W ciągu ostatnich kilkunastu lat podróżowania po mniej lub bardziej oddalonych zakątkach świata, miałam możliwość sprawdzić w praktyce całą masę różnych gadżetów. Jedne stawały się hitem już po pierwszej wycieczce, a inne zaczęłam doceniać dopiero z czasem. Bywały też takie, które pomimo wielkich nadziei okazywały się mało użyteczne. Postanowiłam więc stworzyć własną listę najbardziej przydatnych przedmiotów, które ułatwiają podróżowanie. Wybrałam tylko te, które sama przetestowałam i uważam za warte rekomendacji. Jeżeli zastanawiacie się, co zabrać w następną podróż, to tutaj znajdziecie trochę inspiracji.

Sekretna saszetka biodrowa pacsafe

Cienka nerka, którą można ukryć pod ubraniem, to najlepszy schowek dla portfela i dokumentów, jaki znam. Jest bardzo wygodna, lekka i łatwa w zapięciu. W dodatku mało się brudzi i szybko schnie. Zabieram ją w każdą większą podróż, a nierzadko także na krótkie wycieczki. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. ? Uważam, że sprawdza się dużo lepiej niż tradycyjna torebka, czy duża saszetka, którą widać już z daleka.

Niedawno kupiłam jeszcze jedną, dodatkową kieszonkę, którą można doczepić np. do biustonosza. Zdecydowanie łatwiej jest stracić klasyczną nerkę na biodro, niż ukryty pod ubraniem portfelik, którego nawet nie widać na pierwszy rzut oka. Jak to się mówi: przezorny zawsze ubezpieczony. ?

Saszetki pacsafe są genialne! Czarna jest moją ulubioną

Szampon w kostce

Po szampon w kostce sięgnęłam motywowana chęcią ograniczenia ilości zużywanego plastiku. Na co dzień być może tego nie rejestrujemy, ale w rzeczywistości eksploatujemy zatrważającą masę tworzyw sztucznych. I choć w domu wybrana przeze mnie kostka nie do końca się sprawdziła, to w podróży zdała egzamin celująco! ? Największe zalety? Przede wszystkim szampon w takiej postaci nie jest traktowany jako ciecz, więc ograniczenia liczby płynów do 10 buteleczek po 100 ml go nie dotyczą. Nie niesie też ze sobą ryzyka, że się wyleje i wysmaruje wszystkie ubrania. Poza tym zajmuje niewiele miejsca i jest niesamowicie wydajny. To za mało? Szampon w kostce jest w 100% naturalnym produktem. Nie zawiera żadnych silikonów, wysuszającego alkoholu, ani innych, zbędnych dodatków, które szkodzą skórze i środowisku. Nie musisz zabierać ze sobą całej kostki. Wystarczy że przekroisz ją na pół i resztę zostawisz w domu. Według mnie to świetne rozwiązanie.

Odżywka w kostce, to kolejny ciekawy wynalazek

Torba bawełniana/Zwijany plecaczek

Torba bawełniana to zdecydowanie jeden z moich ulubionych podróżniczych gadżetów, z którymi się nie rozstaję. Nie wiem czy określanie kawałka materiału w ten sposób jest trafne, ale nie znam równie niepozornego przedmiotu, który byłby tak przydatny, jak właśnie torba płócienna. Służy mi m.in. jako mały bagaż osobisty, w którym przewożę jedzenie na drogę i wszystkie inne, potrzebne rzeczy. Wrzucam do niej wodę, okulary przeciwsłoneczne, czasem przewodnik i idę na miasto, plażę, czy też zakupy. Oddaję i odbieram w niej pranie w podróży. Wrzucam do środka kosmetyki i ubrania, kiedy idę pod prysznic. Jest tak wiele sytuacji, w których ten cienki, lekki kawałek materiału może się przydać, że z przyzwyczajenia pakuję do bagażu przynajmniej jedną sztukę.

Czasami zabieram też zwijany do wielkość pięści plecaczek, którego przewagą na tle torby jest zasuwany zamek.

