Podróż z bagażem podręcznym to kwintesencja moich wycieczek. Plecak, który już od 18 lat (!) służy mi jako główny bagaż jest najwierniejszym towarzyszem moich wycieczek. Przejechałam z nim zdecydowaną większość wszystkich 64 krajów na 4 kontynentach, które do tej pory odwiedziłam. Zabieram go jako jedyny bagaż nawet wtedy, kiedy w cenie biletu lotniczego przysługuje mi normalny duży bagaż rejestrowany. Potrafię spakować się do niego na niemal każdą wycieczkę. Dlaczego tak bardzo lubię podróżować ze stosunkowo małym plecakiem? Jakie są według mnie największe wady i zalety bagażu podręcznego?

Zalety

W mojej opinii podróż z bagażem podręcznym, który służy jako główny ma wyraźnie więcej plusów, niż minusów. Nie dość, że pozwala zaoszczędzić pieniądze, czas i nasze kręgosłupy, to jeszcze umożliwia nabycie bardzo praktycznych umiejętności.

Oszczędność pieniędzy

Nie ukrywam, że ten argument przemawia do mnie zdecydowanie najbardziej. Podróż z samym bagażem podręcznym oznacza przede wszystkim dużą oszczędność pieniędzy, które można wydać na lepszy nocleg, dobry obiad w restauracji, albo kolejną wycieczkę. Każda linia lotnicza operuje swoim własnym systemem opłat za bagaż. Cenę determinują nie tylko wymiary i waga, ale też termin, przebieg trasy podróży i sposób płatności. Niezależnie od linii, zabranie ze sobą jedynie bagażu podręcznego wiąże się zwykle z oszczędnością rzędu minimum 100 zł na pojedynczym locie. Całkiem sporo, prawda?

Niemożliwością byłoby wypisanie, ile dokładnie trzeba zapłacić każdemu przewoźnikowi za prawo zabrania ze sobą większej liczby rzeczy. Dla przykładu podam więc ile kosztuje bagaż rejestrowany w Wizz Air i Ryanair. Obie linie są niskobudżetowe i cieszą się dużą popularnością w Europie. Cena 20 kg bagażu rejestrowanego u węgierskiego przewoźnika waha się w granicach 15-67 euro (64-284 zł). Irlandzkie linie mają uśrednioną stawkę, która wynosi 25 euro (106 zł). Zaznaczają jednak, że w trakcie sezonu letniego i świąt doliczają do tej kwoty kolejne 10 euro, czyli 43 zł. Nierzadko więc cena za bagaż przekracza kilkukrotnie łączny koszt biletów lotniczych.

Nietrudno policzyć, że im więcej lotów w trakcie jednej podróży, tym większa oszczędność na spakowaniu się do bagażu podręcznego. Ma to znaczenie zwłaszcza w tzw. składakach, którymi można nazwać wieloetapowe wycieczki, polegające na przemieszczaniu się z kraju do kraju różnymi liniami lotniczymi. Ostatnią tego typu wycieczkę odbyłam na trasie Tajlandia-Malezja-Indonezja-Australia-Singapur. O tym ile kosztowała przeczytasz w tekście „Podróż do Azji i Australii na własną rękę – ile to kosztuje?”

Ceny bagażu rejestrowanego w Wizzairze

Ceny bagażu rejestrowanego w Ryanairze

 Oszczędność czasu

Podróże z bagażem podręcznym oznaczają również sporą oszczędność czasu począwszy od etapu pakowania. Przygotowanie małego plecaka, czy też walizki na wyjazd jest wyraźnie prostsze niż w przypadku wielkiego, ciężkiego bagażu, do którego ładujemy całą masę rzeczy.  Poza tym zajmuje zdecydowanie mniej czasu. Po dotarciu na lotnisko nie musimy stać w kolejce (czasami przerażająco długiej)  do nadania bagażu, tylko od razu możemy udać się do kontroli bezpieczeństwa. A na samym końcu, już po wylądowaniu samolotu, idziemy prosto do wyjścia, bez konieczności czekania na leniwie sunący po taśmie bagaż.

