Ubierz się ciepło! – powiedział Curt. ­– Będziecie kilka dobrych godzin na zewnątrz, więc nawet przy 8 stopniach mrozu możesz zmarznąć. Przygotuj się dobrze.

Tak, po sześciu miesiącach spędzonych w Laponii na uniwersytecie ludowym (folkhögskola)  wiem już, że 8 stopni na minusie, to taki nieszkodliwy standard. Ostrzeżenie, którym z samego rana raczy mnie mój nauczyciel nie robi więc na mnie większego wrażenia.

Ciepłe ubrania, czyli jak ubrać się w Laponii, żeby nie zamarznąć

Ok, czas się ubierać i cieszyć się dniem sportu organizowanym przez szkołę. W pierwszej kolejności lecą galoty z wełny merynosów, wełniana koszulka z długim rękawem, grubaśne skarpety, spodnie narciarskie (chociaż na nartach jeździłam raz w życiu) i bluza. Ubieram swoje księżycowe śniegowce, które wg specyfikacji gwarantują komfort cieplny nawet przy -32 stopniach (cudo, nie buty) i puchową kurtkę. Zabieram trzy pary rękawiczek (dosłownie), pakuję termos i wychodzę. Wracam. Oj, chyba założę jeszcze jedną bluzę. Tadaaaam, jestem gotowa.

Po jakiejś minucie znowu się cofam. Wezmę jeszcze tylko szalik i już mam wszystko. Nie, jednak zamienię płócienną torbę na plecaczek, będzie wygodniej. Zdenerwowana i spocona po takiej bezsensownej bieganinie w tę i we w tę dołączam wreszcie do grupy i zmierzam w stronę zamarzniętego jeziora.

Nim wszyscy zdążą się zorientować, ja już usadawiam się pospiesznie na samym przedzie długich, drewnianych sani , które zostały przypięte do skutera. Po chwili, w idealnie równym rządku przykleja się do mnie siedem kolejnych osób. Moje egoistyczne zapędy w uzurpowaniu sobie prawa do pierwszeństwa w wyborze miejsca łatwo tłumaczę w myślach chęcią udokumentowania aparatem cudownie zapowiadającego się dnia. Poza tym nikt nie zgłasza przecież sprzeciwu.

Folkhögskola – najlepsza szkoła na świecie!

Od początku jesteśmy podzieleni na dwie grupy. Najpierw startuje kilkuosobowa załoga z zastępcą dyrektora na czele, a za nią kolejny skuter, do którego liną przyczepiona jest trójka snowboardzistów. Nie wiem dokąd jedziemy i ta wiedza zupełnie nie jest mi potrzebna. Jestem podekscytowana samą jazdą i w zasadzie tylko to ma dla mnie w tym momencie znaczenie.

Myślę sobie -co tak wolno? Jestem trochę rozczarowana, ale siedzę cicho, bo przecież to dopiero pierwsze trzy minuty jazdy, a ja już narzekam w myślach.

Łup, łup. Nooo, teraz to jedziemy! Chociaż twarz smaga mi bezlitosny wiatr, a do dłoni, pomimo założonych rękawiczek zaczyna docierać przenikliwe zimno, to cieszę się okrutnie, bo w końcu czuję upragniony smak przygody. Dość szybko zostawiamy za sobą zamarznięte jezioro i mkniemy w stronę lasu. Szwedzi cechują się bardzo dużym poszanowaniem dla natury i środowiska, więc zawsze starają się, żeby ruch, także ten skuterami śnieżnymi, odbywał się możliwie bezproblemowo i nieszkodliwie zarówno dla innych ludzi, jak i zwierząt. Jedziemy specjalnie do tego wyznaczoną trasą i podobnie jak rowery mają swoje wydzielone ścieżki, tak i dla skuterów wyodrębniono osobne szlaki. Tempo, w którym się poruszamy nie jest zawrotne ze względu na obowiązujące ograniczenia w postaci maksymalnej prędkości 70 km/h. Z drugiej strony, drewniane sanie, wyłożone zaledwie cienką matą nie należą do najwygodniejszego środka transportu, więc może to nawet lepiej, że nie będziemy fruwać w powietrzu i obijać sobie na zmianę czterech liter.

Jak fotografować na mrozie?

Ręce powoli sztywnieją mi od trzymania aparatu i kręcenia niezliczonej ilości filmików. Jazda jest momentami nieco monotonna, ale akurat kiedy wyłączam sprzęt i przymierzam się do jego schowania przyspieszamy, zaczynamy podskakiwać, piszczeć i materiał nagle staje się urozmaicony. Trzeba jednak przyznać, że chociaż krajobraz sprawia wrażenie jednolitego, jazda w dalszym ciągu jest szalenie ekscytującym przeżyciem. Z dziką przyjemnością napawam się prawdziwie zimową i magiczną aurą Laponii. Czuję jak przez gęsty i wydający się nie mieć końca las przebijają się z gracją delikatne promienie słońca. Moja twarz zastyga w chochlikowym uśmiechu.

Kliknij w jakość 720p 🙂

Jazda na skuterze śnieżnym – czysta frajda!

Wszyscy się zatrzymują. Nasza ścieżka, którą do tej pory gładko sunęliśmy, nagle się kończy. Okazuje się, że trasę przecina po prostu droga, a my zgodnie z prawem powinniśmy wysiąść z sani i grzecznie przejść ją na nogach. Jazda skuterem śnieżnym po zwykłej drodze jest niedozwolona w Szwecji, chyba że występuje taka konieczność, ponieważ teren jest nieprzejezdny. W takiej sytuacji należy przejechać jak najmniejszy odcinek z maksymalną prędkością 20 km/h. Po krótkiej chwili znów siedzimy wszyscy zapakowani na saniach i kontynuujemy jazdę. Zwiększamy prędkość, a to w połączeniu z nierównym terenem skutkuje moimi piskami i niepohamowanym śmiechem. Czuję się jak dziecko, które właśnie coś zmajstrowało i ma z tego ogromną radochę. Ulrik, zastępca dyrektora, a aktualnie kierowca skutera, co chwilę kontrolnie odwraca się w naszą stronę i próbuje zlokalizować źródło tych niepokojących dźwięków. Widząc moją cieszącą się mordkę nieco się uspokaja i kontynuuje jazdę.

