Bałkany samochodem to jeden z pierwszych pomysłów na cel podróży, który przychodzi Polakowi myślącemu o zagranicznych wakacjach autem. Nie ma co się dziwić. Ten rejon Europy ma bardzo dużo do zaoferowania, dojazd jest relatywnie łatwy i jakoś tak podskórnie czujemy, że jest nam bliższy niż Włochy czy Hiszpania – wszak większość tamtejszej ludności to bracia Słowianie. Chcieliśmy Wam zaproponować pomysł na trasę objazdówki po kilku bałkańskich krajach. Nie twierdzimy, że jest to wariant najbardziej optymalny, czy też jedyny słuszny, ale obejmuje on sporo bałkańskich perełek i kilka niekwestionowanych hitów jak Dubrownik, czy Jeziora Plitwickie. Takie must see na Bałkanach :). Od razu uprzedzamy – jest to trasa intensywna, nawet w perspektywie dwutygodniowej wyprawy.

Trasę tę niemal w całości udało nam się zrealizować latem 2017 roku. Bałkany są dobrym pomysłem o każdej porze roku, ale późna wiosna i wczesna jesień szczególnie sprzyjają ich eksplorowaniu z powodu mniejszych tłumów niż w trakcie wakacji :). Jednym z założeń było odwiedzenie możliwe jak największej liczby bałkańskich krajów – w tym najmłodszego państwa Europy – Kosowa. Startując i wracając do Krakowa do pokonania jest nieco ponad 4000 kilometrów. Przejechanie poniższej trasy zajęło nam około 10 dni.

Kraków -> Jezioro Bled (859 km)

Pierwszym bałkańskim punktem na trasie jest Słowenia i malowniczo położone jezioro Bled ze znajdującym się na wyspie zamkiem. To jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Słowenii. Niedaleko znajduje się Triglav – najwyższy szczyt Alp Julijskich. Kierując się tam przecięliśmy Czechy (a dokładniej Morawy) oraz przejechaliśmy całą wschodnią Austrię. Po drodze można się zatrzymać w takich miastach jak Brno czy Wiedeń. Słowenia robi wyraźne wrażenie najbardziej rozwiniętego państwa byłej Jugosławii. Bliżej jej do Austrii niż do Chorwacji czy Serbii. Widać to także w cenach – Słowenia jest raczej droga – ale za to jaka czysta i urokliwa!

Jezioro Bled -> Jeziora Plitwickie (260 km)

Kierując się dalej na południe autostradą A2 dojeżdżamy do Chorwacji (po drodze można wpaść do stolicy Słowenii – Lublany). My jako drugi cel podróży obraliśmy słynne Jeziora Plitwickie. Pewnie większość z Was słyszała już o tamtejszych szmaragdowych wodach, wodospadach i wijących się pomiędzy nimi drewnianych ścieżkach. Z pewnością warto choć raz tam pojechać, ale w sezonie możecie być pewni tłumów. Na tę atrakcję należy zarezerwować co najmniej 5 godzin.

Jeziora Plitwickie – Dubrownik (432 km)

W kolejnym etapie trasy każdy kilometr zbliża nas do Morza Adriatyckiego, aż wpadamy na drogę E65 prowadzącą wzdłuż chorwackiego, postrzępionego i pełnego małych wysepek wybrzeża. Z tej drogi można szybko zjechać do takich nadmorskich miejscowości jak Zadar, Szybenik, Split czy Makarska. My, po przejechaniu przylegającego do morza skrawka Bośni i Hercegowiny, zatrzymaliśmy się zwiedzić „perłę Adriatyku”, czyli Dubrownik.

Choć Dubrownik może się poszczycić przebogatą historią, współcześnie jest głównie kojarzone z serialem „Gra o Tron”. To właśnie w Dubrowniku kręcono zdjęcia do scen, których akcja rozgrywała się w Królewskiej Przystani. Po mieście wytyczone są całe trasy, na których fani mogą rozpoznać serialowe lokacje i kadry. Wjeżdżając do Dubrownika samochodem trzeba mieć na uwadze kwestię parkingu. W sezonie może być trudno o miejsce, a nawet jak je znajdziecie, to trochę zapłacicie. Godzina postoju na ulicy w centrum kosztowała nas 40 kun, czyli ok. 23-24 zł (płatne w parkomacie). Alternatywą jest pozostawienie samochodu w oddalonych od centrum strefach, gdzie jest taniej. Trzeba jednak się liczyć z dłuższym spacerem lub dojazdem do serca Dubrownika miejskim autobusem.

Dubrownik – Perast (80 km)

Perast – Kotor (12 km)

Następnym państwem na naszej trasie była Czarnogóra – jak się później okazało, jeden z naszych faworytów. Ten malutki, liczący mniej mieszkańców niż Kraków kraj ma do zaoferowania wspaniałe warunki zarówno dla miłośników gór, morza, jak i historii. Jadąc wzdłuż wybrzeża Zatoki Kotorskiej trafiamy do takich miejscowości jak Perast czy Kotor – znacznie mniej zatłoczonych niż chorwackie kurorty. Szczególnie ujął nas cichy i jakby zatrzymany w czasie Perast. Amatorzy jachtów i innych statków wodnych mogą zajechać do Tivatu, by zobaczyć luksusową marinę Porto Montenegro.

