Stereotypowy podróżnik z natury jest raczej tolerancyjny. Nie kryje jednak pogardliwego stosunku do pewnej formy podróżowania, która budzi w nim bolesną niestrawność i dokuczliwe uczulenie. Wyrażenie ALL INCLUSIVE powinno więc czym prędzej zniknąć ze słownika takiego wojażera, bo jest niczym więcej niż rodzajem wybrakowanych wakacji, właściwych dla ludzi bez polotu. Idealnym dla kogoś, kto świat poznaje głównie z perspektywy hotelowego leżaczka, przepijając darmowym drinkiem swoje – i tak mierne – zainteresowanie okolicą. Turyści korzystający z tego typu ofert nie mogą zatem pretendować do miana podróżników, bo swoim wygodnictwem rażą po oczach tych prawdziwych globtrotterów. Pogarda, żenua, Janusze, przyhotelowy basen, tania dyskoteka i nic więcej.


Staram się nie kategoryzować ludzi, a już tym bardziej nie oceniać ich stopnia „fajności” pod kątem typu wakacji jakie wybierają. Doskonale rozumiem motywy, którymi kierują się, gdy wykupują pełny pakiet wczasów w jednym z najpopularniejszych miejsc wypoczynkowych. Stąd nie rozumiem wyraźnie pejoratywnego stosunku niektórych doświadczonych podróżników, dla których wycieczka zorganizowana jest równoznaczna z wygodnictwem, nieporadnością, niepotrzebnym przepłacaniem i w końcu wstydem. Muszę się przyznać, że sama przesiąkłam nieco tego typu myśleniem i przez to dość sceptycznie podchodziłam do ofert all inclusive. Do czasu aż grudniową porą zdecydowałam się upolować Egipt ;). To miał być typowy last minute, z tą różnicą, że obserwowany od jakiegoś czasu, w celu uzyskania możliwie najniższej ceny. 1200 zł za tygodniowy pobyt w 4,5-gwiazdkowym hotelu z pełnym wyżywieniem w Sharm El Sheikh w pełni mnie usatysfakcjonowało. 🙂

Pierwotny plan zakładał głównie błogi odpoczynek i łapczywe czerpanie energii z promieni świetlnych. Chyba sama nie wierzyłam, że ten ambitnie skrojony program wykonam bez żadnych zastrzeżeń. Niemal pierwszego dnia niecierpliwie rozglądałam się za wycieczkami, które pozwoliłyby choć w minimalnym stopniu poznać ten, jakby nie patrzeć, bardzo ciekawy kraj. O tym, jak bardzo nie doceniamy potencjału egipskiej ziemi przekonałam się dość prędko. Za zamyszkowane dolary, które sukcesywnie po każdym wyjeździe powiększały pulę nazbieranych pieniędzy, wykupiłam kilka interesujących wycieczek.  Na nurkowanie , do Kolorowego Kanionu, na Półwysep Synaj i nocne zwiedzanie Sharm el Sheikh, które dostałam gratis za dwie wcześniej wykupione wycieczki.

Nocne zwiedzanie Sharm el Sheikh

Największą atrakcją wieczornej wycieczki ulicami Sharm el Sheikh jest wg mnie kościół koptyjski. Zwiedzanie meczetu Al Musterfa, znajdującego się na pierwszym miejscu programu jest niczym więcej niż zatrzymaniem się autobusu pod budynkiem po to, żeby zrobić kilka zdjęć z zewnątrz i ruszyć w drogę.

Chwilę dłużej spędza się w kościele koptyjskim, który całością zrobił na mnie całkiem spore wrażenie. Być może dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z istnienia takiego odłamu chrześcijaństwa.

