Tegoroczny tłusty czwartek nie dla wszystkich był równie tłusty. Dla niektórych na przykład nie był w ogóle. No dobra, może odrobinkę… 😉 Na globfoterkowej stronie na Facebooku (polub ją, będzie fajnie 🙂 ) wyraziłam ostatnio swoje niezadowolenie z faktu nieobchodzenia w Szwecji tłustego czwartku. Pojawiającą się w tym wyjątkowym dniu pączkożerczą chrapkę na polski, smaczny wypiek, musiałam załagodzić szwedzką oponką. Ehh… ile ja bym dała za chociaż jednego, polskiego pączka! Pocieszyć może tylko fakt, że jeszcze kilka dni i w sklepach zagości semla… 🙂

Tłuste dni

Nie byłam do końca szczera podczas czwartkowego narzekania, bo w rzeczywistości Szwedzi również obchodzą tę tradycję. Z tą różnicą, że u nich tłusty czwartek jest tłustym… wtorkiem.  Zwyczaj ma podobnie jak w Polsce religijne podłoże i jest ostatnią okazją do objedzenia się przed Wielkim Postem. Fettisdagen (od słów fet – tłusty i en tisdag – wtorek) jest świętem ruchomym i może wypaść najwcześniej 3 lutego, a najpóźniej 9 marca – dokładnie 47 dni przed Wielkanocą. Podczas gdy nasz tłusty czwartek odbywa się niemal tydzień przed Środą Popielcową, szwedzkie łakomczuchy objadają się w dniu poprzedzającym to święto.

Bezkonkurencyjny pączek

Mimo że dzień ten wyrasta ze wspólnej tradycji, różni się on w poszczególnych krajach. Zdaje się jednak, że wszędzie obowiązuje ta sama zasada: ma być nieprzyzwoicie słodko i kalorycznie. Dla większości Polaków tłusty czwartek oznacza stanie w niebotycznie długich kolejkach do najlepszych cukierni, lub własną produkcję pączkowych wypieków. Panuje wtedy przeświadczenie, że dzień bez co najmniej jednego pączka jest dniem straconym.

Semla, fastlagsbulle, fastelavnsbolle, czyli jedna bułeczka o wielu imionach

Nie inaczej jest w Szwecji, gdzie tradycja tłustego wtorku polegająca na spożywaniu dużej ilości specyficznych wypieków, jest bardzo chętnie obchodzona nawet na kilka dni przed właściwym świętem. Szwedzkim odpowiednikiem polskiego pączka jest semla ­–słodka, wypiekana z mąki pszennej i charakterystycznie przekrojona bułeczka z nadzieniem. Niekiedy – a w szczególności na południu Szwecji – semla określana jest jako fastlagsbulle, czyli „bułeczka postna”. Smakołyk z racji swojej dużej popularności gości również na zagranicznych stołach, między innymi w Finlandii, Norwegii, Estonii oraz Niemczech, gdzie figuruje pod odpowiednimi dla tych państw nazwami.

Nie liczy się wygląd, lecz wnętrze

Semla występuje w różnych smakach w zależności od kraju, w którym jest podawana. Najpopularniejszym wariantem serwowanym w Szwecji jest posypana cukrem pudrem i rozcięta z wierzchu słodka bułeczka, którą wypełnia się posiekanymi lub startymi w masę migdałami i bitą śmietaną. Często używa się także kardamonu. Semla może występować także w wersji zamoczonej w gorącym mleku, nosząc wtedy nazwę hetvägg.   W Norwegii oraz Danii preferuje się nadzienie w postaci dżemu lub kremu waniliowego. W podobny sposób przygotowują semlę Finowie, którzy używają zazwyczaj truskawkowej lub malinowej marmolady jako wypełnienia.

Antyczne zwyczaje

Wyjątkowo smacznie prezentująca się bułeczka nie jest nowym wynalazkiem w Skandynawii. Jej korzenie tkwią głęboko w europejskiej kulturze. Pierwsze wzmianki o tego typu deserze pochodzą z okresu starożytnego Rzymu. Przekąska ulegała różnym transformacjom na przestrzeni wieków, a swój ostatni detal w postaci bitej śmietany jako wypełnienia zyskała w latach 30. XX wieku.