Szkoda, że napis nie jest w języku angielskim. Myślę, że większość kobiet na świecie mogłaby się z nim utożsamić 😉

Czytnik książek elektronicznych

Zawsze wydawało mi się, że jestem tradycjonalistką w kwestii książek. Tak bardzo lubiłam papier, że nie wyobrażałam sobie przerzucenia się na elektroniczną wersję lektur. Czy coś zmieniło się w tej kwestii? I tak i nie. Nadal kocham miękkie i twarde okładki, ale równie intensywnie zaczytuję się w ebookach. To mój najlepszy sposób na przetrwanie długiego lotu! Albo nieznośnie dłużących się przesiadek. W ciągu jednej podróży potrafię pochłonąć kilka różnych książek. Krótko mówiąc, czytam jak szalona. Uwielbiam swój czytnik! Za to, że jest mały, niewiele waży i może pomieścić mnóstwo świetnych pozycji. Kindle to jeden z najlepszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam.

Relaks z książką na Bali 🙂

Organizery

Wiecie, na czym polegał sposób, w jaki pakowałam się przez ostatnich kilkanaście lat? Na maksymalnym wykorzystaniu przestrzeni. A co to oznaczało w praktyce? Że upychałam wszystko jak leci, żeby pomieścić jak najwięcej ubrań i innych rzeczy. No cóż. Cel osiągałam, ale doszukanie się czegoś w tak spakowanym bagażu doprowadzało mnie później do szału. Nierzadko ten frustrujący proces kończył się przekopaniem całego plecaka i… upychaniem go później od nowa. Bez sensu. Na szczęście te czasy mam już za sobą. Choć wciąż jest mi trudno pozbyć się złego nawyku ?. Zwłaszcza, że materiałowe organizery wcale nie zabierają dużo miejsca, przez co nadal można zapychać wolne przestrzenie.

Naprawdę nie wiem, jak mogłam tak długo funkcjonować bez organizerów. To najprostsze i jednocześnie największe ułatwienie w pakowaniu, jakie odkryłam w ciągu ostatnich 15 lat. Wystarczy dobrze posortować rzeczy, schować je w osobnych organizerach i gotowe. Niby banalnie proste, ale jakie skuteczne! Pakowanie i odnajdywanie w bagażu potrzebnych rzeczy w trakcie podróży stało się znacznie łatwiejsze i co najważniejsze, szybsze ?. W mniejszych saszetkach trzymam np. elektronikę, albo bieliznę. Do większych pakuję gotowe zestawy ubrań. W utrzymaniu porządku sprawdzają się też materiałowe, wielorazowe woreczki uszyte np. z firanki. Wrzucam tam różne drobiazgi typu gumy do żucia, chusteczki, wachlarz, itd. W końcu udało mi się odnaleźć odpowiednie remedium dla mojej bałaganiarskiej natury ?.

Te organizery pomogły mi spakować się w bagaż podręczny na miesięczną podróż do Azji i Australii

Crocsy

Charakterystyczne buty marki Crocs stały się kilka lat temu obiektem takiego pożądania, że doprowadziły do bitwy w sklepach sieci Lidl. Jeżeli jakimś cudem jeszcze tego nie widzieliście, to koniecznie nadróbcie zaległości!

Od tej pory na widok Crocsów dostawałam niekontrolowanego ataku śmiechu. W życiu nie podejrzewałabym, że ja też… oszaleję na ich punkcie :D. Najpopularniejszy model, który według mnie przypomina pantofle Papy Smerfa nie skradł co prawda mojego serca, ale Serena Sandal już tak. Te buty są fantastyczne! W trakcie ostatniej podróży do Azji i Australii służyły mi jako obuwie do pływania w morzu, brania prysznica, spacerowania po lesie, wspinania się po skałach, a nawet wieczornego wyjścia w sukience. Krótko mówiąc okazały się tak uniwersalne, że zastąpiły mi kilka par różnych butów. A to nie koniec zalet! Są poza tym bardzo lekkie i super łatwe w czyszczeniu. Bądźmy szczerzy – guma nie wymaga szczególnej pielęgnacji. Czy są wygodne? Każdego dnia pokonywałam w nich średnio 12 kilometrów. Czasami nawet i 20. Nie odparzyły mi stóp, nie zdarły pięt, ani nie wykręciły kostek. Jedynie trochę obtarły, ale dopiero po dwóch naprawdę intensywnych tygodniach ciągłego użytkowania.

