Często, zazwyczaj prędzej niż później, przychodzi mi zmierzyć się z pytaniem, które bywa nieco problematyczne i rodzi pewną dozę sprzecznych emocji. Powiedziałabym nawet, że jest to fundamentalna zagadka w świecie podróży, a częstotliwość z jaką pada w przeróżnych konfiguracjach jest na to dobitnym dowodem.

Pytanie nie należy do tych zupełnie bezzasadnych i właściwie nie dziwi mnie ani jego sens ani motywacje, którymi zadając je kieruje się złakniony rozwikłania zagadki człowiek. Nie ma w tym niczego zdrożnego – sama wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, gdzie trzeba pracować, żeby móc pozwolić sobie na typowo wojażerski styl życia. Poza tym, chyba każdemu czasami ciśnie się na usta myśl: A skąd ona ma na to pieniądze? Faktycznie, zagraniczne podróże siłą rzeczy są synonimem jakiegoś mniejszego lub większego bogactwa i bezkresnych możliwości. Dla wielu jest to wyznacznik wyższego statusu społecznego, bo przecież takie wyjazdy muszą kosztować krocie. Tuż po tym, jak już to przełomowe pytanie zostanie zadane, pojawia się szereg innych uwag, ni to przyklasków, ni zarzutów. „Ty to masz życie, ciągle na wakacjach! Echh… Ja to Ci zazdroszczę! Masz mnóstwo wolnego czasu, stale wrzucasz zdjęcia z różnych miejsc”. I tak, w tym momencie z trudem powstrzymuję irytację i rosnące oburzenie. Dlaczego nikt nie pyta o to, które miejsce uwiodło nas najbardziej? Jaka podróż była tą najlepszą? Dokąd trzeba polecieć, żeby spędzić wymarzone wakacje?

Zacznijmy od początku.

Tak, podróżowanie wymaga pewnego wkładu finansowego i oszustwem byłoby ukrywać ten niewygodny fakt. Jednak sposobów na eksplorowanie jest tak wiele, że KAŻDY, ale to naprawdę każdy ma możliwość wyruszenia w wielką podróż i zasmakowania świata. Jeśli skarbonka uporczywie milczy, portfel zrobił się wyjątkowo lekki, a z internetowego konta w niewytłumaczalny sposób zniknęły wszystkie dochody, to… wbrew wszelkim pozorom jesteś na wygranej pozycji. Jeśli założymy, że w domu nie czeka na Ciebie gromada energicznych dzieciorów, komornik nie stuka uporczywie w drzwi, nie trawi Cię jakaś paskudna choroba lub szereg innych nieszczęść, to… stworzyłeś idealne warunki do tego, żeby naprawdę wszystko rzucić, spakować kilka klamotów i powiedzieć przygodzie: ahoj!

Ja wcale nie chcę zaglądać do Twojego portfela, ani bacznie śledzić wyciągu z konta bankowego. Nie będę też ingerować w Twój styl życia, kategorycznie zabraniając umilających życie rozkoszy. Tę wątpliwą przyjemność stworzenia własnego rozrachunku pozostawię Tobie. Żadna to frajda, jeśli przyznamy, że bliższe przyjrzenie się swoim wydatkom jest nie lada wyzwaniem, które w dodatku staje się źródłem frustracji, kiedy z niedowierzaniem zapytamy: naprawdę przehulałem tyle kasy w tym miesiącu? NA CO? NIEMOŻLIWE. Od dziś jem chleb z masłem! Tia…

Na podróżowanie w częstotliwości budzącej zazdrość u sąsiadów składa się szereg wyrzeczeń. Ja przeliczam pieniądze na bilety lotnicze i pewnie dlatego myśl o wydawaniu kilkuset złotych miesięcznie na papierosy budzi we mnie grozę. Na całe szczęście daleko mi także do gatunku imprezowicza, którego weekendami ponosi szał balangi wyżerającej oszczędności.

Zazwyczaj lekceważymy stosunkowo drobne wydatki, nie traktując ich jako poważnego zagrożenia dla naszego budżetu. Ot, pieniążki stopniowo znikają z konta, nie siejąc przy tym dzikiego spustoszenia. Zdecydowanie trudniej jest wydać pokaźny plik banknotów, bo taki wydatek na pewno nie umknie naszej uwadze i ostatecznie doprowadzi do rozważań, wyrzutów sumienia, a w najgorszym wypadku zaniechania działania. Trzy tysiące na wakacje? O rany boskie, toż to majątek! Eee… lepiej zostanę w domu, niech bogatsi się wożą na wczasy. BŁĄD. Zanim włączysz na dobre ten tok rozumowania, zastanów się czy przypadkiem nowy zegarek na który masz już od dawna chrapkę jest Ci koniecznie niezbędny do szczęścia.