Wydaje Wam się, że chwilka Was nie zbawi? Czasami strata tych kilku cennych chwil, które poświęcamy na odbiór rzeczy może nas sporo kosztować. Trudno wydostać się z lotniska w jakiejś rozsądnej cenie, kiedy ostatni autobus, pociąg, czy metro odjechało nam właśnie z przed nosa. Nie wspominając już o tym, że mając osobne bilety konieczność odebrania i ponownego nadania bagażu w trakcie krótkiej przesiadki może sprawić, że spóźnimy się na kolejny lot.

Wszystko przy sobie

Ileż to ja się naczytałam historii, że komuś zginęły rzeczy z bagażu rejestrowanego, albo że plecak zagubił się gdzieś po drodze i nikt tak naprawdę nie wie, na jakim etapie podróży. Jeszcze częściej można usłyszeć o zniszczonych walizkach, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. Osobiste wniesienie na pokład bagażu podręcznego ogranicza ryzyko takich incydentów do minimum. Jasne, przypadki kradzieży w samolocie również się zdarzają, dlatego wszystkie cenne przedmioty najlepiej jest trzymać bezpośrednio przy sobie.

Nieograniczony dostęp do swojego bagażu ma wg mnie same zalety. W każdym momencie można wyjąć z niego świeże ubrania, jedzenie, kosmetyki i co najważniejsze – leki. Niestety zdarzyło mi się zapomnieć o zabraniu ze sobą na pokład medykamentów, których akurat bardzo wtedy potrzebowałam i męczyłam się przez to w trakcie całego, 11-godzinnego lotu. Wyobrażacie sobie sytuację, w której wybieracie się na Alaskę, do malutkiego plecaczka pakujecie tylko najpotrzebniejsze rzeczy na czas podróży, a po przylocie na miejsce dowiadujecie się, że Wasz główny bagaż zaginął i nie wiadomo kiedy się odnajdzie? Niestety tego typu sytuacje się zdarzają. Nie życzę nikomu stresu i problemów, z jakimi trzeba się wtedy zmierzyć.

To właśnie lot do Indii był dla mnie tak nieznośny przez brak odpowiednich lekarstw 

Mniejsze obciążenie

Bagaż podręczny jest też o wiele wygodniejszy od wielkich tobołów, co da się odczuć na każdym kroku. Im lżejszy ekwipunek, tym lepiej. Okej, walizka częściowo zwalnia z potrzeby dźwigania ciężkich kilogramów, ale przecież nie wszędzie da się ją ciągnąć na kółkach. Nierzadko problemy zaczynają się tuż po wyjściu z lotniska ?. Mniejszy bagaż naprawdę ma znaczenie! Zwłaszcza jeśli planujemy się dużo przemieszczać. Zwykłe przejście z hotelu na przystanek potrafi dać w kość, jeśli przesadziliśmy z pakowaniem. Wiem, co piszę. A czasami do pokonania jest spory kawał drogi.

Wiem, że często wydaje się nam, że jedna koszulka w tę czy we w tę nie zrobi żadnej różnicy, ale ilość rzeczy w bagażu NAPRAWDĘ ma znaczenie. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że bez problemu wszystko udźwigniemy i najwyżej tylko trochę się przy tym zmęczymy. Czyżby? ? Na wielu wyspach w Azji transport łodzią oznacza nierzadko wskoczenie do wody po uda i przeniesienie swojego bagażu na brzeg. Chyba lepiej mieć w takiej sytuacji 8- kilogramowy plecak, niż 20-kilogramową walizkę, prawda?

Poręczność bagażu ma znaczenie nie tylko w transporcie. Wyobraźcie sobie, że podróżujecie sami i pilnie musicie skorzystać z publicznej toalety. Doświadczenie pokazało mi, że te potrafią być naprawdę mikroskopijne ?. Wydostanie się z nich z samym bagażem podręcznym jest już dość kłopotliwe, a co dopiero z wielką walizą. Za każdym razem powtarzam sobie wtedy: im mniej, tym lepiej.

