieniędzy. Generalnie fotografowanie ludzi jest dość kłopotliwe i zanim zacznie się bezmyślnie pstrykać aparatem, powinno się zapytać kogoś o zgodę.

Czasami ludzie robią to nawet nieświadomie. Koleżanka z naszej grupy nagrała wieczorem krótki filmik przedstawiający śpiewających Berberów, którzy grali na bębnach. Kiedy odeszliśmy od kręgu, przybiegł do nas Pan, który oczekiwał zapłaty. Koleżanka była tak skonsternowana, że szybko usunęła filmik. Ok, ale co zrobić, kiedy ktoś nagle rzuci Ci na szyję węża i zacznie namawiać Twojego towarzysza do zrobienia super fotki z wakacji? No przecież zdjęcie z kobrą/małpką/innym zwierzęciem to taka świetna pamiątka! Wielu ludzi daje się w ten sposób nabrać, bo ulegają pozornie miłej chwili, nie rozważając finału sytuacji. A ten może nie być już tak przyjemny.

Reakcja

Naprawdę przemyśl dobrze czy chcesz takie zdjęcie (ja odradzam) i jeśli odpowiedź jest twierdząca, to ustal najpierw cenę! Nie będziesz później zaskoczony, że 10 euro to za mało. Nie daj się zagadać i jeśli faktycznie nie jesteś czymś zainteresowany, to po prostu podziękuj i odejdź.

Czy Maroko jest w ogóle bezpieczne?

To raptem kilka z sytuacji, których prawdopodobnie Ty też doświadczysz w trakcie podróży do Maroka. Zwłaszcza w tych najbardziej turystycznych miastach, takich jak Marrakesz. Każdy dał się kiedyś naciąć niezależnie od doświadczenia, jakie posiada w kwestii podróżowania. Argument, że tylko głupi i niedouczeni turyści dają się naciągnąć jest chybiony. Przecież na wakacje jedzie się też odpocząć, a nie patrzeć cały czas komuś na ręce i szukać przekrętu. Jasne, warto być świadomym takich sytuacji i już na pewno warto dowiedzieć się z czym może wiązać się podróż do Maroka. Ale to i tak nie gwarantuje, że zawsze będziemy wiedzieć jak dokładnie powinniśmy zachować się w konkretnej chwili.

Mimo wszystko Maroko to stosunkowo bezpieczny kraj i nie można wrzucać wszystkich do jednego wora o nazwie „oszuści”. Naciągacze są wszędzie, choć w Maroku jest ich jakby trochę więcej. Dla świętego spokoju można byłoby płacić te drobne, ekstra sumki, ale to nawet nie chodzi o pieniądze. Nie powinniśmy po prostu dawać przyzwolenia na tego typu zachowania. To  tylko utwierdza oszustów w przekonaniu, że krętactwo się opłaca. A turyści przez odpuszczanie niestety przyzwyczaili oszustów do takich zagrywek. Ja widzę trzy wyjścia. Można się do tego przyzwyczaić, zignorować, albo nie jechać więcej do Maroka 😉. Ale to akurat dość drastyczna opcja, bo Maroko to w gruncie rzeczy fajny kierunek podróży.

Jeśli chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, albo o coś zapytać, zostaw komentarz lub wyślij prywatną wiadomość na https://www.facebook.com/globfoterka/

Przeczytaj też inne teksty z Maroka:

Czy Maroko jest bezpieczne? Bezpieczeństwo w Maroku

Ogród Majorelle – nietypowa atrakcja Marrakeszu

Imlil – górska perła Maroka

Ceny w Maroku

20 komentarzy

  1. Niestety w coraz to większej ilości krajów można się na takie „sztuczki” dać nabrać. Trzeba wszędzie dopytywać, a gdy pojawia się problem językowy robi się znacznie trudniej.
    Fajnie, że o tym piszesz. Tanie bilety do Maroka kuszą, może w końcu się wybierzemy i wtedy będziemy przygotowani na miejscowe „zwyczaje”.

    • globfoterka Reply

      Wszędzie oszukują, nawet w Polsce. Bo wszędzie są nieuczciwi i sprytni ludzie – to akurat jest niezależne od kraju. Ponoć w niektórych sytuacjach lepiej mówić po polsku i udawać, że nie zna się żadnego innego języka.
      Wybierzcie się, to fajny kraj!

  2. Na hennę też dałam się nabrać tzn. ja chciałam żeby mi coś namalowano, ale nie zdążyłam wybrać rysunku ani ustalić ceny a już miałam ręce w szlaczkach. I chciano ode mnie 200 zł chyba hahaha. Masakra. Niestety, w Maroku jest dużo naciągaczy trzeba się dobrze przygotować przed wyjazdem, żeby nie wpaść w ich „sidła”.

  3. Mimo wszystko nie wykreślam Maroka z listy marzeń, ale dobrze wiedzieć na co zwracać szczególną uwagę 🙂

  4. Mam pytanie trochę z innej beczki – jakiej wtyczki używasz do robienia wypisów widocznych po „Przeczytaj też inne teksty z Maroka:” ?