Ja doskonale rozumiem fakt, że okres wyprzedaży zaburza racjonalne myślenie i wysyła nam sprzeczne informacje o stanie wyposażenia naszych szaf. Z tych prawdopodobnie wysypuje się lawina niepotrzebnych ubrań, zarówno mocno znoszonych jak i ledwo założonych, ale to nadal nie jest wystarczający argument, żeby powstrzymać się od zakupienia nowej pary niezbędnych nam butów. Na widok czerwonych banerów z napisem SALE, krok jakoś tak sam przyspiesza, a ekscytacja rośnie wraz ze stopniowym zbliżaniem się do przybytku konsumpcjonizmu. Głowę bombarduje masa kotłujących się i nieustannie walczących ze sobą myśli: WCZEŚNIEJ KOSZTOWAŁO 159 ZŁ, A TERAZ 39 ZŁ, ŻAL NIE WZIĄĆ! PRZYDA MI SIĘ! JESZCZE TAKICH NIE MAM! O, TEGO WŁAŚNIE SZUKAŁAM! Z coraz większym zapałem zbieramy pokaźny arsenał siateczek z nowiuteńkimi bzdetami, wciąż wmawiając sobie, że to jest świetny deal i właściwie to nam się to zwyczajnie należy. Taszczymy wszystko do domu, jeszcze raz przymierzamy i utwierdzamy siebie w przekonaniu, że leży na nas doskonale, więc nie ma potrzeby oddawać. Uśmiech z buzi schodzi dopiero wtedy, kiedy postanowimy zsumować wydatki. Prawdopodobnie właśnie wydałaś/eś jedną trzecią konkretnych wakacji.

Wiem jak łatwo jest wpaść w wir nieprzemyślanych zakupów i uczucie zagubienia w świecie materialnych potrzeb nie jest mi zupełnie obce. Trzeba być wyjątkowo odpornym na wydawanie pieniędzy, żeby nie oprzeć się nowemu telewizorowi, który znacząco przebija jakością nasz stary, czy kosmetykom, które uczynią nas olśniewająco pięknymi, eliminując wszelkie niedoskonałości. Naprawdę, cholernie trudno jest nie wydać kilkudziesięciu złotych podczas jednej wizyty w księgarni, tak samo jak niełatwo jest przestawić swój dotychczasowy tryb życia i wdrożyć ostre oszczędzanie.

Tylko że zastanów się czy przypadkiem te wszystkie stylowe gadżety nie są zwyczajnym wypełniaczem. Jasne, ten złoty zegarek sprawi, że Twoje stylizacje nabiorą smaku, a zwykłe spotkania staną się wielkimi wyjściami. W tych zabójczo wysokich szpilkach będziesz mieć nogi aż do nieba, a Twoja obecność nie umknie uwadze żadnemu facetowi w promilu kilometra. Na nowym komputerze programy będą śmigać z prędkością światła, a w dodatku będzie można zainstalować najnowsze gry. Wypasioną furą szybciej dotrzesz do celu i z nieskrywaną dumą podjedziesz pod blok ukochanej.

W kontrolowaniu wydatków nieocenioną pomocą staje się wyznaczenie sobie celu. Odkąd sięgasz pamięcią, chciałeś spędzić niezwykłe Walentynki w mieście miłości, z widokiem na wieżę Eiffle’a, przepłynąć się gondolą w Wenecji, zobaczyć na własne oczy piramidę Cheopsa, stanąć pod Statuą Wolności w Nowym Jorku i zrobić jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które wciąż utrzymujesz w sferze marzeń? Od ich realizacji dzieli Cię tylko krok.

Nawet najbardziej nowatorski gadżet i oszałamiająca kiecka nigdy nie będzie się równać z gamą uczuć, które towarzyszą każdej podróży. Kompilacji rozpływającego się w ustach jedzenia, rozsławionych na cały świat zabytków, klimatu wąskich, rozświetlonych maleńkimi latarniami uliczek, kąpieli w nieznanych nam kulturach, ich mieszkańcach, dziwacznych językach i rozbrajających uśmiechach. Mimo że należę do osób, które wyjątkowo trwale przywiązują się do rzeczy, potrafię pogodzić się z faktem, iż mają jakiś określony czas trwania, ulegają zniszczeniu, zwyczajnie przemijają. Wspomnienia, ten bagaż doświadczeń, w który uzbrajamy się każdego dnia stale się powiększa i choćbyśmy go bardzo zaniedbywali nie zniknie niezauważony na kolejnej ze stacji, na których przychodzi nam czasami zrobić sobie dłuższy przystanek.

Comments

comments

5 komentarzy

  1. Rozumiem to mówisz i co masz na myśli, ja zawszę należałam do „tych dzikich” ludzi, którzy woleli wyjechać na weekend w góry, czy dozbierać na dłuższy wypad nawet poza granice Polski niż siedzieć ze „znajomymi” na piwie, czy kupować kolejne zbędne rzeczy. Podróż to emocje,które zostają w nas na zawsze 🙂 Życzę Ci większej ilości wspaniałych wyjazdów i jeszcze piękniejszych wspomnień 🙂

    • globfoterka Odpowiedz

      Dziękuję pięknie! 🙂 Podróże to jedyna rzecz w moim życiu, na którą nie jest szkoda mi pieniędzy. Nigdy nie żałowałam zainwestowanych w nie środków. Pozdrawiam Cię ciepło i również życzę wszystkiego dobrego!

  2. Tak, zdecydowanie podróżować można nawet za niewielkie pieniądze. Większość gadżetów nie jest do tego niezbędna, a uczucia które dają podróże są bezcenne 🙂

    • globfoterka Odpowiedz

      Jakby się uprzeć, to w ogóle moglibyśmy wyeliminować większość gadżetów ze swojego otoczenia. 🙂 Podróże to dla mnie bezsprzecznie najlepsza inwestycja.

Napisz komentarz