Minusy? Sandały nie mają zapięcia, przez co nie da się ich szybko wsunąć na stopy w trakcie nocnej wycieczki do toalety. To nie są klapki do których wkładasz nogi i idziesz. Czasami stopy mogą też się wyślizgiwać i wysuwać do przodu, ale dzieje się tak głównie przy wchodzeniu lub schodzeniu z górki. Na płaskiej powierzchni nie miałam takich problemów. Dużą popularnością cieszą się też przypominające japonki crocsy Serena Flip. Które wybrać? Trudno powiedzieć, jakie będą dla Was będą najlepsze, bo każde stopy są inne. Dlatego najlepiej jest zmierzyć obydwa modele.

Crocsy to moje największe odkrycie 2019 roku!

Zatyczki do uszu w osłonce na szczoteczkę

Nieważne dokąd jadę i gdzie będę spać ­−zatyczki do uszu to mój „must have”! Przed niemal każdą podróżą kupuję kolejną parę, żeby zawsze mieć ze sobą przynajmniej jedne zapasowe zatyczki. Używam ich głównie w samolocie i wtedy, kiedy hałasy uniemożliwiają mi spokojny sen. Uważam, że stopery do uszu powinny być częścią standardowego wyposażenia w hostelach ?. A już zwłaszcza w pokojach wieloosobowych. Nie wiem, jak to się dzieje, ale za każdym razem przytrafia mi się przynajmniej jeden osobnik, który chrapie tak głośno, że nawet najlepsze zatyczki nie dają sobie z nim rady. Bez nich pewnie nawet nie zmrużyłabym oka. Najlepiej sprawdziły się u mnie woskowe stopery. Robią się miękkie pod wpływem temperatury dłoni, przez co łatwo je uformować i dopasować do ucha. Te piankowe kiepsko tłumią dźwięki i łatwo wypadają. Z drugiej strony nie brudzą się tak szybko jak woskowe. Ale na to też znalazłam swój sposób. Do tej pory przechowywałam je w oryginalnym opakowaniu po wyjęciu z uszu. Niedawno wpadłam na pomysł zapakowania ich do małego, plastikowego pudełeczka, które służy jako osłonka na szczoteczkę na zęby. I to był strzał w dziesiątkę! Dzięki temu łatwiej jest je znaleźć, a poza tym utrzymać w czystości ?.

Zatyczki to podstawa w podróży!

Duża chusta

Duża chusta to kolejny bardzo uniwersalny przedmiot, który zawsze warto mieć przy sobie. Najlepiej jeśli będzie ona wykonana z lekkiego, przewiewnego materiału. W jaki sposób można ją wykorzystać? Jako szalik lub kocyk w klimatyzowanym samolocie, czy autobusie. Jako narzutkę zasłaniającą ramiona albo włosy w świątyni. Bez problemu zastąpi spódnicę, matę plażową, a od biedy nawet ręcznik. W ekstremalnych sytuacjach można unieruchomić za jej pomocą złamaną kończynę, albo zatamować krwotok. Całkiem sporo tych zastosowań, prawda?

Ja nie odnalazłam jeszcze swojej idealnej chusty, ale mam nadzieję, że w końcu trafię na tę jedyną ?. Jeśli wiecie, gdzie mogłabym ją kupić, to dajcie znać w komentarzu!

Jedna z pięknych chust, które kupiłam za parę złotych w Indiach 

Eko-przybornik

A teraz jeden z ostatnich nabytków, czyli własny eko-przybornik! ? Zanim uznacie, że to jakaś kolejna, dziwna moda i wymysł marketingowców, to pozwólcie mi wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi.

Przyznaję się bez bicia: do Azji latam m.in. po to, żeby się… najeść. Nie odmawiam sobie żadnych, lokalnych przysmaków, a dzień bez przynajmniej jednego świeżego soku z egzotycznych owoców uważam za stracony. Każdy, kto choć raz był w Azji Południowo-Wschodniej wie, że śmieci są tam gigantycznym problemem. Przykry i odpychający widok, ale niestety prawdziwy. Plastik jest tutaj wciskany na potęgę. Kupujesz tylko jedną wodę, a zanim zdążysz się zorientować, to sprzedawca zapakuje Ci ją w jednorazową reklamówkę i dorzuci do tego jeszcze plastikową słomkę.