Przemyślane pakowanie

Podróż z bagażem podręcznym wymusza na nas rozsądniejsze podejście do kwestii pakowania się. Wiadomo, im więcej miejsca, tym większa pokusa zabrania ze sobą tony niepotrzebnych (jak się później okazuje) rzeczy. Ograniczone wymiary i waga bagażu siłą rzeczy skłaniają nas do bardziej przemyślanych wyborów. A to z kolei zwiększa prawdopodobieństwo, że spakujemy w pierwszej kolejności te naprawdę najważniejsze rzeczy. ?

To może wydawać się trudne, ale z każdą kolejną podróżą nabiera się wprawy w sensownym przygotowywaniu plecaka, czy walizki. Według mnie to bardzo cenna i praktyczna umiejętność. Metodą prób i błędów można samemu nauczyć się jak spakować się do bagażu podręcznego, żeby maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń. Nie mam tutaj oczywiście na myśli wypchania plecaka po brzegi. Trzeba przecież zostawić trochę miejsca na pamiątki i inne fanty, które przywozimy z podróży ?.

Moje pakowanie po lewej vs. pakowanie kolegi po drugiej stronie 😉

Wady

Tak jak wszystko, podroż z bagażem podręcznym również ma swoje wady. Z mojej perspektywy jest ich znacznie mniej niż zalet. Niektóre jednak są na tyle ważne, że niekiedy zmuszają do wykupienia dodatkowego bagażu. Pocieszający jest za to fakt, że w przypadku większości wycieczek bagaż podręczny w zupełności zaspokoi nasze potrzeby.

Ograniczenie dozwolonych przedmiotów

I znowu zaczynamy od najsilniejszego kontrargumentu dla podróży z samym bagażem podręcznym. Niestety w niektórych sytuacjach bagaż rejestrowany jest niezbędny. Jakich? Kiedy na przykład lecicie do Norwegii i planujecie spać pod namiotem. Albo kiedy wybieracie się na dwutygodniowy trekking w góry i potrzebujecie większego ekwipunku, którego nieodłącznymi elementami są scyzoryk i kuchenka gazowa.

W bagażu podręcznym nie przewieziecie domowego, gruzińskiego wina, prawdziwej, włoskiej mozzarelli, ani nawet belgijskiej czekolady do smarowania chleba (#truestory). Chyba, że jesteście gotowi wydać na nie majątek na lotnisku ?. O zabraniu bardziej przyziemnych rzeczy, takich jak krem do opalania, czy balsam do ciała też możecie zapomnieć. Chyba, że mieszczą się w buteleczkach o maksymalnej pojemności 100 ml. Kupowanie pięknych, ozdobnych świec na pamiątkę również będzie bezcelowe. Pracownik lotniska bez chwili zawahania wyrzuci je na Waszych oczach do kosza (kolejna historia z życia wzięta). No cóż. W wielu przypadkach zakup bagażu rejestrowanego jest jedynym, sensownym rozwiązaniem. Plus jest taki, że można podzielić się dodatkową opłatą ze współtowarzyszem podróży. Pod warunkiem, że się go ma.

Na lotnisku w Belgii zabrano nam krem czekoladowy do kanapek 🙁

Mniejsza pojemność

Mniejsza pojemność bagażu podręcznego potrafi być jednocześnie zarówno wybawieniem, jak i przekleństwem. Z jednej strony chroni nas przed pakowaniem niepotrzebnych rzeczy, a z drugiej bardzo ogranicza, kiedy potrzebujemy zabrać ich trochę więcej. No bo jak spakować się w bagaż podręczny, kiedy planuje się dwutygodniową podróż do Laponii w zimie? Nie jest to niemożliwe, ale na pewno cholernie trudne. I niewarte zachodu. Zwłaszcza, że Skandynawia jest jednym z nielicznych regionów w Europie, do których opłaca się zabrać ze sobą własne jedzenie. Nasz portfel szybko nam za to podziękuje.

