Indie to kraj, który wywołuje całą paletę emocji. Jedni latami marzą o tym, by do niego pojechać, drudzy zarzekają się, że nie postawią tam swojej stopy. To jedno z tych miejsc, które albo się kocha, albo nienawidzi. Podróż do Indii była dla nas swego rodzaju przełomem w świecie wojaży. Pierwszym zderzeniem z innym kontynentem, światem i kulturą. Mimo że minęło od niej już prawie cztery lata, to jeszcze żadna podróż nie dorównała jej pod względem ilości wrażeń oraz zaskakujących doświadczeń. Poniżej znajdziecie kilka przykładów zdumiewających sytuacji, których może się spodziewać każdy zachodni turysta przybywający do Indii.

Pozowanie do wspólnych zdjęć

Już podczas pierwszego wyjścia na ulice Mumbaju (dawniej Bombaju), doświadczyliśmy czegoś zupełnie zadziwiającego. Na placu przed Bramą Indii podeszła do nas dziewczyna z grzeczną, nieśmiałą prośbą o wspólne zdjęcie. Po chwili pojawiła się kolejna osoba z takim samym zamiarem, a po niej następna i następna… Przez trzy tygodnie pobytu w Indiach mogliśmy poczuć się jak celebryci. Trudno byłoby zliczyć wszystkie zdjęcia, które zrobili sobie z nami Hindusi. Czasami o wspólną fotografię prosiła jedna, najodważniejsza osoba, a po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi zaczynała wołać całą rodzinę, od babć, wujków i ciotek, po rodzeństwo z bobasami.  Niekiedy mieliśmy nawet całe sesje, podczas których grupka przyjaciół wymieniała się różnymi przedmiotami – okularami, kapeluszami czy zegarkami.

Intensywność tego zjawiska sprawiła,  że pod Tadż Mahal jeden ze strażników zaczął odganiać od nas ludzi i zabronił robienia sobie z nimi zdjęć!  Chwilę później podszedł do nas skromny, starszy pan, który zapytał, czy moglibyśmy zapozować do fotografii z jego córeczką. Tak nas tym rozczulił, że bez wahania się zgodziliśmy. Kolejnym osobom musieliśmy już odmawiać, bo wciąż byliśmy na celowniku niemiłego strażnika.

Obcokrajowcy atrakcją turystyczną

Czy oni mylili nas z kimś znanym? Tę teorię obaliliśmy dość szybko, bo zjawisko dotyczyło niemal każdego turysty z Zachodu. Jedni z uśmiechem pozowali do wspólnych zdjęć, innym zaczynało to w pewnym momencie doskwierać. Podczas kilku rozmów z napotkanymi Hindusami zaczęliśmy lepiej rozumieć naszą „popularność”.

Dla wielu osób, które prosiły nas o zdjęcie, byliśmy pierwszymi bądź jednymi z pierwszych ludzi z Europy, których spotkali. Popularne atrakcje turystyczne są również masowo odwiedzane przez Hindusów z różnych części kraju, także tych, gdzie obcokrajowcy w ogóle się nie zapuszczają. Zatem dla nich my sami stanowiliśmy atrakcję. Zdjęcia te podobno lądowały na Facebooku, gdzie byliśmy przedstawiani jako „przyjaciele z Europy”.  Posiadanie ich miało dodawać kilka punktów do bycia fajnym. Ponadto jasna skóra jest w Indiach postrzegana jako atrakcyjna i bardzo pożądana. W miastach widywaliśmy reklamy kremów wybielających cerę, a aktorzy w oglądanym przez nas w mumbajskim kinie filmie wyglądali znacznie bardziej europejsko niż przeciętne osoby na ulicach.

Wpatrywanie się i niezwykła ciekawość

Robienie sobie zdjęć z przypadkowymi ludźmi nie było jedyną konsekwencją poczucia wśród miejscowych, że przybysze z Europy należą do innego świata. Drugim takim doświadczeniem było częste wpatrywanie się w nas np. na dworcach, gdzie czekaliśmy na kolejny pociąg. Był to rodzaj patrzenia, który u nas zostałby potraktowany jako niegrzeczny czy nachalny – trwające czasami nawet kilkanaście minut, nieskrępowane skanowanie wzrokiem.

