Drugie oblicze Islandii kojarzy się z siłą ognia i ziemi. Wyspa nosi niezliczone ślady aktywności geologicznej, która sprawia, że jej krajobraz jest tak wyjątkowy i zróżnicowany. Nieraz przyjdzie nam stąpać po zastygniętych polach lawowych i wdychać charakterystyczny zapach siarki.

Będąc w okolicach jeziora Mývatn możemy zwiedzić wiele miejsc, które uwidaczniają ognistą odsłonę wyspy. Pola geotermalne Hverarönd, kuszą swoim nietuzinkowym krajobrazem już od pierwszego wejrzenia. Niesamowity zestaw barw z pewnością przykuje uwagę każdego miłośnika fotografii. Hverarönd to obszar wypełniony oczkami przeróżnych kształtów z bulgocącym błotem o wyjątkowym, stalowo-szarym kolorze. Teren można obejść specjalnie wytyczonym szlakiem, pamiętając by nie zbliżać się zbytnio do wrzących otworów w ziemi. Ciekawość budzą też dymiące, ułożone w stożki kominy.

Nad obszarami geotermalnymi unosi się specyficzny zapach siarkowodoru, który przypomina smród zgniłego jajka. Dla niektórych może być odrobinę drażniący i uciążliwy, ale na szczęście nawet największa eksploracja terenu nie jest na tyle długa, by ten zapach stał się nie do wytrzymania.

Często zmierzając do nowego miejsca, wiedzieni fascynacją i ciekawością, chcemy jak najszybciej tam dotrzeć, nie zważając na podłoże, czy inne (czasami bolesne w skutkach) warunki. Doprowadzenie butów do względnej czystości po 20-minutowym spacerze po Hverarönd zajęło nam co najmniej drugie tyle 😉 Błoto było dosłownie wszędzie, nie wspominając o metamorfozie kolorystycznej jaką przeszły czarne buty.

Zmierzając w kierunku formacji skalnych Dimmuborgir, przejeżdżamy obok liczącego sobie 2500 lat krateru Hverfjall. Na szczyt mierzący 452 m. n.p.m. można się dostać idąc przeznaczonym do tego szlakiem. My niestety nie skorzystaliśmy z tej możliwości ze względu na niemiłosierną ulewę, z którą nawet płaszcze przeciwdeszczowe nie potrafiły sobie poradzić.

Dimmuborgir to czarne, powykręcane formacje skalne, które powstały około 2000 lat temu z wylewającej się z kraterów lawy. Trudno odmówić im mistycyzmu, czy fantazji kształtów. Nie da się też ukryć, że na tle deszczowego, pochmurnego nieba są raczej upiorne i przygnębiające niż zjawiskowo piękne.

Nazwa 320-metrowego krateru Viti oznacza „piekło”. Z piekłem na szczęście niewiele ma wspólnego. Wewnątrz wypełniony jest wodą o błękitno-mlecznym kolorze. Wokół znajduje się pole lawowe Leirhnjúkur oraz czynny wulkan Krafla.

W pobliżu miejscowości Skutustadahreppur znajdują się dwie jaskinie o podobnie brzmiących nazwach: Stóragja i Grótagja. Nam udało się dotrzeć do tej drugiej, chociaż trudno ukryć, że widok okazał się być nieco rozczarowujący. Niewielkich rozmiarów jaskinia ukryta jest w ogromnej, popękanej skale, do której wejście może być utrudnione ze względu na duże głazy. W środku wypełniona jest parującą, przejrzyście błękitną wodą o temperaturze 45 stopni. Znacznie ciekawszy wydał się nam widok z zewnątrz, głównie dlatego, że skały układają się tam na kształt dużego rozłamu, straszącego szeroką szczeliną.


Kierując się z powrotem na południe przy trasie nr 1 możemy zatrzymać się przy kraterze Grabrok. Dużym udogodnieniem jest poprowadzona od samego początku drewniana kładka. W ten sposób wystarczy podążać wytyczonym szlakiem, żeby obejść cały wygasły wulkan mierzący sobie 173 m. n.p.m. Z samej góry rozpościera się malowniczy widok na okolicę i sąsiedni krater Grabrokarfell.

Obszary geotermalne znajdują się również na półwyspie Reykjanes kilkadziesiąt kilometrów od Reykjaviku. Rejon o nazwie Krýsuvik został wybrany na akcję książki polskiego pisarza – Huberta Klimko-Dobrzanieckiego – który zatytułował w ten sposób jedną ze swoich nowel. Na jego terenie znajduje się jedno z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejsze pole geotermalne na wyspie. Seltun oferuje krajobrazy tak nierealne i odjazdowe, że każdy kamyczek wydaje się godny upamiętnienia na zdjęciu. Miejsce odbiera się wszystkimi zmysłami: nad polem unosi się znany nam już zapach zgniłego jaja, wszędzie unosi się para, a przejście przez nią gwarantuje przyjemną mgiełkę ciepła. Oczy natomiast szaleją z natłoku form i kolorów. Dużym udogodnieniem jest drewniana kładka i balkonik, z którego można rzucić okiem na okolicę.

Niedaleko znajdują się klify Krýsuvikberg oraz jezioro Kleifarvatn. Dojazd do samych klifów jest raczej zalecany dla posiadaczy samochodów terenowych, ale osobówkę można zostawić w bezpiecznym miejscu i udać się na dłuższy spacer. Jeśli mamy dodatkowy zapas czasu, to warto się przejść, żeby zobaczyć uderzające o ląd wody oceanu, ale nie jest to atrakcja obowiązkowa.

Otoczonego wulkaniczną scenerią jeziora Klefiarvatn nie sposób pominąć jadąc drogą numer 42. Islandzkie podania mówią, że w jeziorze kryły się potwory. Pomimo że na przestrzeni lat objętość wody poważnie się skurczyła, to jezioro nadal pozostaje imponujące.

Jadąc dalej na zachód dotrzemy do pól Gunnuhver. Opary są tam tak gęste, że mieliśmy niepowtarzalną okazję doświadczenia czegoś bardzo ciekawego. Wjeżdżając na ten teren, chmury gazów były tak nisko, że przez moment zostaliśmy całkowicie otoczeni przez białą ścianę. Samo pole geotermalne nie jest tak widowiskowe jak pozostałe. Obraz jest raczej monotonny, ale na swój sposób ciekawy.

Comments

comments

Napisz komentarz