Bagaż rejestrowany przydaje się również wtedy, kiedy planujemy większe zakupy na miejscu. A nawet jeśli nie zamierzamy tego robić, to i tak pewnie skusimy się na kilka pamiątek. Czasami naprawdę trudno jest powstrzymać się od przywiezienia do domu orientalnych przypraw, kolorowych chust, drewnianych szkatułek, aromatycznych herbat i całej masy innych dobrodziejstw. Tylko gdzie to wszystko upchać? ?

Brak możliwości nadania bagażu

Nadawanie bagażu również ma swoje pozytywne, jak i negatywne aspekty. Oddanie walizki do luku zwalnia nas z konieczności dźwigania go. Paradoksalnie pozbywamy się balastu, który możemy odebrać z powrotem po dotarciu do celu. Dzięki temu odpada problem pałętania się z bagażem po lotnisku. Niektóre są tak rozbudowane, że przejście z kontroli bezpieczeństwa do odpowiedniej bramki zajmuje wieczność. W efekcie po chwili targania plecaka zalewa nas pot. Posiadanie bagażu bywa wtedy naprawdę uciążliwe. Nie wspominając już o sytuacjach, kiedy potrzebujemy pójść do toalety, albo chcemy zajrzeć do sklepików. Po tym jak odwiedziłam najlepsze lotnisko na świecie, obiecałam sobie, że mój kolejny raz na Singapur Changi Airport będzie BEZ jakiegokolwiek bagażu. Ten port naprawdę zasługuje na dogłębne zwiedzanie.

Bagaż podręczny staje się kłopotem w trakcie dłuższych przesiadek, kiedy chcemy wyskoczyć na miasto i zobaczyć w nim najlepsze atrakcje. Nawet kilkukilogramowy plecak potrafi wykończyć człowieka po paru godzinach nieustannego chodzenia. A wtedy traci się całą przyjemność ze zwiedzania. W przypadku bagażu rejestrowanego nie ma takiego problemu. Jeżeli podróż odbywa się na jednym bilecie, a już tym bardziej tą samą linią, to obsługa lotniska pyta nas na samym początku, czy chcemy, by bagaż od razu nadano do celu. Jeżeli potwierdzimy, to odbierzemy go wówczas dopiero po przylocie na miejsce. Wtedy oczywiście warto mieć ze sobą dodatkowo malutki plecaczek, albo torebkę, do którego spakujemy najpotrzebniejsze rzeczy na jeden dzień. Nie dość, że pozbywamy się problemu dźwigania tobołów, to jeszcze unikamy potrzeby odbierania i ponownego nadawania bagażu. Podróż z samym bagażem podręcznym oznacza niestety konieczność znalezienia przechowalni, albo zostawienie go w miejscu noclegu.

Trekking z bagażem podręcznym na Język Trolla, czyli Trolltungę w Norwegii

Brak gwarancji podróży

Na koniec jeszcze jedna, istotna kwestia związana z bagażem rejestrowanym, o której wiele osób nie wie, albo w ogóle nie wspomina. Otóż nadanie walizki jest pewnego rodzaju zabezpieczeniem naszej podróży. W przypadku overbookingu, czyli sytuacji, w jakiej linie lotnicze sprzedają więcej biletów, niż pozwala im na to miejsce, dochodzi do „wyproszenia” osób, które odprawiły się jako ostatnie, a oprócz tego nie mają wykupionego bagażu rejestrowanego. Samolot poczeka też na nas w przypadku gdybyśmy utknęli np. w kontroli bezpieczeństwa. Po prostu wyjmowanie walizek i plecaków z luku byłoby zbyt czasochłonne.

Niedawno byliśmy świadkiem takiej sytuacji na lotnisku w Keflaviku na Islandii. Pasażerowie naszego lotu zdążyli nadać bagaż rejestrowany, ale nie dotarli na czas do bramki. Czekaliśmy prawie godzinę na kilkanaście osób. Wśród nich była również kobieta, której nie udało się wejść do samolotu. Opóźnienie było już tak duże, że postanowiono wyjąć jej bagaż z luku, a tym samym pozostawić ją na lotnisku. Gdyby Ci ludzie podróżowali z bagażem podręcznym, to nikt by na nich nie czekał. Brutalne, ale prawdziwe.