Z czasem do tego przywykliśmy, ale na początku sprawiało to pewien dyskomfort, a nawet lekką obawę. Wyobraźcie sobie, że idziecie przez targ i zewsząd czujecie na sobie intensywne spojrzenia przenikliwych oczu. Niepokojące uczucie, prawda? Dość szybko zrozumieliśmy jednak, że był to przejaw ciekawości naszymi osobami, a nie jakiejś niezdrowej obsesji. Bardziej śmiałe, dobrze posługujące się językiem angielskim osoby decydowały się na rozpoczęcie rozmowy i wyrzucenie z siebie lawiny nurtujących pytań.

Dociekliwy towarzysz podróży

Chyba już na zawsze zapamiętamy ciekawskiego nauczyciela matematyki, z którym jechaliśmy pociągiem. Pytał się czym się zajmujemy, gdzie pracują nasi rodzice, ile zarabiamy itp. Wypytywanie o wypłatę nawet kogoś z rodziny zostałoby w Polsce odebrane jako nietakt i wścibstwo – tam to było zupełnie normalne. Nasz nauczyciel zaczął nawet spisywać listę rzeczy, które jemy na co dzień w Polsce! Niewzruszony naszymi skonsternowanymi minami tłumaczył, że białe osoby mają wg niego dużo siły i chciał się dowiedzieć, skąd ją czerpią.  Kiedy powiedzieliśmy mu o wieprzowinie, momentalnie się wzdrygnął i przerwał zapisywanie. „Ale jak to? Świnie? Naprawdę jecie świnie? Przecież one żrą śmieci”. Po tym chyba stracił zapał do zmiany diety 😊. Poprosił nas także o pokazanie biletu lotniczego, bo nigdy go nie widział. Mimo że była to zwyczajna, zadrukowana kartka A4, na jej widok kiwnął głową z uznaniem i powagą, po czym stwierdził, że jest to „nice ticket”.

Ja również nigdy nie zapomnę, jak karkołomnie przez wiele minut próbowałem wytłumaczyć jednemu Hindusowi czym są skoki narciarskie, gdy zapytał o popularne w Polsce sporty. Niestety latanie na dwóch deskach przyczepionych do nóg i próba zademonstrowania mu tego na środku dworca było tak abstrakcyjne dla mojego rozmówcy, że nie był w stanie objąć tego wyobraźnią…

Osobne kolejki, toalety i ławki dla turystów

Trzeba przyznać, że zagraniczny turysta jest w wielu miejscach w Indiach traktowany wyjątkowo. Kraj ten z roku na rok czerpie coraz większe przychody z turystyki, więc władza gdzieniegdzie stara się, by goście przeżywający swoją podróż do Indii czuli się komfortowo.

Po Indiach podróżowaliśmy głównie pociągami, przez co mieliśmy okazję zwiedzić dworce kolejowe w kilku większych miastach. Spotkaliśmy tam osobne, prawie zawsze wolne okienka dla obsługi turystów, podczas gdy do zwykłej kasy ciągnęły się długie kolejki. Gdy nie było takiej kasy, służby porządkowe potrafiły wyciągać nas z kolejek i prowadzić na sam przód, odganiając w lekceważący sposób miejscowych. W niektórych atrakcjach turystycznych były też osobne kolejki dla kobiet.

Dość osobliwa sytuacja miała miejsce w odnowionym i bardzo zadbanym Muzeum Księcia Walii w Mumbaju. Emilka kilka razy odwiedziła tamtejszą toaletę i za każdym razem strażniczka prowadziła ją do prywatnej, nowoczesnej toalety w europejskim stylu. Po którymś tam zbiegnięciu zobaczyła zabarykadowane deską drzwi do „swojej” toalety. W pobliżu nie było żadnego strażnika, więc długo się nie zastanawiając, ustawiła się w kolejce za wszystkimi kobietami w sari, które szły do ogólnej, damskiej toalety z dziurami w podłodze. Po chwili poczuła na swoim ramieniu obcą rękę, która szybko wyprowadziła ją z kolejki i zaprowadziła do tej „luksusowej toalety dla turystów”! Strażnikom chyba bardzo zależało, żeby nie zobaczyła i nie doświadczyła tego prawdziwego, ludzkiego oblicza Indii.

Te udogodnienia budziły w nas bardziej poczucie zakłopotania niż wygody. Apogeum były ławki na dworcu w Mumbaju przeznaczone wyłącznie dla obcokrajowców z wielkim napisem TOURIST ONLY! Kojarzyło się to nam z mrocznymi historiami o segregacji rasowej w USA czy RPA. Dla współczesnego Europejczyka, dla którego równość w przestrzeni publicznej jest normą może to być lekki szok.