Kotor – Sveti Stefan (32 km)

Chyba najbardziej charakterystycznym obrazkiem z Czarnogóry jest widok na wysepkę Sveti Stefan, znajdującą się ok. 10 km od Budvy.  W przeszłości wioska rybacka upchana na zaledwie 0,012 km2, dziś kompleks hotelowy bez możliwości wstępu dla postronnych turystów. Dlatego Sveti Stefan ogląda się z góry, a samochodem można wyjechać na punkt widokowy np. przy malutkiej cerkwi św. Sawy.

Sveti Stefan – Pavlova Strana (50 km)

Czas zwiększyć nieco wysokość nad poziomem morza. Krętymi drogami docieramy do tzw. Pavlovej Strany, czyli miejsca, z którego rozpościera się piękny widok na meandry rzeki Crnojevicy, wpadającej do jeziora Szkoderskiego. Jadąc dalej na południe w kierunku Albanii można zatrzymać się jeszcze w miejscowości Stary Bar, zwanej miastem duchów. My ostatecznie odpuściliśmy ten punkt.

Pavlova Strana – Szkodra (127 km)

Szkodra – Półwysep Rodonit (127 km)

Półwysep Rodonit – Kruja (65 km)

Po przekroczeniu granicy czarnogórsko-albańskiej trudno nam było oprzeć się wrażeniu, że nagle zrobiło się jakby mniej europejsko. Albania to bardzo specyficzny kraj na mapie naszego kontynentu, a także jeden z najmniej rozwiniętych. Ale nie bójcie się – ludzie w Albanii potrafią być bardzo otwarci i pomocni! Albania miała być dla nas miejscem wypoczynku i spędzenia dłuższej chwili na plaży po długich wojażach. Upatrzyliśmy sobie półwysep Rodonit, gdzie również znajdziecie przykłady słynnych albańskich bunkrów, zbudowanych za czasów dyktatury Envera Hodży. Po drodze zajrzeliśmy na chwilę do Szkodry, ale głównie po to, by coś zjeść. Samo miasto robiło dość posępne wrażenie. Niedaleko Rodonitu znajduje się historyczne miasto Kruja związane z albańskim bohaterem narodowym Skanderbegiem, gdzie znajduje się poświęcone mu muzeum.

Kruja – Valbone (249 km)

Dalej nasz plan zakładał pojechanie do Macedonii, nad jezioro Ochrydzkie. Ostatecznie jednak pominęliśmy ten punkt i skierowaliśmy się od razu w Góry Przeklęte do miejscowości Valbone. Droga tam ze względu na mocno górzysty teren dłużyła się i była wyjątkowo kręta. Aczkolwiek zarówno mijane na trasie widoki, jak i sam cel podróży były warte tego wysiłku. Valbone to otoczona skalistymi szczytami wioska leżąca w dolinie przy rzece o tej samej nazwie. Znajduje się tam sporo miejsc noclegowych o różnym standardzie, a i zjeść jest gdzie. Z wioski wychodzi szlak prowadzący w górę rzeki, którym można trafić do polowej, górskiej kawiarnio-restauracyjki. Polecamy zostać tam co najmniej dwa dni. Góry Przeklęte były hitem tego wyjazdu i jednocześnie odkryciem 2017 roku. Niezwykłe miejsce.

Valbone – Djakowica (64 km)

Djakowica – Prisztina (90 km)

Następnie ruszyliśmy w stronę Kosowa. Z Valbone do granicy albańsko-kosowskiej jest niecałe 65 kilometrów. Podczas kontroli należy wykupić ubezpieczenie samochodu – w najtańszej opcji jest to 15 euro za dwutygodniową polisę. Pierwszą większą miejscowością po wjeździe do Kosowa z tamtej strony jest Djakowica. Z pewnością ma ona swój klimat i z powodzeniem można spędzić w niej cały dzień lub nawet kilka. Podobała nam się znacznie bardziej niż kolejny punkt na trasie, czyli stolica Kosowa – Prisztina. Chcąc kierować się już w drogę powrotną do Polski, Kosowo można opuścić na dwa sposoby. Pewniejszy jest na pewno przejazd przez Macedonię, podczas którego można zahaczyć o Skopje. Ewentualnie można spróbować wjechać od razu do Serbii, aczkolwiek mając w paszporcie pieczątkę od kosowskich służb granicznych nie zostaniecie wpuszczeni na teren tego kraju. Dlatego najlepiej jest w ogóle nie pokazywać paszportu i nawet mówić, że nie ma się go ze sobą i pokazać tylko dowód osobisty. Z naszych dwóch samochodów jednemu udało się przejechać, a drugiemu nie.

Prisztina -> Belgrad (526 km przez Skopje)

Belgrad -> Kraków (775 km)

Ostatnim punktem na naszej trasie był przystanek w Belgradzie, stolicy Serbii. W ciągu kilku godzin zwiedziliśmy główną atrakcję miasta czyli twierdzę Kalemegdan oraz zjedliśmy obiad przy jednym z deptaków w centrum. Dalej czekała nas już prosta droga do Polski.

