Spice tour na Zanzibarze, to jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych wyspy. Podczas takiej wycieczki można zobaczyć jak rosną niektóre z najczęściej używanych przypraw czy owoców, które w naturze zazwyczaj prezentują się nieco inaczej od tego, co trafia na nasze talerze. 

Na spice tour jedzie się kawałek poza stolicę Zanzibaru, czyli Zanzibar City (lub na jego przedmieścia) do jednego z kilku specjalnie przygotowanych ogrodów. W pierwszych wyobrażeniach w głowie pojawia się wizja zwiedzania autentycznych plantacji, aczkolwiek rzeczywistość jest od tego daleka. Ogrody spice tour pełnią zazwyczaj funkcję wyłącznie turystyczną. Podzielone są na małe sekcje, w których rosną przykładowe okazy, z których wiele w ogóle nie występuje na Zanzibarze.

Dala-dala i zapachowe wskazówki

Nasz spice tour był dodatkiem do lekcji gotowania typowo zanzibarskiego posiłku. Jak się okazało przy okazji mogliśmy przejechać się dala-dala, czyli tanzańską komunikacją zbiorową. Dala-dala to busiki lub samochody z przysłowiową „paką” pokrytą prowizorycznym dachem i zamontowanymi ławeczkami. W ten sposób dostaliśmy się z naszą nauczycielką zanzibarskiej kuchni z Tangawizi Bistro do zielonego ogrodu. Na miejscu powitał nas młody duet składający się z przewodnika i jego pomocnika (który jak się później okazało, pełnił niebagatelną rolę w całej wycieczce 😊).

Po podejściu do każdej z roślin przewodnik pytał nas, czy wiemy, co to za okaz. Jeżeli mieliśmy problemy, to dawał nam podpowiedzi. Czasami najlepszą wskazówką był zapach. Tak było w przypadku trawy cytrynowej, której kępki wyglądają bardzo niepozornie. Jednak jej zapach od razu zdradzał, że mamy do czynienia z aromatem, który często znajdziemy w daniach kuchni orientalnej. Po zapachu rozpoznaliśmy również cynamonowca, a konkretnie po słodkości w nosie, jakiej można było doznać po powąchaniu kawałka jego kory.

Po szminkę do drogerii? Skocz do ogrodu po arnotę!

Jedną z ciekawszych roślin, które mieliśmy okazję poznać była arnota właściwa. Co w niej takiego szczególnego? Z jej owoców pozyskuje się intensywnie pomarańczowy barwnik (biksynę). Wykorzystuje się go w przemyśle spożywczym oraz od wieków używany jest jako kosmetyk. Pomocnik przewodnika pokazał nam jak to wygląda w praktyce, barwiąc swoje usta i czoło. Od razu było widać, że czuje się piękniejszy!

W trakcie całej naszej wędrówki po ogrodzie, pomocnik przewodnika kombinował coś z liśćmi… Dopiero na końcu dowiedzieliśmy się, jakie dzieło przyszykował.

Gałka muszkatołowa i Mr. Butterfly

W pamięć zapadła nam również gałka muszkatołowa, którą znamy pod postacią sproszkowanej przyprawy. Ów proszek pozyskuje się z nasiona, skrytego w żółtawym, okrągłym owocu. Nasiono oplecione jest czerwoną osnówką o bardzo intensywnym zapachu, będącym składnikiem niektórych perfum.

W wielu miejscach ogrodu, nad naszymi głowami zwisały dziwne, bardzo duże, zielone owoce. Mieliśmy obawę, że gdyby jeden z nich na nas spadł, to efektem byłby prawdziwie owocowy zawrót głowy :P.  Owoce drzewa bochenkowego, które nazywane są dżakfrutami (ang. jackfruit)  mogą osiągnąć nawet metr długości i 50 kg wagi! Najczęściej ich smak określa się jako połączenie banana i ananasa. Udało nam się później kupić część dżakfruta na targu, aczkolwiek nie przypadł mi do gustu.