Wielu ludzi twierdzi, że takie drobne działania, jak używanie wielorazowych reklamówek, czy własnej, stalowej słomki są bezcelowe. To w końcu i tak nic nie zmieni. Potrzebne są realne zmiany na dużą skalę. A ja uważam, że od czegoś trzeba zacząć. Pijąc dwa soki dziennie zużyłabym 60 plastikowych słomek w ciągu jednego miesiąca. Całkiem sporo, prawda? Ja, turystka z Europy najem się street foodem, opiję koktajlami i wrócę do Polski, a mieszkańcy kraju, który odwiedzam, zostaną z moimi śmieciami. Źle mi z tym. Postanowiłam więc przygotować zestaw, z którym będę podróżować. Co w nim jest? Wielorazowe sztućce, które do tej pory zabierałam tylko na wycieczki pod namiot i stalowe słomki. Nie zawsze pamiętam, żeby odpowiednio wcześnie uprzedzić obsługę, że mam własne rurki, ale i tak cieszę się, że udało mi się ograniczyć używanie plastikowych słomek i sztućców w podróży. To już jest coś!

Pokrowiec na sztućce został ręcznie uszyty z nepalskiej tkaniny przez Kasię z Szycia Szał

Własna butelka

Ceny na lotnisku potrafią być absurdalne. Wystarczy tylko spojrzeć, ile kosztuje półlitrowa butelka zwykłej wody mineralnej. A w końcu trzeba przecież się nawadniać, zwłaszcza w trakcie długiego lotu w wysuszającym skórę samolocie. To niby raptem kilka złotych. W dodatku na tak podstawowych produktach nie powinno się oszczędzać, ale to właśnie najdrobniejsze wydatki zabijają nasz budżet najbardziej.

Dlatego już od dłuższego czasu podróżuję z własnym kubkiem termicznym. Jeśli jest pusty, to bez problemu przechodzi przez kontrolę bagażową. Na wielu lotniskach znajdują się punkty, w których bezpłatnie można napełnić butelki wodą pitną. Jeśli takich stoisk nie ma, to po prostu nalewam wodę z kranu. Kiedyś nie wyobrażałam sobie picia „kranówy”. Wydawała mi się obrzydliwa. A teraz pijam ją bez żadnych oporów ?. I nie dość, że oszczędzam dzięki temu pieniądze, to ograniczam jeszcze zakup plastiku. Woda z kranu nie różni się tak naprawdę niczym od najtańszej wody mineralnej w plastikowej butelce.

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich krajów i regionów na świecie. Nie odważyłabym się wypić nieprzygotowanej wody np. w Azji, czy Afryce. Ale już na przykład w Skandynawii zaoszczędziłam w ten sposób sporo pieniędzy. Kubek termiczny ma jeszcze jedną, ważną zaletę. Trzyma zarówno wysoką, jak i niską temperaturę, dzięki czemu pozwala ochłodzić się pyszną, zimną wodą w nawet najbardziej upalny dzień ?.

Protip: Jeśli podróżujecie z bagażem rejestrowanym, to wrzućcie do niego jakiś napój. Po przylocie na miejsce nie będziecie musieli szukać sklepu i stać w kolejce po coś do picia, tylko od razu wyciągniecie z walizki schłodzony płyn. To niby taki oczywisty, ale naprawdę przydatny patent ?.

Na lotnisku Kraków – Balice można napełnić butelkę tuż po przejściu kontroli bezpieczeństwa

Ręcznik szybkoschnący

Nie ma chyba niczego gorszego od śmierdzącego, wilgotnego ręcznika, który za długo leżał w bagażu. I o ile koszulek, skarpetek i majtek mamy zwykle w nadmiarze, to ręcznik zabieramy tylko jeden. Wycieranie ciała brudnym kawałkiem materiału do końca wyjazdu nie jest szczególnie przyjemne ?.

Właśnie z tego powodu od lat podróżuję z ręcznikiem z mikrofibry. Największe zalety? Błyskawicznie schnie i zajmuje mało miejsca. Na rynku można znaleźć zarówno bardzo cienkie, lekkie szmatki jak i nieco grubsze, ale solidniejsze produkty. Od naszej pierwszej podróży do Azji używamy wciąż tych samych ręczników firmy. Do ich produkcji wykorzystuje się technologię Polygiene, która zapobiega namnażaniu się bakterii i minimalizuje nieprzyjemne zapachy. Były co prawda droższe, niż inne ręczniki, ale po co najmniej kilkudziesięciu praniach nadal wyglądają tak samo jak na początku.