Niewidzialne kobiety

Ostatnie zjawisko na tej liście uświadomiliśmy sobie dopiero po pewnym czasie. Odbywając naszą podróż do Indii staliśmy się w zasadzie nierozłączni. Niemal wszędzie chodziliśmy razem, również ze względów bezpieczeństwa. Spotykaliśmy się i rozmawialiśmy z dziesiątkami osób  –  w mniej lub bardziej oficjalnych okolicznościach. Co ciekawe prawie za każdym razem zwracano się wyłącznie do mnie, traktując Emilkę jak powietrze (no, może z wyjątkiem sklepów, gdzie to ona była najważniejszym gościem 😉 ). To ja byłem partnerem do rozmowy i załatwiania różnych spraw.

Nie ma co ukrywać, że społeczeństwo Indii ma silny, patriarchalny charakter. Mężczyźni dominują zarówno na poziomie rodziny, jak i w sferze publicznej, a głos kobiet jest marginalizowany. Nasz znajomy matematyk z pociągu szykował się do ślubu i wyznał nam, że jego rodzice nie będą szczególnie zadowoleni, jeżeli  jego przyszła małżonka urodzi córkę zamiast syna. Powiedział, że no może jej nie pobiją, ale nie będą dla niej dobrzy. Pod koniec podróży Emilka wyznała mu z uśmiechem, że myśli, że będzie miał syna. Ten nagle otworzył szeroko oczy i z nieskrywaną, podszytą niedowierzaniem radością zaczął jej dziękować z całego serca. Wydawało się jakby potraktował te słowa jako mającą się spełnić obietnicę. Dawno nie widzieliśmy tak szczęśliwego człowieka.

Inny rozmówca, który pomógł nam zrozumieć wiele kulturowych niuansów, powiedział, że mężczyzna może prywatnie porozmawiać z zamężną kobietą tylko wtedy, kiedy jej mąż wyrazi na to zgodę. W Indiach nie do pomyślenia byłoby podejście do obcej, zamężnej kobiety i nawiązanie z nią osobistego kontaktu. Kiedy ktoś chciał zrobić sobie zdjęcie z Emilką (co zdarzało się bardzo często), to pytał mnie o zgodę, a nie główną zainteresowaną. Na koniec, w podzięce podawał mi rękę, albo klepał po ramieniu.

Tak więc dziewczyny wybierające się do Indii w towarzystwie swoich partnerów nie powinny się dziwić, że mogą nagle stać się niewidzialne 🙂

Tekst: Jacek

Zdjęcia: Emilka

Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, to napisz tutaj, albo wysyłając wiadomość prywatną za pomocą maila albo na FB 🙂 https://www.facebook.com/globfoterka/

Obejrzyjcie również wideo-kompilację, będącą sentymentalnym podsumowaniem naszej niesamowitej przygody

Pocztówka z Indii

Comments

comments

9 komentarzy

  1. Ja czasem Czuję się niekomfortowo podczas podróży i zastanawiam się, co inni o mnie myślą 🙂

  2. Podróż tam wydaje się być bardzo ciekawym doświadczeniem. Kilka cech śmiało mogłabym też przypisać Marokańczykom np. ciekawość, podążanie za turystami 🙂

  3. Hmm.. jakoś Indie nigdy nie były moim celem podróżniczym. Może kiedyś 🙂 Wrócicie tak chętnie jeszcze czy może raz wystarcza?

    • globfoterka Reply

      Nie, zdecydowanie jeden raz to za mało na tak fascynujący i przede wszystkim ogromny kraj :). Z wielką przyjemnością tam kiedyś wrócimy. Póki co odkrywam nowe kraje.

  4. Najpierw chcę zobaczyć Turcję, a później może Indie 🙂

  5. Abstrahując od turystycznej i pięknej strony Indii, czytałam z niedowierzaniem o tym jak tam są traktowane kobiety! Obudził się we mnie feminizm.
    Mamy XXI wiek i to jest smutne.

    • globfoterka Reply

      Niestety indyjska rzeczywistość bywa brutalna dla kobiet. Zwłaszcza dla tych, które straciły męża. Przez wiele lat kobiety umierały tuż po śmierci męża – jeśli nie dosłownie, to społecznie i towarzysko. Nie chciałabym się tam urodzić.

Napisz komentarz