Podróż z bagażem podręcznym – czy to ma sens?

Podróż z bagażem podręcznym, do którego trzeba spakować się na miesiąc podróży może wydawać się niektórym misją nie do wykonania. Z moich obserwacji wynika, że z każdą podróżą plecak, czy walizka są coraz mniejsze i lżejsze.  Na własnym przykładzie uczymy się, że naprawdę nie potrzebujemy tak wielu przedmiotów i ubrań, jakby mogło nam się wydawać ;).

Jeśli chcesz być na bieżąco z relacjami z moich podróży, to wpadnij na Globfoterka gdzie dzielę się swoją największą pasją :).

Przeczytaj też podobne teksty:

Plan podróży do Azji i Australii

Co zabrać w podróż? Moje TOP13 przydatnych rzeczy

Bagaż podręczny – jak spakować się na dłuższą podróż?

Wady i zalety Airbnb – jak korzystać i na co uważać?

Jak znaleźć dobry i tani nocleg? Booking.com dla początkujących

Egzotyczna podróż za pół darmo – jak upolować tanie bilety do raju?

Jak samodzielnie i tanio przygotować podróż

17 komentarzy

    • Moim zdaniem to przede wszystkim „czym się leci”, tak jak trudno zapakować się do bagażu podręcznego w Wizzair, tak już Ryanair jest o poziom lepiej. W zwykłych liniach „bagaż podręczny” rozszerza nam się z kolei o kilka kilogramów. 😀

  1. Myślę, że czas i pieniądze to najlepsze argumenty ? aczkolwiek jako mama dwójki dzieci, bagaż podręczny powinien być niestety większy ?

  2. Zawsze latamy z podręcznym… ale odkąd latamy z dzieckiem to jeżeli mam taką opcje to nadaje bagaż podręczny jako główny (jeśli w cenie mam takowy). Do samolotu zabieram tylko to co potrzebne na lot mnie i dziecku. Jest mi łatwiej w czasie przesiadek. Ostatnio jak lecieliśmy do Wietnamu to zapakowałam duży plecak czyli spakowałam się do bagażu głównego. Musiałam zmieścić kask na skuter i kapok dla małej. Nie było szans upchać tego w podręczny. Oczywiście główny mieliśmy w cenie.

  3. Uwielbiam podróżować z bagażem podręcznym, choć teraz z dziećmi najczęściej potrzebujemy coś większego.
    Ostatnio przywieźliśmy z Gruzji koniak i czaczę (w sumie litr) choć mieliśmy z sobą tylko bagaże podręczne. W Wizzair bez problemu oddaliśmy jeden z plecaków, który poleciał spokojnie jak bagaż rejestrowany z naszymi zakupami 😉

  4. Jak dla mnie podróż tylko z bagażem podręcznym jest dobrą opcją, jeśli wybieramy się na city break lub króciutką podróż „gdzieś niedaleko”. Lubię przywozić z podróży lokalne smakołyki i alkohole, a tych niestety w bagażu podręcznym nie przewiozę. Więc zazwyczaj latam z bagażem rejestrowanym.

  5. Nie pamiętam kiedy ostatni raz nadawałam bagaż, serio. Jak się człowiek przyzwyczai do ograniczonej pojemności bagażu i nauczy rozsądnie pakować, to później tylko wyjątkowe sytuacje zmuszają do zmiany wyrobionego nawyku. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, chociaż z pewnością nie mam tak wielkiego doświadczenia jak Ty.

  6. Kiedyś kupiłam w Portugalii dwie butelki likieru, zapominając, że mam tylko podręczny. Musieliśmy to we dwoje wypić tuż przed wejściem do samolotu. To był wesoły lot

  7. Mam jedną, małą walizeczkę na kółeczkach, i jeżdżę z nią wszędzie, do Krakowa i do Chin. Jakieś tam zakupy zawsze da się upchnąć, w ostateczności strefa bezcłowa. Najbardziej bowiem ze wszystkiego nie cierpię stać przy karuzeli 🙂

Napisz komentarz