Którego podróżnika nie rozbudza myśl o odwiedzeniu państwa, które nie istnieje? „Nieistniejące państwo” brzmi absurdalnie, ale jest takie miejsce w Europie. Naddniestrze to wyjątkowa w skali świata kraina absurdów, która wygląda jak żywcem wyjęta z ery Związku Sowieckiego. Wszystkie rządy świata udają, że Naddniestrza nie ma. Mimo tego posiada ono swoje granice, władze, walutę i wiele innych atrybutów państwa. Legendy o Naddniestrzu przywiodły tam także i nas. W tym tekście opowiemy, jak odwiedziliśmy Naddniestrze samochodem.

Ziemia zakazana

W sieci, w tym na stronach polskiego MSZ, można znaleźć wiele informacji kategorycznie odradzających wizytę w Naddniestrzu. Choć według innych państw jest to część Mołdawii, to na jego terytorium w praktyce nie obowiązują żadne prawa międzynarodowe. Każe nam się zapomnieć o jakiejkolwiek opiece konsularnej i ubezpieczeniu – szczególnie zwiedzając Naddniestrze samochodem. Plagą ma być korupcja, a po wpadnięciu w sidła miejscowych służb stajemy się w pełni zdani na ich łaskę.

Pokusa poznania Pridnestrowia (tak o sobie każe mówić Naddniestrze) okazała się w naszym przypadku silniejsza. Udaliśmy się tam jednak z dozą szczególnej ostrożności i założeniem ścisłego przestrzegania miejscowych zasad.

Flaga Naddniestrza na moście

Jak się dostać do Naddniestrza?

Na terytorium Naddniestrza można wjechać z dwóch stron – od wschodu z Ukrainy, bądź od zachodu z Mołdawii. Można to zrobić wyłącznie drogą lądową, ponieważ w Naddniestrzu nie ma żadnego międzynarodowego lotniska.

Do dyspozycji poza samochodem jest m.in. pociąg, który kursuje pomiędzy Odessą a Kiszyniowem, zatrzymując się w stolicy quasi-republiki – Tyraspolu. Pomiędzy Tyraspolem, a dwoma wspomnianymi miastami regularnie jeżdżą również busy. O szczegółach tych opcji nie będziemy się jednak rozpisywać, bo z nich nie skorzystaliśmy.

Naddniestrze samochodem od strony Mołdawii

W naszą mołdawsko-rumuńską trasę wybraliśmy się własnym samochodem. Będąc super-zapobiegawczym mogliśmy zostawić auto w Kiszyniowie i pojechać do Tyraspola np. busem. Jednak wygoda, oszczędność czasu oraz chęć przygody wzięły górę. Podobno można też pojechać do Naddniestrza wypożyczonym w Mołdawii samochodem. Potrzebne do tego ma być jednak wykupienie w wypożyczalni specjalnego zezwolenia.

Polecanym przejściem granicznym jest Anenii Noi – Bendery. Podróż z Kiszyniowa do granicy zajmuje około godziny, a droga jest całkiem dobrej jak na tę część Europy jakości.

Tuż przed samym przejściem stacjonują mołdawscy strażnicy, którzy kazali nam po prostu jechać dalej bez sprawdzania dokumentów. Po chwili naszym oczom ukazało się charakterystyczne godło z sierpem i młotem oraz czerwono-zielone barwy narodowe Naddniestrza.

Potajemnie zrobione zdjęcia granicy z Naddniestrzem. Kawałek dalej znak z zakazem fotografowania ;).

Kontrola paszportowa w Naddniestrzu

Ponieważ nasza podróż przypadła na wielkanocną niedzielę, ruch na przejściu był znikomy. Nie wiemy, jak sytuacja wygląda w normalne dni. Pierwszą procedurą jest kontrola paszportowa. Należy wyjść z samochodu i udać się do biura po prawej stronie przejścia. Sprawdzane są tam paszporty oraz dowód rejestracyjny pojazdu. O zieloną kartę nikt nie pytał, bo jest ona w Naddniestrzu bezużyteczna.

W trakcie kontroli należy się spodziewać co najmniej dwóch pytań: jak długo zamierzamy zostać w Naddniestrzu oraz gdzie się zatrzymujemy. Nasz plan z góry zakładał jednodniową wizytę, aczkolwiek przewodnik, z którym byliśmy umówieni w Tyraspolu polecił nam zadeklarować kilkudniowy pobyt np. w hotelu Rossija. Dlaczego? Być może okazałoby się, że musielibyśmy zostać w Naddniestrzu dłużej – z własnej woli bądź przymusu – a przebywanie na jego terytorium bez ważnej wizy rodzi potencjalne problemy. Jednodniowi goście mogą dostać pozwolenie na 10 godzin, tak jak poznany przez nas na miejscu Norweg.

Poszliśmy więc za radą przewodnika i dostaliśmy wizy na trzy dni w formie karteczek, które trzeba zachować na powrót. Lepiej ich nie zgubcie ;). Do paszportów nie są wbijane żadne pieczątki. Cała kontrola przebiegła w całkiem sympatycznej atmosferze.

Wiza do Naddniestrza

Winieta w Naddniestrzu

Drugą procedurą był zakup „winietku”, czyli opłaty drogowej. Po okazaniu papierka z wizą oraz zawartości bagażnika, strażnik skierował nas do drugiego biura. Winietę można kupić w jednej z czterech walut w cenie:

  • 58 rubli naddniestrzańskich,
  • 68 lei mołdawskich,
  • 3 dolarów amerykańskich,
  • 3 euro.

