Rzucona w północne wody Atlantyku Islandia, ma dwa oblicza wyznaczane przez siły żywiołów. Jedno z nich jest spod znaku wody i lodu. Na wyspie znajduje się wiele wyjątkowych wodospadów oraz prastarych, majestatycznych lodowców.
Tęcza na Islandii jest tak powszechnym zjawiskiem, że trzeba mieć wyjątkowego pecha, żeby jej nie uświadczyć. Epickich krajobrazów nie brakuje, więc jeśli się pojawi mamy pewność, że będzie to spektakularny widok. W okolicy miasteczka Skógar znajduje się Skógafoss – wodospad mierzący 62 m wysokości i 25 m szerokości. Gdy już dostrzegliśmy nad nim kolorową łunę, to niemal biegiem udaliśmy się w jej kierunku, żeby przekonać się o jej autentyczności. Podwójna tęcza pokazała się w pełnej, niepodrabialnej krasie. Rozbudziła podziw, szczęście i umocniła tylko przekonanie o porażającym pięknie Islandii. Stała się odpowiedzią na wciąż powracające pytania i jednocześnie dowodem miłości do podróżowania.
Obok wodospadu znajdują się schodki, które prowadzą na szczyt, gdzie perspektywa znacząco się zmienia i odkrywa nowe oblicza wodospadu i otoczenia. Widzimy jak z małej rzeczki rzuconej w poszarpane skały, stopniowo rodzi się pokaźna kaskada wody. Jeśli dysponujemy większą ilością czasu, to z powodzeniem możemy wybrać się na dłuższy spacer prowadzący przez nabierające w siłę pagórki.
Skogafoss
Skogafoss
Skogafoss
Skogafoss
Ponad wodospadem Skogafoss
Ponad wodospadem Skogafoss
Seljalandsfoss to zlokalizowany na południu kraju wodospad liczący 60 m wysokości, choć może sprawiać wrażenie nieco wyższego ze względu na znacznie mniejszą szerokość. Prowadząca dookoła niego ścieżka pozwala w każdym calu przyjrzeć się odważnie wylewającej się wodzie, która wydaje się nie mieć końca. Przy stawianiu kroków trzeba zachować pewną ostrożność, bo nieustannie śliska powierzchnia bywa niekiedy zdradliwa 😉
Seljalandsfoss
Seljalandsfoss
Znajdujący się na terenie parku Jökulsárgljúfur wodospad Dettifoss może poszczycić się pierwszym miejscem wśród europejskich wodospadów pod względem ilości przepływającej wody (193 m3 na sekundę!). Potęga jaka z niego bije oddziałuje na wszystkie zmysły. Już podczas kilkuminutowego spaceru dociera do nas wyraźny i nieco budzący grozę dźwięk potężnej, spadającej w dół ilości wody. Kiedy naszym oczom ukazuje się szeroki na 100 metrów wodospad, stajemy się maleńkimi punkcikami na jego tle. Całość uzupełniają siarczyste krople wody, które w miarę zbliżania się do wodospadu oblepiają całe nasze ciało (nie oszczędzając też aparatu).
Dettifoss
Stosunkowo niedaleko Reykjaviku ukrywa się najwyższy wodospad w całej Islandii – mierzący 198 metrów Glymur. Piękna, nieco opustoszała trasa prowadząca do niego przebiega przez tzw. fiord wielorybów. Glymur to zdecydowanie najdzikszy i najmniej dostępny wodospad spośród wszystkich, które odwiedziliśmy. Żeby go obejrzeć, musimy najpierw pokonać kilka przeszkód. Początkowo spacerujemy około 15-20 minut po dość płaskim terenie, gdzieniegdzie upstrzonym prześlicznym mchem, czy miniaturowymi drzewkami, w tym m.in. brzozą karłowatą. Następnie przechodzimy przez niewielką jaskinię dochodząc aż do rzeki, przez którą przeprawiamy się idąc po kłodzie. Spokojnie – nasze akrobacje asekurowane są dzięki rozciągniętej, stalowej linie 🙂 Po pierwszym, nieznacznym wysiłku przygotowujemy się na kolejny, najdłuższy etap. Podążamy cały czas do góry, wspomagając się liną, która niejednokrotnie ustrzegła nas przed upadkiem na śliskiej, czasami błotnistej skale. Kiedy liny się kończą, stopniowo schodzimy w dół. Od tego momentu naszą jedyną asekurację stanowią rozsądnie wymierzone kroki. Po drodze, z wysokiego punktu odsłania się przepiękny horyzont eksponujący zachodzące, jakby scalone z morzem słońce. Aura jest iście magiczna. Ukryty w wysokich skałach Glymur stwarza niesamowitą atmosferę tajemnicy. Od wody oddziela nas ogromna przepaść, nad którą szybują ptaki. Większość z dotychczas widzianych przez nas wodospadów była na wyciągnięcie ręki. Ten pozostał niezdobyty, a już sam jego widok był okupiony cierpliwością i przyjemnym wysiłkiem.
Widok ze ścieżki na wodospad Glymur
Glymur