Mniej więcej w połowie wycieczki dotarliśmy do tzw. Mr. Butterfly’a, u którego wizytę zapowiedział nam przewodnik. Mr. Butterfly to pan, który ku uciesze turystów, wspina się na wysoką palmę kokosową i dzieli się swoim talentem wokalnym, śpiewając bardzo popularną na Zanzibarze piosenkę „Jambo bwana”. Zaręczamy, że w trakcie Waszego pobytu usłyszycie ją wieele razy 😉. Mr. Butterfly po zejściu raczy swoich gości świeżym kokosem i wg nas to chyba najlepsza część okupionych napiwkiem odwiedzin farmy przypraw…

Czy warto wybrać się na spice tour na Zanzibarze?

Na naszej ścieżce zobaczyliśmy ponadto aloes, krzaczki ananasa z owocami, dojrzewające laski wanilii (drugiej po szafranie najdroższej przyprawie świata), imbir, kulki pieprzu, kakaowca (czekoladę uwielbiamy!), kawowca oraz jeszcze kilka innych roślin.

A co wykombinował pomocnik przewodnika z egzotycznych liści? Królewskie insygnia! Ekologiczne korony, w tym damską wersję z kwiatami hibiskusa oraz gustowny, zielony krawat dla mnie i naszyjnik dla Emilki. Czuliśmy się jak prawdziwi władcy dżungli, niczym król Julian…

Na zakończenie spaceru po ogrodzie, na specjalnie przygotowanym stoisku można zaopatrzyć się w zapasy wszelkiego rodzaju przypraw, herbat oraz kosmetyków na bazie naturalnych składników. My skusiliśmy się na kakao i obłędnie pachnącą herbatę o smaku mango.

W ogrodzie spice tour jest całkiem sporo różnych gatunków – mniej lub bardziej okazałych. Widać, że część roślin jest dość mocno wyeksploatowanych przez stale krążących turystów i trwające pokazy. Niemniej można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy i poznać pierwotną formę niektórych, znanych nam produktów spożywczych. Naszym zdaniem warto!

Ile kosztuje spice tour?

Spice tour można sobie zorganizować w zasadzie z dnia na dzień, korzystając z pośrednictwa recepcji każdego hostelu czy hotelu. Na miejscu można ugrać cenę nawet do $10-15 za osobę za sam spice tour. Wycieczkę da się też zarezerwować z wyprzedzeniem przez internet, ale wtedy kwota bywa wyższa. Cena za osobę zależy od liczebności grupy. My za pakiet prywatnej wycieczki spice tour + lekcja gotowania zapłaciliśmy po $30 za osobę i bardzo polecamy takie rozwiązanie. Warto się potargować. Do kosztów należy jeszcze doliczyć napiwki dla przewodnika, jego pomocnika oraz Mr Butterfly’a 😉.

Tekst: Jacek

Zdjęcia: Emilka

Jeśli macie jakieś pytania, albo chcecie podzielić się doświadczeniami, to napiszcie tutaj lub w wiadomości prywatnej na https://www.facebook.com/globfoterka/ 🙂

Przeczytaj też inne teksty z Tanzanii i Zanzibaru:

Wynajem auta na Zanzibarze – praktyczne porady

Tanzania i Zanzibar na własną rękę

Tarangire – tanzański dom słoni i baobabów

It’s rough, it’s dirty but it’s an adventure! – noclegi i jedzenie na safari

Ile kosztuje safari i dlaczego tak dużo?

Safari w Afryce – dla kogo, za ile, gdzie i kiedy?

 

33 komentarze

  1. Emilko, do twarzy Ci z taką koroną. Co do wypadu, sama bym się wybrała na taką wyprawę: uwielbiam naturę. jednak po historii Maryli trochę boję się Zanzibaru masz jakieś porady?

    • globfoterka Reply

      Dziękuję!
      To co spotkało Marylę było straszne i nie powinno się w ogóle wydarzyć. My po niezbyt przyjaznej Tanzanii kontynentalnej czuliśmy się dość bezpiecznie na Zanzibarze. W końcu to dość popularna i żyjąca z turystyki wyspa. Ale zło wszędzie może się przytrafić, choć w jednych miejscach z większym prawdopodobieństwem, a w innych z mniejszym. My zatrzymaliśmy się w willi z własnym strażnikiem, spuszczonymi na noc psami i zamkniętymi na wszystkie spusty drzwiami. Ostatniego dnia chcieliśmy wybrać się na oglądanie wschodu słońca, ale zabarykadowane drzwi i taras skutecznie nam to uniemożliwiły. Jak przeczytałam historię Maryli, to aż mnie zmroziło. Może dobrze, że nie dotarliśmy na tę plażę…