Czyli około 10-15 zł. Na pożegnanie dostaliśmy też „prezent” w postaci broszurki w języku rosyjskim o podstawowych zasadach obowiązujących w Naddniestrzu. Naszą uwagę zwróciły też plakaty zalecające zgłaszanie pod specjalnym numerem telefonu wszelkich prób łapówkarstwa. Czyżby zaczęto tam na serio walczyć z korupcją? Na szczęście nie musieliśmy się o tym przekonywać.

Cała odprawa zajęła ok. 20-30 minut. Poszłoby znacznie szybciej, gdyby akurat nie nadjechał bus z kilkunastoma zagranicznymi turystami, za którymi musieliśmy stanąć w kolejce do kontroli paszportowej. Do samego Tyraspola, przejeżdżając przez Bendery, dojechaliśmy po mniej więcej kolejnych 30 minutach.

Winieta w Naddniestrzu

Poruszanie się po Naddniestrzu samochodem

Naddniestrze samochodem okazało się całkiem przyjazne. Stan głównych dróg w samej stolicy i okolicach jest dobry. W wielu miejscach obowiązywał limit prędkości wynoszący 40 km/h, ale staraliśmy się nie łamać przepisów, by nie musieć poznawać gościnności naddniestrzańskiej milicji. W niektórych miejscach mijaliśmy punkty kontrolne z żołnierzami (prawdopodobnie rosyjskimi), ale ani razu nie kazano nam się zatrzymać.

Ruch był bardzo spokojny, a miejsc parkingowych nawet w samym sercu Tyraspola było pod dostatkiem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że był to środek prawosławnej Wielkiejnocy, a atmosfera w mieście ogólnie bardzo leniwa i „niedzielna”.

Tankować można na licznych stacjach wszechobecnej w Naddniestrzu i owianej mitami firmy Sheriff. Ceny paliwa są niższe niż w Mołdawii, więc warto pomyśleć o napełnieniu baku przed powrotem na zachód. Pamiętajcie jednak, że nie zapłacicie tutaj kartą! Musicie najpierw wymienić pieniądze na tutejszą walutę – ruble naddniestrzańskie.

Transport publiczny w Naddniestrzu

Tak wyszło, że będąc w Naddniestrzu przesiedliśmy się na moment na transport publiczny.

Komunikacja miejska w Tyraspolu odbywa się m.in. za pomocą tak rzadko spotykanych u nas trolejbusów. Bileciki sprzedaje pani konduktorka wewnątrz pojazdu i są one bardzo tanie. Podróż trolejbusem z Benderów do Tyraspola kosztowała 7 rubli naddniestrzańskich, więc jakieś 1,30 zł. Za 14 – kilometrową podróż!

Alternatywą w transporcie międzymiastowym są marszrutki, czyli busy. Jeżdżą one szybciej od trolejbusów, ale komfort podróży jest znacznie mniejszy. Pojazdy są ciasne i jest w nich zabójczo gorąco w ciepłe dni. Przejazd z Tyraspola do Benderów  jest droższy niż podróż trolejbusem, ale w dalszym ciągu to śmiesznie niska kwota.

Powrót z Naddniestrza do Mołdawii

Naddniestrze nie zachwyciło nas na tyle, by zostać w nim dłużej niż planowany jeden dzień. Do dłuższego pobytu nie zmusił nas także ani areszt, ani żaden nieszczęśliwy wypadek. Tak więc późnym popołudniem ruszyliśmy z powrotem w stronę Kiszyniowa.

Na granicy po naddniestrzańskiej stronie czekała nas tylko szybka kontrola paszportów i wiz – bez wychodzenia z samochodu. Tym razem zatrzymali nas jednak pogranicznicy mołdawscy. Zerknęli na paszporty i kazali udać się z dowodem rejestracyjnym do biura w blaszanym baraku. Pięć minut formalności i jechaliśmy dalej.

Parkowanie w centrum Tyraspola – stolicy Naddniestrza

Mimo różnych obaw i wątpliwości udało nam się zwiedzić Naddniestrze samochodem w zasadzie bezproblemowo. Z pewnością bardzo przydatna jest nawet podstawowa znajomość języka rosyjskiego. Władanie językiem angielskim należy w Naddniestrzu do rzadkości, a dzięki rosyjskiemu możemy zyskać jako obcokrajowcy trochę przychylności.

Nieistniejące państwo odwiedzają każdego roku tysiące turystów i zdaje się, że liczba ta rośnie, a kraj staje się bardziej otwarty. Nie zmienia to jednak faktu, że należy tam jechać ze świadomością możliwości wystąpienia nieoczekiwanych i niekoniecznie przyjemnych kontaktów z władzami. By ograniczyć to ryzyko trzeba po prostu samemu nie prowokować kłopotów.

Tekst: Jacek

Zdjęcia: Emilka

Jeśli macie jakieś pytania, to piszcie śmiało w komentarzach. Zapraszamy też na naszą stronę na Facebook’u, gdzie znajdziecie inne relacje z Naddniestrza.

13 komentarzy

  1. Byłam w Mołdawii i bardzo chciałam zajechać do Naddniestrza, ale zabrakło czasu:( Przy następnej okazji na pewno nadrobię. Pomimo braku wielu atrakcji turystycznych, wizyta w Naddniestrzu musi być ciekawym przeżyciem. Pozdrowienia!

  2. Generalnie do Naddniestrza nas nigdy nie ciągnęło. W szczególności, że nie jest to raczej miejsce z wieloma atrakcjami. I znam sporo osób, które jadą tam tylko po to, żeby je „odhaczyć” 😉

    • I właśnie na tym polega jego największa atrakcyjność ;). Dla atrakcji, pięknych miasteczek i powalających krajobrazów można jechać do Włoch, Hiszpanii, Francji i masy innych miejsc. To jest specyficzne na swój sposób.

Napisz komentarz