Wodospad Svartifoss jest niewątpliwie jedną z ciekawszych atrakcji parku narodowego Vatnajokull, głównie z uwagi na swój specyficzny wygląd będący inspiracją dla wielu architektów, w tym Gudjuna Samuelssona. Svartifoss stał się pierwowzorem najpopularniejszego na Islandii kościoła – znajdującego się w Reykjaviku Hallgrímskirkja. Wychodzimy z centrum informacji turystycznej i zgodnie z informacją na tabliczce idziemy na 1,5 kilometrowy spacer prowadzący do wodospadu otoczonego bazaltowymi skałami w kształcie ogromnych organów. Już z nieznacznego wzniesienia widać to specyficzne dzieło natury, ale jeśli ktoś miałby ochotę przyjrzeć się bliżej, to musi poświęcić dodatkowe pół godziny i zejść nieco niżej. My doszliśmy do wniosku, że całość, składająca się w specyficzną „rzeźbę” robi spore wrażenie już z pewnej odległości i na tym poprzestaliśmy.
Ścieżka na wodospad Svartifoss
Wodospad Svartifoss
Vatnajökull to ogromny lodowiec, który stanowi bramę do lodowej części Islandii. Na całym jego obszarze utworzono największy w Europie park narodowy. W centrum turystycznym można się dowiedzieć nieco więcej o początkach założenia parku, wcielenia do niego dwóch innych (Skaftafell i Jökulsárgljúfur), a także o samym lodowcu. W środku znajduje się ciekawa ekspozycja prezentująca autentyczny sprzęt użyty przez brytyjskich studentów, którzy zaginęli badając lodowiec w latach 50-tych XX wieku. Tuż obok, swoje budki mają firmy oferujące różnego rodzaju „lodowe” wycieczki. Do wyboru jest m. in. spacer po lodowcu prowadzący do jęzora Skaftafellsjökull. Oferowane trasy mają różne poziomy trudności. Istnieje też możliwość wypożyczenia niezbędnego sprzętu, w tym m.in. raków. Wycieczki odbywają się z wykwalifikowanymi przewodnikami i tylko z nimi można w ogóle stanąć na lodowcu. Niestety to, co nas najbardziej interesowało, czyli eksploracja lodowych jaskiń była niemożliwa ze względu na  panującą latem zbyt wysoką temperaturę.
Lodowiec Vatnajokull
Lodowiec Vatnajokull
Lodowiec Vatnajokull
Lodowiec Vatnajokull
Prawdziwą perełką tego rejonu okazały się jeziora lodowcowe. Pierwszą z trzech lagun, które zobaczyliśmy była Fjallsarlón. Wrażenie spotęgował dodatkowo fakt, że jadąc na niewielki pagórek, w ogóle nie spodziewaliśmy się trafić na jedno ze wspomnianych jezior. Jęzor lodowca i oderwane bryły błyszczącego lodu wydają się gigantyczne w stosunku do maleńkich sylwetek ludzi. Fjalssarlón jest zdecydowanie bardziej dzikie i mniej skomercjalizowane od położonego niedaleko Jökulsárlón, które można by określić mianem głównego jeziora. Będąc na miejscu, można skorzystać z usług firmy Glacier Lagoon Tours i przepłynąć czerwoną amfibią tuż obok ogromnych brył lodu. Sceneria jest prawdziwie hipnotyzująca, a cienie światła padające pod różnym kątem sprawiają, że obraz nigdy nie jest jednakowy. Ci, którym lód kojarzy się głównie z bielą i błękitem mogą się nieźle zaskoczyć, ponieważ mieniących się barw jest zdecydowanie więcej. Niesamowity widok.
Fjallsarlón
Fjallsarlón
Jökulsárlón
Fjallsarlón
Fjallsarrlón
Jökulsárlón
Jökulsárlón
Po przeciwnej stronie drogi widać plażę i otwarty Ocean Atlantycki. Nie jest to jednak zwykła plaża. Abstrahując od tego, że piasek jest czarny, to przede wszystkim wybrzeże jest usiane bryłami lodu wszelkich rozmiarów i kształtów. Odważni i żądni przygód, mogą wskoczyć na pokaźne kry, które zostały wyrzucone przez Atlantyk i postawić nogi na odłamach zatopionego w oceanie lodu.
Sólheimajökull to odnoga czwartego pod względem wielkości lodowca na Islandii, który nazywa się Mýrdalsjökull. Można tutaj wykupić pieszą wycieczkę, chociaż jeśli chcemy po prostu rzucić okiem na lodowy krajobraz, to wystarczy skorzystać z wytyczonej, ogólnodostępnej ścieżki i zrobić sobie kilkunastominutowy spacer. Widok jest o tyle ciekawy, że dominującym kolorem jest czerń, co daje bardzo ciekawy efekt wizualny.
Reynisfjara została umieszczona w latach 90-tych na liście 10 najpiękniejszych plaż świata wg amerykańskiego pisma „Islands Magazine” i w pełni zasługuje na to miano. Wypełniona maleńkimi czarnymi kamyczkami plaża odbiega od powszechnych wyobrażeń. Uwagę przyciągają ogromne kolumny w kształcie organów (bardzo podobne do skał otaczających Svartifoss), prowadzące do malutkiej jaskini Halsanefshellir. Spacer wzdłuż plaży prowadzi do skał Reynisdrangar. Miejsce obowiązkowe do zobaczenia. Uwaga: zdarzają się tam niemiłosiernie wiatry. Na pobliskim płaskowyżu Dyrholaey istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo spotkania prawdziwego symbolu Islandii jakim jest maskonur 🙂 Dodatkiem jest niewątpliwie piękny krajobraz czarnego wybrzeża upstrzonego sandrami.
DSC_0159

Comments

comments

1 Komentarze

Napisz komentarz