  2. MEGA! zazdro wielkie , jeszcze jak patrzę na fotki … ja oczywiście tak tak, pojechałabym ale zawsze mnie stopują 2 rzeczy- koszty- tak wiem, da się tanio, ale wydaje mi się że do tego trzeba mieć doświadczenie, i .. robale i choróbska. Podróżując po okolicy, już nawet nie tylko PL ale w naszej strefie klimatycznej wszystko znam a tam.. ot takie cykadełko ze mnie 😀 więc na razie pozostanę w strefie oglądania i jarania się takimi fotkami jak Wasze 😉

    • globfoterka Reply

      Nie da się ukryć, że żeby móc tanio podróżować, trzeba najpierw wiedzieć jak to zrobić :P. Pocieszające jest, że wystarczy ten jeden raz się odważyć, a później samo leci :). Po jakimś czasie stajesz się prawie ekspertem. A jeśli chodzi o robactwo, to z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej „luksusowo”, tym więcej insektów :O.

  3. Świetna opcja zwiedzania. Przynajmniej coś innego, co koncentruje się na tym wycinku rzeczywistości, na który czasami w podróżach nie ma czasu, czyli na lepszym poznaniu otaczającego nas, fascynującego świata.

  4. Piękne miejsca, ciekawa wycieczka, piękne, egzotyczne owoce, szkoda że to nie realne uprawy.

  5. Nie miałam okazji być w tamtych rejonach, ale nie ukrywam, że tym postem moja ciekawość jest bardziej rozbudzona 🙂 Fenomenalne zdjęcia!

  6. Zazdroszczę Ci tych podróży, ale to taka pozytywna zazdrość. 😛 Piękne miejsce, jeszcze niezniszczone przez cywilizację. Czekam na więcej 🙂

  7. Monika Antoniak Reply

    Piękne zdjęcia , jestrem pod ogromnym wrażeniem! Miło jest poczytać o takich podróżach.

  8. Zdjęcia robią duże wrażenie. Nie miałam dotąd pojęcia, skąd się „bierze” gałka muszkatołowa. 🙂 A owoce drzewa bochenkowego – rewelacja. 🙂

  9. Świetna podróż, zwłaszcza że można się dzięki niej dowidzieć jaki jest rodowód wielu przypraw jakie na co dzień używamy w kuchni 😉

  10. Zdjęcia są bajeczne! Świetna musiała być ta wycieczka szlakiem przypraw, sama chętnie bym się wybrała. Nie mówiąc o tym, że zaintrygowałeś mnie tym wokalnym wykonaniem 🙂

  11. Aleksandra Uczulka Reply

    Rewelacja! Czytałam czytałam I spodziewałam się że Wam za taka wycieczkę zaśpiewali ze 100 euro za osobę 😁a tu mile zaskoczenie! Super sprawa, dodaje do listy do zrobienia! 🙂

  12. Koleżanka mi opowiadała o takich wycieczkach 😁 zresztą sama zaliczyła taką na Zanzibarze… przydałyby się takie wakacje 😍

  13. Świetna propozycja na spędzenie czasu, warto zobaczyć przyprawy w ich naturalnym środdowisku, przed przerobieniem na to, co znamy ze sklepów 🙂

  14. Nawet nie wiedziałem, że niektóre z tych owoców istnieją. Chętnie pogłębię wiedzę na ich temat 😉 Szczególnie, że niektóre wyglądają na zdjęciach bardzo ładnie…

    • globfoterka Reply

      Naprawdę? W dokładnie tym samym? Wszystkie te farmy przypraw wyglądają podobnie, ale może poznałaś pracowników? :).

  15. Wybrałabym się na taką wycieczkę, choćby po to, aby zobaczyć jak w rzeczywistości wyglądają przyprawy, które znam z proszków w torebkach 😉 A drzewo bochenkowe bardzo mnie zainteresowało, smak ananasa z bananem – hmm? To mogłoby być ciekawe 🙂 A korony bardzo gustowne 😉

Napisz komentarz