Wady? Na początku wycieranie ciała mikrofibrą wydaje się nieco dziwne i nieprzyjemne, ale jest to kwestia przyzwyczajenia. Nie przeszkadza mi korzystanie z takiego ręcznika w podróży, aczkolwiek w domu wybieram bardziej tradycyjne rozwiązania ?.

Jak widać ręcznik szybkoschnący też można wykorzystać w wielu celach :). Służył mi już jako nakrycie głowy, szalik, kocyk i sukienka

Opaska na oczy

Jako dziecko nie potrafiłam zrozumieć sensu korzystania z opaski na oczy, a już zwłaszcza, kiedy śpi się w domu. Jej użyteczność doceniłam dopiero niedawno, a konkretnie w trakcie podróży samolotem. Dzięki zestawowi opaska + zatyczki nie straszne są mi już krzyki dzieci ani rundki biednych stewardess, które co 15 minut biegają z wózkiem w tę i we w tę, by sprzedać jak najwięcej orzeszków i puszek coca-coli.

Opaska jest też nieocenioną pomocą podczas noclegu w pokojach wieloosobowych. Dotyczy to zwłaszcza hosteli, w których łóżka nie są oddzielone żadną zasłonką. Zaśnięcie przy włączonej żarówce może wydawać się niektórym niemożliwe. Dobra opaska powinna jednak poradzić sobie z niechcianym oświetleniem.

Opaska z pyszczkiem mojej kici

Przeźroczysta kosmetyczka

Jeszcze do niedawna kosmetyki przewoziłam najczęściej w zwykłych workach strunowych z Ikei. Nietrudno się domyślić, że takie prowizoryczne opakowania dość szybko się brudziły i niszczyły. O ile w domu przydają się do segregacji lekarstw, o tyle w podróży ich trwałość jest bardzo wątpliwa.

Dlatego cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na porządną kosmetyczkę, której nie muszę przygotowywać za każdym razem od nowa. Największe zalety? Fakt, że jest przeźroczysta sprawia, że nie muszę wyjmować z niej kosmetyków podczas kontroli bezpieczeństwa. Oczywiście niektóre lotniska mają swoje własne wytyczne, do których trzeba się dostosować, ale nie zawsze przekładanie buteleczek do osobnego woreczka jest konieczne. Kosmetyczka ma poza tym trzy osobne przegródki, co pozwala posegregować produkty. Nie muszę przetrząsać całego worka, jak to robiłam dotychczas, ponieważ od razu widać co, gdzie jest. Kolejną zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że jeśli coś się wyleje lub pęknie, to tylko jedna przegródka zostanie zabrudzona. Już w trakcie pierwszej podróży miałam okazję się o tym przekonać ;). Na szczęście wyczyszczenie takiej kosmetyczki jest bardzo proste. Bardzo lubię też to, że można powiesić ją na haczyku.

Minusy? Duże buteleczki mogą spowodować, że przegródki nie będą chciały się złożyć jedna na drugą. Zawsze można jednak spróbować poskładać je w inny sposób.

Najlepsza kosmetyczka jaką kiedykolwiek miałam

Co zabrać w podróż? To, co naprawdę działa!

Jak widzicie nie są to szczególnie drogie i przełomowe zdobycze techniki. Według mnie najprostsze rozwiązania bywają jednocześnie najbardziej uniwersalnymi. Rzeczy ułatwiające podróż powinny być przede wszystkim funkcjonalne i łatwe do spakowania, a później dalszego transportu. A jeśli oprócz tego nie kosztują majątku, to tym bardziej zasługują na uwagę.

Jakie są Wasze doświadczenia w tej kwestii? Co zabrać w podróż, żeby ułatwić sobie życie? Podzielcie się swoimi pomysłami w komentarzach ?.

Przeczytaj też inne teksty z tej serii:

Plan podróży do Azji i Australii

Co zabrać w podróż? Moje TOP13 przydatnych rzeczy

Bagaż podręczny – jak spakować się na dłuższą podróż?