Mordercze zapędy semli

Trudno jest sobie dziś wyobrazić, że sprzedawanemu rocznie w liczbie ponad 40 milionów wypiekowi groziła kiedyś banicja ze szwedzkiego stołu. Spożyte w dużych ilościach niewinne semle miały stać się zabójcami panującego w Szwecji w XVIII w. króla Adolfa Fryderyka. Biedaczek tak hucznie biesiadował, że dostał śmiertelnych skurczów żołądka. To tragiczne wydarzenie skłoniło wówczas pewnego hrabię do zaproponowania całkowitego zakazu spożywania tego słodkiego przysmaku. Ku społecznemu zadowoleniu nie wszedł on na szczęście w życie.

Tłusta rozpusta

Tłusty wtorek to idealna okazja, by bez wyrzutów sumienia móc kontynuować czwartkowe obżarstwo. Nie będę Wam sugerować zachowania umiaru w spożywaniu potężnych ilości kalorii, bo czasami można sobie przecież pozwolić na trochę więcej pyszności. Nie przesadzajcie jednak zbytnio, ponieważ historia lubi się powtarzać, a nikt chyba nie chce podzielić losu szwedzkiego króla i umrzeć z semlą w ustach. Jeśli nie potraficie sami piec takich przysmaków, to lećcie do Ikei i świętujcie dzisiaj tłustą tradycję w iście szwedzkim stylu.

Comments

comments

13 komentarzy

  1. Semla, nie ważne jak słodka – wygląda niezmiernie apetycznie! 😀 Jak kiedyś zawitam do Szwecji – a jest na mojej liście do zwiedzania – na pewno się na nią skuszę 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    • globfoterka Reply

      Koniecznie! Szwecja pomimo że leży tak blisko Polski, jest bardzo ciekawym kulturowo krajem. Jeśli będziesz potrzebowała jakichś wskazówek, to pisz do mnie śmiało! 🙂 Pozdrawiam z Laponii!

  2. Iga- Z naciskiem na szczescie Reply

    Semla na zdjęciach wygląda obłędnie 🙂 Musi też genialnie smakować. Jednak przyznam szczerze, że o tej przyjemności słyszę pierwszy raz 🙂

    • globfoterka Reply

      Smakuje dość specyficznie ze względu na bardzo gęstą masę migdałową. 🙂 Na pewno warto przynajmniej raz w życiu jej spróbować i… przedłużyć sobie świętowanie tłustego czwartku. 😛

  3. Czuję, że mogłabym się rozsmakować w tej migdałowej odsłonie semli. Poszukam przepisu i może uda mi się taką pyszność przygotować, a ponieważ nie należę do królewskiej rodziny, może uchronię się przed końcem, jaki spotkał szwedzkiego króla. 😉
    Bookendorfina

    • globfoterka Reply

      Pochwal się koniecznie efektami jak już upieczesz szwedzką semlę! 🙂 Ja chyba też podejmę się tego wyzwania w przyszłym roku, chociaż moje zdolności kulinarne i cukiernicze są póki co… zerowe. 😛

  4. To już wiem, kiedy wybrać się kolejny raz do mojego ukochanego Sztokholmu. 🙂 Kardamon to moja ulubiona przyprawa, którą dodaję do parzenia kawy, ale w takiej bułeczce z migdałowym kremem, mhhhh… Mam ochotę się tam teraz teleportować. 🙂

    • globfoterka Reply

      W takim razie jestem przekonana, że semla wpasowałaby się w Twój gust kulinarny. 🙂 Możemy dokonać pewnej wymiany. Ty prześlesz mi polskiego pączura, a ja wyślę Ci migdałową semlę. 🙂 Brzmi jak dobra propozycja?

  5. Ciekawe czy semla jest tak słodka jak słodycze na Sycylii?- bo jeśli tak to dużo jej bym nie pochłonęła 😉
    We wrocławskiej Ikei chyba tego przysmaku nie było, ale właśnie zobaczyłam, że jest tarta migdałowa- brzmi dobrze.

  6. Jakoś nigdy nie mogłem zrozumieć tej fascynacji pączkami, a stanie godzinami w kolejkach po nie wydaje mi się absurdalne. Szanuję zwyczaje, ale sam wolę tego typu obżarstwa unikać 🙂

Napisz komentarz