W opisie oferowanej przez Itakę wycieczki na półwysep Synaj w Egipcie zaintrygował mnie przede wszystkim fragment o oglądaniu lasów namorzynowych i chyba z jego względu zdecydowałam się na wyłożenie całych 55 dolarów. Z hotelu zainteresowanych odbiera jeep z egipskim przewodnikiem, mówiącym po polsku. Duży atut dla tych, którzy niepewnie czują się z językiem angielskim. Wycieczka odbywa się na terenie Parku Narodowego NABQ. Jeepy przemierzają pustynię na półwyspie Synaj, w której na turystów czekają wąwozy – szeroki i wąski. Miejsce ma spory potencjał fotograficzny. Przyjemne, piaskowe odcienie kontrastują z głęboko niebieskim horyzontem. Skały wyróżniają się różnymi odcieniami i kształtami przez co krajobraz nie jest tak powtarzalny.

Beduini w Egipcie

Później samochody zamieniane są na prowadzone przez beduińskie dzieci wielbłądy, na których odbywa się krótka przejażdżka. Dzieci idą pieszo, a po tym niewielkim odcinku dość wyraźnie domagają się napiwku. Generalnie wioska Beduinów, która ma być dużą atrakcją tej wycieczki, dla mnie jest kompletną ściemą. Przewodnik opowiada o trybie życia tego koczowniczego plemienia, surowych warunkach, w których przyszło im bytować oraz zwyczajach jakimi się kierują. Imponujący może być fakt, że średnia wieku jakiej dożywają wynosi aż 90 lat! Turyści zapraszani są do namiotu, gdzie częstuje się ich herbatą. Następnie zagania się ich do placyku, na którym są wyłożone niby ręczne pamiątki, które ewidentnie wyglądają jak chińszczyzna. Jeśli ktoś ma ochotę na beduińską arafatkę (bardziej zwyczajnej jeszcze nie widziałam), czy bransoletkę z koralików, to śmiało może dokonać zakupu.

Mnie rozbroił moment, w którym jeden z tych tradycyjnie ubranych Beduinów wsiadł do samochodu i pojechał po kolejny zapas chust, bo zabrakło… po czym wrócił po chwili. Jestem uczulona na tego typu teatrzyki i wiem, że jeszcze niejednokrotnie będzie wciskany mi kit pod warstwą autentycznego folkloru.

Lasy namorzynowe w Egipcie

Wielbłądy znowu porzucane są na rzecz jeepów, które zmierzają w kierunku Morza Czerwonego. Tam Beduini przydzielają każdemu obiad, a później dosyć bezczelnie wystawiają na stół kubki na napiwki. Biznes się kręci. Po posiłku przewidziany jest czas na obserwację lasów namorzynowych i wejście do wody. Jest na tyle płytko, że o pływaniu raczej nie ma mowy. Biorąc pod uwagę, że jest to grudzień, to panuje przyjemnie ciepły klimat i optymalna temperatura. Nawet zamoczenie stóp jest błogim doświadczeniem.

Czy warto jechać na półwysep Synaj?

Pomimo dość wygórowanej ceny wycieczka jest godna rozważenia. Mnie uwiodły przede wszystkim pustynne kadry, z którymi kojarzył mi się półwysep Synaj. Podróż jest całkiem urozmaicona, dzięki czemu można jednego dnia zrobić i zobaczyć całkiem sporo ciekawych rzeczy. Wycieczce towarzyszył przez cały czas fotograf, który upatrzył sobie mnie jako łatwy łup. Byłam rodzynkiem wśród zakochanych par i rodziny, toteż próbom poderwania mojej osoby nie było końca 😉 Na szczęście trudno jest w ten sposób wzbudzić we mnie oburzenie, bo wszelkie tego typu zaloty traktuję z przymrużeniem oka, więc nie znalazłam się w sytuacji podbramkowej. Poza tym zyskałam darmowego fotografa, który operował moim aparatem równie dobrze, co swoim. Płytka ze zdjęciami i filmem była mi więc zbędna. Dobra opcja dla kogoś, kto nie dysponuje żadnym sprzętem, a chciałby zyskać kilka fajnych ujęć.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Synaj_(p%C3%B3%C5%82wysep)

Więcej o Egipcie przeczytasz tutaj:

Sharm el Sheikh – kurort i nic więcej?

Kolorowy Kanion w Egipcie

Comments

comments

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.