  5. Miałam identyczną przygodę z henną na dłoni, na dodatek w tym samym miejscu. Ale było to 5 lat temu. Wtedy za odmowę zapłaty za niechciany tatuaż kobieta nie starła mi wzoru, ale podobnie jak w Twoim przypadku – gdyby wzrok mógł zabijać…

    • globfoterka Reply

      Ja czytałam znacznie gorsze sytuacje z henną, więc chyba obie miałyśmy mimo wszystko szczęście, że skończyło się tak spokojnie.

  6. Bardzo dobry i pożyteczny tekst. Miałem podobne doświadczenia w Indiach, gdzie na mój widok, ceny np. za szale były o 4-5 razy wyższe, ale że byłem tam kolejny raz, nie dałem się po prostu oszukać. Sprzedawca widząc moją reakcję (rezygnacje bez słów), cisnął przy mnie tymi szalami w kąt. A szale kupiłem 500 m. dalej w dość rozsądnej cenie. W Iranie (w Yasd) miałem to samo, że nawet Iranka z ulicy zwróciła mi uwagę, że na bazarze kupię to samo taniej. Właśnie takie informacje są najcenniejsze ! Także proszę o więcej takich praktycznych porad. Pozdrawiam.

    • globfoterka Reply

      Dziękuję. Faktycznie to są bardzo ważne kwestie, które dotyczą w zasadzie każdego podróżującego do krajów, gdzie targowanie się jest powszechne. Pewnie pokuszę się o napisanie tekstu na ten temat :). Również pozdrawiam!

  7. nie pseudo podróznik Reply

    Jak ktoś nie potrafi niczego sobie dobrze zorganizować to potem jest płacz że oszukali itd…W Maroku każdy zorientowany podróznik wie co jest najwiekszym chłamem ,badziewiem dla Januszy/Grazyn podrózniczych czyli badziewny Marakesz-stolica marokanskiego kiczu,naciagactwa”cepelii”itd,nieciekawa Casablanka, czy pseudo pustynia Januszowa koło Merzugi która oczywiście żadną pustynia nie jest tylko wydmą piachu naniesioną przez wiatr-ale że jest dużo piachu i blisko od miasta to Arabowie gola frajerów aż miło na pseudo NOC NA PUSTYNI….Tymczasem wystarczy wynając wóz,i jechac tam gdzie uczciwi ludzie,nikt nie oszukuje,jedzienie dobre i jest prawdziwy klimat Maroka czy Sahary

    • polafrompoland Reply

      Co do Casablanki to się zgodzę,ale jeśli chodzi o Marakesz to potrafi byc piękny.Trzeba tylko znalezć odpowiednie miejsca,a nie krążyć z 50 osobami i rezydentem polskojęzycznym.Jeśli chodzi o Merzouga to nie jest to tylko Erg Chebbi ale wszystko co ją otacza aż do granicy z Algierią.Na pewno jest to lepsze miejsce niż Erg Cheggaga koło Zagory jeśli chodzi o marokańską pustynię,a Janusze i Grażyny mają to co podsunie im rezydent Rainbow albo Itaki bo do samodzielnej podróżyb niezdolni i zbyt wystraszeni.

  8. W samo sedno! wszystko opisane dokładnie tak, jak naprawde jest w Maroku! zgadzam się również z opisanymi reakcjami w 100 % – bardzo dobre rady! Jadąc ponownie do Maroka na pewno inaczej zachowalibysmy sie w pewnych sytuacjach, ale! kto nie przeżyje tenn nie wie! 🙂 dobrze przeczytac takie wskazówki, natomias t mimo tej wiedzy bedąć tam czasem poprostu nie da sie przechytrzyć Marokańczykow w ich pomysłach na ” naciąganie” – są mistrzami i to im trzeba przyznać. Niektóre sytuacje naprawde potrafia wkurzyc, – niektóre formują wspomnienia i przygody, dlatego mimo wszystko wróciłabym ta choćby dzis! 😉

    • globfoterka Reply

      W pełni się zgadzam :). Ja też chętnie wróciłabym do Maroka.

  9. Zgadzam się z Tobą, jednak niestety wszędzie już można spotkać oszustów, którzy chcą zarobić na nieświadomości turystów.

  10. Hej, wlasnie przebywamy w Marakeszu, troche wkurzeni, bo znowu dalisny sie nabrac 😉 mily pan chcial zaprowadzic nas do kantoru na koniec zazadal! 5 euro na piwko. Oburzeni tym faktem odmowilisny, ale pan zaczal byc bardzo niemily, wiec dla swietego spokoju wlasnie, dostal od nas pare groszy. Pan niezadowolony przeszedl na druga strone ulicy i wsiadl do taksowki 🙂 chyba mu zafundowalismy darmowy powrot do domu 🙂 wniosek jest taki, nie wciagajcie sie w zadne pozornie mile konwersacje

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.