Mówi się, że Afryka, podobnie jak Ameryka Południowa, nie jest szczególnie bezpiecznym i przyjaznymi turystom kontynentem. Utarło się, że wyjazd w bardzo turystyczne regiony jest pozbawiony ryzyka zostania ofiarą napadu, albo nawet zabójstwa. W końcu duże skupisko podróżników powinno świadczyć o bezpieczeństwie danego miejsca. Z tego powodu ostrzega się raczej przed drobnymi kieszonkowcami i oszustami, niż uzbrojonymi bandytami. Czy można więc powiedzieć, że Zanzibar jest bezpieczny? Albo nawet pokusić się o stwierdzenie, że generalnie Tanzania jest bezpieczna?

This time for Africa! 

To był nasz pierwszy, wspólny wyjazd na Czarny Kontynent. Wcześniej odwiedziłam Maroko i Egipt, ale wg Tanzańczyków, to taka trochę oszukana Afryka – może nawet bardziej Europa. Nie mieliśmy więc większego doświadczenia z tą częścią świata. Po zakupie biletów wyobrażaliśmy już sobie dzikie lwy w sercu afrykańskiego Serengeti i fantazjowaliśmy o kolejnej przygodzie. Z tego sielankowego nastroju wyprowadziła nas dopiero cena safari. Szacowane koszty podróży do Tanzanii i na Zanzibar były dopiero początkiem obaw.

„Uciekajcie z Dar es Salaam!”

Niedługo później obejrzałam program podróżniczy Pokaż nam świat (notabene sama też w nim gościłam), w którym występowali nasi znajomi blogerzy z Pozytywnego Skoku i srogo się przeraziłam. Ewelina z Markiem zostali w bezczelny sposób pozbawieni wszystkiego, co mieli i zmuszeni do wypłacenia pieniędzy z bankomatów w Dar es Saalam – największym mieście Tanzanii. Padli ofiarą okrutnego oszustwa, wsiadając do taksówki, która tak naprawdę należała do złodziei. Rzekomego taksówkarza poznali w polecanej przez Lonely Planet restauracji i umówili się z nim na przejazd na lotnisko następnego dnia. Wszystko było w porządku do momentu, w którym do samochodu nagle wsiadło kilku obcych mężczyzn. Chwilę później Ewelina z Markiem stracili cały sprzęt, na który musieli ciężko pracować w Norwegii. Przy kolejnej wizycie w Dar es Salaam poszli do tej samej restauracji i zgłosili sprawę menadżerowi, a później policji. Wszyscy udawali, że o niczym nie wiedzieli. Nie wykazywali zainteresowania, ani chęci zajęcia się sprawą.

Po obejrzeniu programu zaczęliśmy się trochę nakręcać. Najpierw tak niewinnie, niby mimochodem, a później już wprost wyrażając swoje obawy. Jacek dowiedział się z zagranicznych forów, że faktycznie Dar es Salaam cieszy się złą sławą. Nawet Zanzibarczycy, jak się później okazało, mówili, że czują się niepewnie w tym miejscu i uważają je za niebezpieczne. Rozważaliśmy przeróżne sposoby, dzięki którym moglibyśmy ograniczyć ryzyko napadu do minimum i uniknąć dramatycznych sytuacji.

Strach i stres to kiepska mieszanka

Przesiąknięta strachem, zaczęłam nawet zastanawiać się nad zrezygnowaniem z zabrania ze sobą nowego aparatu i wzięciem tego starszego. Utrata niedawno zakupionego sprzętu byłaby dla mnie katastrofą – zarówno finansową, jak i psychiczną. Próby zorientowania się w możliwości ubezpieczenia aparatu spełzły na niczym. Ostatecznie doszłam jednak do wniosku, że nie mogę panikować zanim jeszcze wyszłam z domu i że takie niezdrowe nakręcanie się jest najgorszym co można zrobić w podobnej sytuacji. Poza tym wizja przywiezienia słabych zdjęć i związanego z tym rozczarowania sprawiła, że zaryzykowałam.

Mimo wszystko nigdzie nie byłam tak bardzo podejrzliwa jak w Tanzanii. Wsiadając do taksówki zastanawiałam się, czy nikt nas zaraz nie wywiezie w boczną uliczkę i nie okradnie. Bacznie obserwowałam kierowcę i samochód zanim odważyłam się wejść do środka. To uczucie było bardzo męczące i stresujące. Tym bardziej, że nie należę do strachliwych osób. Odwiedziłam już kilkadziesiąt krajów i nigdy nie doświadczyłam jakichś dramatycznych sytuacji.