Bałkany samochodem – informacje praktyczne

Potrzebne dokumenty

Do wszystkich krajów na naszej trasie udało nam się wjechać na podstawie dowodu osobistego. Wlicza się w to także Kosowo, mimo że na stronie polskiego MSZ jest informacja o konieczności posiadania paszportu – jeżeli go macie, na pewno nie zaszkodzi go ze sobą zabrać. Pamiętajcie jednak, że jak dostaniecie kosowską pieczątkę, do Serbii z Kosowa nie wjedziecie.

Jeżeli zechcecie zajechać do krajów nie należących do UE (Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Albanii, Serbii) musicie zadbać przed wyjazdem o zieloną kartę ubezpieczenia samochodu. Wyda ją wam na odpowiedni wniosek wasz ubezpieczyciel.

Koszt podróży na Bałkany samochodem

Nasza trasa zakładała przejazd autostradami. Jeżeli z niej skorzystacie, nie zapomnijcie o kupnie winiet na autostrady w Czechach, Austrii, Słowenii i na Węgrzech. Dostaniecie je na stacjach benzynowych. Autostrady w Chorwacji i Serbii były płatne na bramkach. Na Bałkany wybraliśmy się dwoma samochodami, więc odpadł koszt wynajmu auta, czy busa. Tankowaliśmy głównie gaz więc cała podróż, na którą składało się paliwo, winiety, autostrady i parkingi wyniosła nas naprawdę niedużo. Około 1600 zł za 4 osoby, czyli po 400 zł na głowę. Najdroższa była Słowenia i uwielbiana przez Polaków Chorwacja. Zarówno Dubrownik, jak i Jeziora Plitwickie potrafią ogołocić portfel. Najtańsza okazała się Albania i Kosowo. Pamiętajcie, że w każdym z tych krajów obowiązuje inna waluta. Najwygodniej będzie w Czarnogórze, bo tam  operuje się w euro. W pozostałych państwach można spróbować płacić kartą, np. Revolutem, który pozwala zaoszczędzić drobne sumy na każdej transakcji, albo wymieniać pieniądze w kantorach. W Albanii lepiej mieć ze sobą zapas gotówki, bo karta może okazać się w niektórych miejscach bezużyteczna.

Miejscówki do spania na dziko na Bałkanach

Przez większą część wyjazdu spaliśmy pod namiotami. Poniżej podajemy namiary na kilka campingów/dzikich miejscówek, z których skorzystaliśmy:

Słowenia, camping przy jeziorze Bled -> https://goo.gl/maps/jRk5UhMiCoA2

Chorwacja, dziki camping w okolicach Zadaru -> https://goo.gl/maps/fqawAQJzs7K2

Czarnogóra, fragment płaskiego, betonowego wybrzeża w okolicach miejscowości Bigova, gdzie można postawić namiot -> https://goo.gl/maps/8nMt4cPQwar

Czarnogóra, camping nieopodal Sveti Stefan -> https://goo.gl/maps/gLSdDPwjXKv

Albania, plaża na półwyspie Rodonit -> https://goo.gl/maps/JTfXyr1YRB82

Tekst:

Jacek

Zdjęcia:

Emilka

6 komentarzy

  1. Podziwiam podróżników, którzy zwiedzają świat jadąc własnym samochodem. Ja bym się bała tych przepisów i w ogóle.

  2. Super wpis 🙂 My na razie z Bałkanów odwiedziliśmy na dłużej jedynie Chorwacje w której zakochalismy się bez pamięci! Racja z tymi cenami, tanio nie jest :/ a co do karty Revolut, wspomniała bym tylko aby nie płacić nią w weekend gdyż kurs jest dużo mniej korzystny niż w tygodniu 😉

    • globfoterka Reply

      Nie wiedziałam, że jest jakaś różnica w kursie, ale nie sądzę, żeby była na tyle duża, żeby w ogóle nie opłacało się nią płacić w weekendy :). Pewnie wymienianie pieniędzy w kantorze byłoby mniej korzystne.

  3. My w tym roku wybraliśmy samochodowy trip po Włoszech. Zrobiliśmy 6000 km. Czytając jednak Twój wpis dochodzę do wniosku, że Bałkany są bardzo interesujące. Do tej pory odwiedziłam tylko Chorwację ale było to w czasach zanim zalała ją fala turystów z Polski.

  4. W Chorwacji zwiedzałam jeziora i rzeczywiście piękne miejsce. Wszystko mi sie podoba tylko nie te kilometry 🙂 Też byliśmy samochodami i mimo klimy bywało ciężko 🙂

  5. Super wpis, w przyszlym roku na pewno skorzystam. Nastepnym razem proponuje zachaczyc o bosnie, wodospady kravica, miejscowosc balagaj z klasztorem drewiszów wbudowany w skały. W drodze na jeziora plitvickie zauroczyla nas miejscowosc Rastoke 🙂 – rowniez godne polecenja na krotki postoj.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.