Kraje bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia – stają się coraz popularniejszym kierunkiem podróży. Ich stolice to interesująca alternatywa dla krótkich wypadów do metropolii zachodniej czy południowej Europy. Korzystając z faktu, że wszystkie leżą bardzo blisko siebie, warto je odwiedzić za jednym zamachem i urozmaicić swoją wycieczkę. W styczniu ubiegłego roku obraliśmy za cel najbardziej na północ wysuniętą z nich, czyli Tallinn (Wilno i Rygę Emilka odwiedziła już wcześniej w ramach podróży do Rosji). Przed wyruszeniem do Estonii warto poznać kilka interesujących faktów na temat tego państwa.

Estonia – język, „skandynawskość” i religia

Z moich młodzieńczych geograficznych zainteresowań pamiętam, że Estonia była dla mnie krajem intrygującym i tajemniczym. Zamieszkuje go zaledwie 1,3 mln. ludzi, z których większość posługuje się językiem estońskim, należącym do dość osobliwej grupy języków ugrofińskich. Na miejscu jednak bez problemu można się porozumieć po angielsku.

Estończycy są najbliższymi krewnymi Finów i część z nich chętnie widzi swoją ojczyznę w gronie państw skandynawskich. Bywa to czasami odbierane z przymrużeniem oka, choć muszę przyznać, że po odwiedzeniu kilku nordyckich miast miałem wrażenie, że pewien ich pierwiastek znajduje się także w Tallinnie.

Społeczeństwo Estonii zalicza się do jednych z najmniej religijnych na świecie. Zaledwie 25% obywateli przyznaje się do wyznawania jakiejś wiary, a wśród nich dominują protestanci.

Trudne sąsiedztwo

Polskę i Estonię łączą w XX wieku podobne losy. Podobnie jak Polacy, Estończycy stoczyli bój ze Związkiem Radzieckim w latach 1918-1920, w którym po raz pierwszy wywalczyli niepodległość. Cieszyli się nią do 1940 roku, kiedy to Estonia została wcielona do ZSRR. Dopiero po upadku sowieckiego kolosa, państwo estońskie ponownie się odrodziło w 1991 r.

Silne wpływy rosyjskie są w Tallinnie do dziś widoczne gołym okiem. Około ¼ mieszkańców Estonii to właśnie Rosjanie. Wschodni sąsiedzi Estończyków są również bodaj najliczniejszą grupą turystów odwiedzających miasto i ma się czasami wrażenie, że język rosyjski jest słyszany na ulicach równie często lub nawet częściej niż estoński. Sklepy z pamiątkami są z kolei pełne sowieckich suwenirów oraz gadżetów z Władimirem Putinem – cóż, musi istnieć na nie popyt.

E-stonia

Kraj o niebiesko-czarno-białej fladze jest dziś postrzegany jako jeden z najnowocześniejszych na świecie, głównie dzięki bardzo zaawansowanej cyfryzacji. W Estonii prawo do Internetu jest nawet zapisane w konstytucji.  Sieć WiFi pokrywa niemal cały kraj, a większość spraw można załatwić przez internet, wliczając w to oddanie głosu w wyborach.

Za zaawansowaną digitalizacją stoi również duże znaczenie sektora IT w zatrudnieniu. Pewnie większość z was kojarzy komunikator Skype, który jest dziełem właśnie Estończyków.  Jakiś czas temu Estonia wprowadziła e-rezydenturę, dzięki której każdy na świecie może zdalnie założyć firmę w tym kraju oraz korzystać z wielu cyfrowych usług przy jej prowadzeniu. Więcej na temat e-rezydentury dowiecie się ze strony https://e-resident.gov.ee/

Do innych udogodnień można zaliczyć darmową komunikację miejską dla zarejestrowanych mieszkańców Tallinna. Przyjezdni muszą jednak pamiętać o zakupie biletów.  Za jazdę na gapę grozi kara w wysokości 40 euro.

Estońskie trunki

Trunkiem, z którego stolica Estonii słynie najbardziej jest likier o nazwie Vana Tallinn (pol. Stary Tallinn). Dostaniecie go w każdym sklepie sprzedającym alkohol. Vana Tallinn jest likierem na bazie rumu i występuje w wersjach 40%, 45% i 50% zawartości alkoholu. Jak na likier przystało jest napojem słodkim, a jego barwa jest ciemnobrązowa. Przywieźliśmy ze sobą kilka sztuk 50 ml buteleczek wariantu Vana Tallinn Cream, który jest wyraźnie gęstszy od oryginału. Jedna z nich została użyta do przygotowania flambirowanych bananów, które przeszły jego wyjątkowym aromatem.

W Estonii uciech zaznają także amatorzy piwa. Oprócz oferty browaru A. Le Coq i innych mainstreamowych wytwórni w sklepach dostępnych jest też szereg alternatywnych propozycji, chociażby spod znaku marki Põhjala. Zdaje się, że popularność złotego trunku w Estonii rośnie i nietrudno o zasmakowanie unikatowych, lokalnych kompozycji. Aczkolwiek nie będziemy udawać znawców piwa, więc o ich wartości wytrawni smakosze muszą przekonać się osobiście.

Tekst: Jacek, zdjęcia: Emilka.

____________________________________________________________________________________________________

Ten wpis jest częścią serii tekstów o Estonii. Już teraz możecie przeczytać o jarmarku świątecznym w Tallinnie, a niebawem dowiecie się od nas, co warto zobaczyć i gdzie zjeść w stolicy Estonii, jakie są ceny w tym kraju oraz jakie pamiątki można z niego przywieźć.

Jarmark świąteczny w Tallinnie

 

Comments

comments

4 komentarze

  1. O Estonii wiedziałam tylko tyle, że ostatnio wiele tzw. „rosyjskich” marek kosmetycznych przeniosło tam produkcję 😀 Tymczasem do bardzo ciekawy kraj! Pamiątki z Putinem są absolutnie paskudne, ale wszędobylskie wifi bardzo mi się podoba.

  2. Mimo, że w minionym roku odwiedziłam Wilno daleko mi jeszcze do tego, żeby poznać lepiej kraje nadbałtyckie. Muszę jednak przyznać, że jestem ich bardzo ciekawa i czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy 🙂

    http://www.sylviavoyages.com

Napisz komentarz