Jak zadbać więc o bezpieczeństwo na Zanzibarze i w Tanzanii?

Podstawową zasadą jest ograniczenie poruszania się pieszo po mieście takim jak Dar es Salaam, a już w szczególności po zmroku. Z doświadczenia możemy napisać, że najlepiej jest korzystać z hotelowej usługi transportu. Zwróćcie jednak uwagę na opinie miejsca i daty ostatnich komentarzy, z których często można nawet poznać ceny transferu np. z lotniska. Odbierająca Was osoba powinna mieć Wasze imiona na karteczce. Zdarzało nam się oczywiście przejść jakiś dystans z plecakami, ale czuliśmy nieprzyjemne spojrzenia, choć może po prostu sami sobie to wkręciliśmy…

Nigdy nie wsiadajcie też do jakiegoś przypadkowego auta z ulicy. Oficjalna taksówka musi być oznaczona! Nie dajcie się z drugiej strony zwariować i nie węszcie wszędzie oszustwa. Bądźcie wyjątkowo ostrożni i asertywni, ale nie panikujcie. Nie eksponujcie zbytnio swojego sprzętu fotograficznego, nie noście przy sobie dużo gotówki, a jeśli musicie to schowajcie ją w różnych miejscach. Zaopatrzcie się też w saszetki, które są ukryte pod ubraniami i które trudno uszkodzić. W miarę możliwości ogólnie unikajcie dużych, afrykańskich miast 😉.

Ja stosuję w podróży jeszcze kilka innych trików. Lustrzankę mam obklejoną do tego stopnia, że nie widać jakiej jest marki, a nawet sprawia wrażenie mocno zużytej i starej. To samo tyczy się paska do aparatu. Lepiej też wziąć stary, niezbyt ciekawy plecak i tam nosić sprzęt fotograficzny niż nowiutką torbę.  Jeśli chodzi o pieniądze, to warto mieć dwa portfele, jeden ukryty w trudnodostępnym miejscu i jeden z niewielką ilością gotówki + nieaktywnymi kartami płatniczymi. W razie nagłego napadu można oddać taki lewy portfel i liczyć, że na tym się skończy. Nie można trzymać wszystkich pieniędzy, dokumentów i kart w jednym miejscu! Wyobraźcie sobie, że gubicie taki portfel. Wtedy zostajecie zupełnie z niczym.

Czy Zanzibar jest bezpieczny? Bezpieczeństwo w Tanzanii

Po niezbyt przyjaznej Tanzanii kontynentalnej, na Zanzibarze czuliśmy się o niebo bezpieczniej. Widok turystów dookoła, piaszczyste, białe jak śnieg plaże i rajski kolor wody uspokoiły nieco naszą czujność. Zatrzymaliśmy się w niewielkiej miejscowości Pwani Mchangani i w końcu mogliśmy cieszyć się upragnionym spokojem i wypoczynkiem. Jedynie natarczywi Masajowie mącili od czasu do czasu nasz luz. Zazwyczaj pierwsze pytanie, jakie padało z ich ust, dotyczyło hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Podejrzewam, że próbowali w ten sposób wybadać grunt i dowiedzieć się z jakiej klasy turystą mają do czynienia. Podobnie jak w Indiach handlarze często pytali czy to nasza pierwsza wizyta w tym kraju. Nie z czystej ciekawości, a z chęci sprawdzenia naszej odporności na pewne, „oszukańcze” zagrywki 😉. Dla świętego spokoju odpowiadaliśmy, że nie pamiętamy. Nie czuliśmy potrzeby informowania obcych ludzi, gdzie mieszkamy.

Tak poza tym, czuliśmy się bardzo swobodnie na Zanzibarze. Ostatniego dnia naszego pobytu nad Oceanem Indyjskim, postanowiliśmy zerwać się wcześnie rano i pójść na plaże, żeby podziwiać wschód słońca. Drzwi do willi, w której mieszkaliśmy okazały się być zamknięte na wszystkie spusty. Słychać było tylko psy biegające na podwórku. Wiedząc, że nic nie wskóramy, poszliśmy na górę, żeby chociaż z tarasu zobaczyć wschód. Tamte drzwi jednak też były zamknięte na kłódkę. Zrezygnowani poszliśmy spać. Z dzisiejszej perspektywy mimo wszystko cieszę się, że stało się tak, a nie inaczej…