Szalony kierowca skutera śnieżnego

Szybko wyskakuję z sani i biegnę z aparatem w poszukiwaniu dobrych kadrów. Nareszcie mogę w spokoju sfotografować skutery na tle przepięknie białej, mroźnej krainy. Zaczynam nieśmiało zastanawiać się jakby to było móc samemu przejechać się taką maszyną. Kręcę się i kręcę, aż w końcu zbieram się na odwagę i podchodzę do Fredrika, który jest naszym woźnym i jednocześnie specem od skuterów śnieżnych. Po chwili siedzę już szczęśliwa na czarnej bestii i macham na pożegnanie przemiłym Paniom sekretarkom. Widać, że Fredrik lubi szybką jazdę i z radością muszę przyznać, że zasuwamy zgodnie z moimi oczekiwaniami. Przez dłuższą chwilę, wokół nas jest tylko las i biały dywan puchu. Niedługo potem dojeżdżamy do punktu, w którym ścieżka rozchodzi się w kilku kierunkach. Fredrik z przyjemnością opowiada mi dokąd można dojechać każdą z nich, brzmiąc przy tym jak prawdziwy profesjonalista. Słyszałam w szkole, że jazda skuterem śnieżnym jest jego wielką pasją, którą pielęgnuje niemal każdego dnia, pokonując w ten sposób potężne odległości. Pytam go wprost ile kilometrów rocznie przejeżdża na swoim skuterze i nie wiem czy to mi się przesłyszało, czy to on jest takim maniakiem, bo odpowiedź „4000 kilometrów” wprawia mnie w lekkie osłupienie. Wyobrażacie to sobie? Pokonywać rocznie odległość jak z Krakowa do Aten i z powrotem na skuterze śnieżnym? I to w zasadzie wyłącznie hobbystycznie. Ot tak, bo ma się ochotę na obiad w oddalonym o 130 km miasteczku.

Jak jeździć skuterem śnieżnym?

Ok, zamieniamy się miejscami i teraz Ty prowadzisz – mówi do mnie Fredrik.

Ale że co, jak, ja? Ja nie umiem – odpowiadam.

Szybko okazuje się, że prowadzenie skutera śnieżnego jest banalnie proste. Po prawej stronie mam manetkę gazu, poniżej której znajduje się czerwony guzik wyłączający maszynę, a po drugiej hamulec. W zasadzie tyle informacji wystarczy, żeby móc poruszać się skuterem bez zagrożenia dla siebie i innych ;). Czarna bestia Fredrika jest silna, szybka i piękna. Trzeba być jednak ostrożnym przy startowaniu, bo nawet delikatne przyciśnięcie gazu skutkuje nagłym szarpnięciem. Zgodnie z instrukcjami Fredrika, staram się łagodnie obchodzić z jego panterą i po krótkiej chwili już śmigamy na niewielkim wzniesieniu. Prowadzenie skutera po płaskiej powierzchni z ubitym już śniegiem jest faktycznie bardzo łatwe i przyjemne. Piszczę z radości i przez krótką chwilę czuję, że mam tę moc 🙂

O tym, że prowadzenie skutera nie zawsze jest równie banalne przeczytacie TUTAJ. Tekst zawiera dużo ciekawostek 🙂

Laponia – moja miłość

Siedzę niemal w bezruchu na pędzącym skuterze śnieżnym i po prostu oddaje się w pełni kontemplacji. Zima w Laponii mnie onieśmiela. Brakuje mi zwyczajnie słów, żeby oddać jak magiczny krajobraz tworzy tutaj Matka Natura. Właśnie zachodzi słońce, a nieskazitelnie biały wcześniej śnieg zyskuje intensywnie czerwoną poświatę. Nawet najlepszy brokat nie mógłby się równać z błyszczącymi drobinkami jasnego puchu. Jestem w zaczarowanej krainie i wcale nie chce jej opuszczać.

Comments

comments

3 komentarze

  1. To musiało być świetne przeżycie prowadzić taki śnieżny skuter:) Ja należę raczej do wielkich zmarzluchów, ale bardzo chętnie odwiedziłabym ojczyznę Mikołaja, szczególnie jeśli mam widzieć takie widoki!:)

    • globfoterka Reply

      Wersji o pochodzeniu świętego Mikołaja jest tak wiele, że pozostaje chyba odpuścić sobie dochodzenie prawdy. 🙂 Chociaż jako postać historyczna, św. Mikołaj urodził się na terenie obecnej Turcji. Za to Finowie sprytnie wykorzystali pierwsze skojarzenia z Laponią i chyba między innymi przez to wielu osobom wydaje się, że Laponia,jest tylko w Finlandii. Ja jeszcze nie trafiłam na jego trop. 🙂

  2. Mój mężuś miał ostatnio okazję odbyć podróż do Finlandii i jedną z atrakcji wyjazdu na którą czekał najbardziej było szaleństwo na skuterach śnieżnych. 🙂 Tacy to pożyją. No i dla córeczki zdjęcie z Mikołajem obowiązkowo przywiezione plus przysmak w postaci anyżowych „cukierków” A fuj! 🙂

    Pozdrawiam

Napisz komentarz