Czas wolny przewidziany jest w Old Market położonym w „orientalnej dzielnicy Sharm El Sheikh w prawdziwie egipskim stylu”. Niestety, oprócz kilku tandetnych pamiątek niczego specyficznie egipskiego nie odnalazłam na tym targu. Drobiazgi z naklejkami „Made in Taiwan” wciskane są bez skrupułów jako najprawdziwsze egipskie wyroby. Chociaż udało mi się przynajmniej zakupić orientalne siedzonko, które do teraz wysoko sobie cenię. Zapakowane jak walizeczka przewiozłam w ramach bagażu podręcznego.

Wizyta w grocie solnej nie odbyła się bez wychwalania produktów niebywale wysokiej jakości, ale generalnie było tak fajnie, że podczas seansu po 15 minutach zasnęłam na leżaczku.

Festiwal naciągania

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Trafiliśmy do fabryki perfum, w której miałam wrażenie, że jeśli nie kupimy odpowiedniej ilości pachnideł, to będziemy tam gnić w nieskończoność. Właściciel rzekomo zdobywał doświadczenie u najlepszych specjalistów we Francji i tak wyrobiony fach przeniósł do fabryki w Egipcie. Trzeba przyznać, że odstawił niezłe przedstawienie, nawijając non stop przez dobre pół godziny. Po dłuższym czasie, znużeni bajkami turyści zaczęli wywracać oczami i wyraźnie komunikować przewodnikowi, że dalsze przebywanie w budynku mija się z celem. Dopiero gdy kilka osób wymieniło stosowne kwoty na buteleczki z perfumami i olejkami, mogliśmy udać się w drogę powrotną do hotelu.

Hotelowe atrakcje w Egipcie

W hotelu organizowane są różne imprezy, w tym tematyczne wieczorki, które niekiedy bywają całkiem interesujące. Najciekawszy był moim zdaniem egipski taniec regionalny, który wzbudził wiele ochów i achów. Taniec brzucha zaangażował przede wszystkim męską część widowni, a dla mnie osobiście był trochę nieapetyczny. W każdym razie udział jest całkowicie darmowy, więc żal byłoby nie skorzystać z takiej możliwości spędzenia wieczoru.

Nie wiem jak Was, ale mnie Egipt przekonał. Do tej pory identyfikowałam go głównie z piaskiem, kurortami, Kairem, nurkowaniem i piramidami. Zobaczyłam zdecydowanie więcej niż oczekiwałam, stąd zaskoczenie innym obliczem należało do tych wyjątkowo udanych i pozytywnych. Dobrze zainwestowane pieniądze.

Więcej o Koptach możesz przeczytać tutaj: http://sharm-el-sheikh.pl/przewodnik/o-egipcie/religie/

Inne teksty z Egiptu znajdziesz tutaj:

Nurkowanie w Egipcie

Półwysep Synaj i lasy namorzynowe w Egipcie

Kolorowy Kanion w Egipcie

 

Comments

comments

2 komentarze

  1. Myślę, że dla mnie forma zorganizowana, łącząca leżakowanie na plaży i co nieco zwiedzania byłaby najodpowiedniejsza. Niech mnie rasowi podróżnicy znienawidzą, jestem życiową pierdołą i wolę dopłacić ciut więcej, ale mieć pewność, że będę mieć gdzie spać i co jeść ;D. Wiadomo, każda forma podróżowania ma swoje plusy, najważniejsze, żeby dopasować ją do siebie. Bardzo przyjemnie mi się oglądało Egipt Twoimi oczami, mam nadzieję, że kiedyś i ja będę mogła zobaczyć te wszystkie rzeczy, nawet, jeśli czasami nie są idealne 😉

  2. Pki co nadal mnie nieco mierzi mysl o wyjezdzie all inclusive, ale za to prayjemny hotel ze sniadaniem – czemu nie? Kto powiedzial, ze prawdziwy podroznik to tylko w hostelu, i zwiedza na wlasna reke 😉 Sama bardzo cenie sobie zorganizowane wycieczki w nowym miejscu, bo jednak z przewodnikiem mozna sie zdecydowanie wiecej dowiedziec o nowych miejscach, niz odwiedzajac je samemu.

Napisz komentarz