Podróż z bagażem podręcznym – wady i zalety

Wady i zalety Airbnb – jak korzystać i na co uważać?

Jak znaleźć dobry i tani nocleg? Booking.com dla początkujących

Egzotyczna podróż za pół darmo – jak upolować tanie bilety do raju?

 

21 komentarzy

  1. Saszetki zawsze zabieram w podróż, podobnie jak organizery, czytnik ebooków i własne sztućce ? Ale przyznam, że o szamponie w kostce pierwszy raz czytam!

    • Od 10 lat podróżuję w zasadzie na własną rękę i wiele tych rzeczy odkryłam dopiero niedawno, więc lista niekoniecznie jest skierowana dla początkujących ;).

      • Chodzi mi o to, że dzięki takim doświadczonym osobom jak Ty, które już przetestowały różne rozwiązania, osoby początkujące będą miały łatwiej i nie będą musiały uczyć się na własnych błędach 😉

        • Bardzo pomocny post:) zawsze staram się pamiętać o bawelnianej torbie, a zamiast crocsy biorę hawayanasy;) zajmują mniej miejsca

          • Bawełniana torba jest świetna! Japonki zajmują co prawda mniej miejsca, ale nie są tak uniwersalne jak Crocsy.

  2. Bardzo ciekawe porady. Przybornik znakomita sprawa. Ręcznik szybkoschnący też mam zawsze przy sobie i nie raz uratował mi życie 🙂

  3. Wow! Ale imponująca lista, nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Odkryłaś przede mną możliwości szamponu w kostce. Do tej pory myślałam o nim po protu jako o produkcie w duchu zero waste, a tu jeszcze wygoda! Podpisuję się rękoma i nogami pod torbą bawełnianą, własnym naczyniem (bidon/butelka/kubek) i chustą. Z mojej strony dodałabym kilka rzeczy dla podróżujących z dziećmi, czyli czasoumilacze: najzwyklejsza kolorowanka plus kredki w jakimś wygodnym etui i pudełka na żywność: owoce w kawałkach, bakalie czy zwykłe chrupki. Nie rozsypią się, nie zeschną, nie zwilgotnieją itp.

    Pozdrawiam,

  4. Super lista i faktycznie większość rzeczy zabieram ze sobą, no chyba, że jeżdże z tym mini podręcznym …. choć w sumie…wtedy też zabieram właściwie wszystko z listy 😉

  5. Twój wpis jest mi bardzo potrzebny. MImo, że podróżuję często, nie potarfię zabierać ze sobą najistotniejszych rzeczy. ..Często zabieram wiele zbędnych.
    POzdrawiam!

  6. Tak szczerze mówiąc, to dla mnie najważniejsze rzeczy, które zawsze muszę mieć ze sobą, to dokumenty, karta oraz gotówka. Kiedy to mam, to jestem spokojna i o nic się nie martwię, ponieważ jeśli mi czegoś zabraknie lub o czymś zapomnę, to zawsze mogę sobie to coś kupić.

    • Tekst jest o rzeczach, które ułatwiają podróż :). Można sobie bez nich poradzić. Najczęściej zapominamy jakichś drobiazgów, typu szczoteczka do zębów, zatyczki do uszu itd. Raczej nikt nie dokupuje na wakacjach czytnika książek, czy gumowych sandałów. Choć nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to zrobić.

  7. Naprawdę ciekawy wpis – podejście minimalistyczne i eko zarazem. Chętnie skorzystam z niektórych patentów, gdy tylko znów będzie klimat do podróżowania.

  8. Własna butelka przydaje się nie tylko w podróży, ale też na treningu, na zajęciach, w pracy. A ile dzięki temu można zaoszczędzić na wodzie nie musząc wydawać pieniędzy na butelkę wody!
    Poza tym po przeczytaniu jestem jeszcze bardziej pewna, że muszę zainwestować w saszetkę na dokumenty, której nie będzie widać. Podoba mi się też szampon w kostce – nie wiedziałam, że coś takiego istnieje!

    • Oczywiście, że tak :). Na zajęcia jeździłam z własnym kubkiem termicznym. Szampon w kostce, to bardzo fajny wynalazek, ale nie wszystkim podchodzi za pierwszym razem.

Napisz komentarz