Napad w hotelu

Niedawno świat podróżników obiegła mrożąca krew w żyłach historia Maryli z bloga Addicted to Travel. Wraz z mężem została napadnięta w hotelowym pokoju! Już abstrahując od tego, że stracili cały sprzęt fotograficzny, który jest tylko materialnym dobrem, to ucierpieli przede wszystkim psychicznie, a nawet fizycznie. Konieczna była wizyta u lekarza ze względu na rany, jakie odniósł jej mąż. Szokujące zdarzenie, które w ogóle nie miało prawa się wydarzyć. Nie na tym turystycznym, rajskim Zanzibarze, jaki figuruje w wyobrażeniach ludzi. Jasne, takie sytuacje mogą stać się wszędzie, bo wszędzie są dobrzy i źli ludzie. Można, a przede wszystkim trzeba być ostrożnym, ale czasami atak przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego uważam, że jednak zamknięta na wszystkie spusty willa, biegające po podwórku psy i dodatkowo strażnik były jak najbardziej słusznym rozwiązaniem.

To w końcu warto jechać na Zanzibar czy nie?

Ja uważam, że tak. Ten tekst nie ma na celu przedstawienia Tanzanii z jak najbardziej mrocznej i odpychającej strony. Trzeba być bardzo ostrożnym, ale to tyczy się wielu miejsc na świecie. Nie można pozwolić, żeby strach zawładnął naszym umysłem, ale lepiej też nie dawać zwieść się pozornym oznakom bezpieczeństwa. Na niektóre sytuacje nie mamy wpływu, a innym możemy zapobiec. Gdybym miała bać się przed każdą podróżą, to nigdzie bym nie pojechała. I wychodzę z założenia, że krzywda może mi się stać nawet przed blokiem, więc argument o wymyślonych niebezpieczeństwach jakoś do mnie nie przemawia. Po prostu uważajcie na siebie i starannie wybierzcie hotel. W kontaktach z ludźmi także nie popadajcie w skrajności –nie szukajcie w każdym człowieku bandyty, ale z drugiej strony nie obdarzajcie wszystkich bezgranicznym zaufaniem.

Jeśli masz jakieś pytania, albo chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, to napisz tutaj lub w wiadomości prywatnej na FB 🙂  https://www.facebook.com/globfoterka/

Przeczytaj też inne teksty z Zanzibaru i Tanzanii:

Lekcja gotowania na Zanzibarze – kultura na talerzu

 

Zanzibar i Tanzania – podróż marzeń czy wielkie rozczarowanie?

Wynajem auta na Zanzibarze – praktyczne porady

Aktualne ceny na Zanzibarze i w Tanzanii

Spice tour na Zanzibarze

Tanzania i Zanzibar na własną rękę

Safari w Afryce – dla kogo, za ile, gdzie i kiedy?

Ile kosztuje safari i dlaczego tak dużo?

It’s rough, it’s dirty but it’s an adventure! – noclegi i jedzenie na safari

Tarangire – tanzański dom słoni i baobabów

 

 

7 komentarzy

  1. Generalnie my bardzo dużo jeździmy po Bałkanach, które często też są posądzane o to, że nie są bezpiecznym kierunkiem na podróż. Ale prawda jest taka, że jak ma nas coś złego spotkać, to nas spotka, nawet pod domem. Włamania, napady czy kradzieże zdarzają się wszędzie.

  2. Z jednej strony w każdym miejscu można zostać napadniętym, zwłaszcza jeśli jest się turystą. Z drugiej takie historie odstraszają…

  3. No i choćby nie wiem, jak pięknie tam miało być, to już tam bym nie pojechała. Boję się. Mieszkałam trzy lata w Londynie i tam również towarzyszył mi ciągły niepokój, czy ktoś mnie nie okradnie (gdyby nie moja czujność, raz by się to udało), albo co gorsza nie wysadzi. Jeszcze jak przeczytałam o tych dwóch historiach blogerów, to już koniec.

  4. Generalnie również myślę, że nie można się wciąż o wszystko bać. Jeśli coś ma się nam przydarzyć to raczej tak będzie, nie musimy jechać autem, żeby brać udział w wypadku… zawsze ktoś może wjechać na chodnik i pieszego. Takie życie, myślę że trzeba trochę odważnie i racjonalnie 🙂

  5. Wow, zazdroszczę odwagi :). Ja jednak najbezpieczniej czuję się w Europie i nie wiem, czy zdecydowałabym się na taki wyjazd, mimo ciekawości :).

  6. Zanzibar to moje marzenie…ale oczywiscie bez takich przygód. Prawda jest też taka że napadnieci możemy zostać wszędzie.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.