Jeżeli na podróż na Islandię przeznaczamy więcej niż kilka dni, najsensowniejszym rozwiązaniem jest wynajem samochodu. Są jeszcze dwie, inne możliwości zwiedzenia wyspy, ale ich znaczące wady potrafią skutecznie zniechęcić.
Podróż autostopem. Pomimo, że na Islandii nie brakuje rozległych, dzikich terenów   (które jeśli nawet są zamieszkane, to dość skąpo), to ze względu na wzrastającą liczbę turystów nietrudno spotkać samochód. Na parkingach przy głównych atrakcjach aż roi się od potencjalnych, pomocnych kierowców. Niestety, pogoda jest bezlitosna i w ciągu kilku minut czyste niebo może zostać przykryte chmurami, z których zrodzi się dotkliwa ulewa. Przed deszczem mamy szansę się ochronić. Przed zwalającym z nóg wiatrem już nie. Widziałam doszczętnie przemoczonych włóczykijów, którzy wytrwale czekali na okazję i ze smutkiem muszę przyznać, że nie chciałabym znaleźć się w ich skórze. Podejrzewam, że niewielu kierowców w pierwszej chwili (która jest kluczowa) chce zabrać do wypożyczonego samochodu przemoczonego, ubrudzonego podróżnika z pokaźnym ekwipunkiem – przykre realia. Podróżując stopem jesteśmy całkowicie zależni od innych i skazani na pomoc, którą nie zawsze od razu otrzymujemy. Jest to oczywiście podróż w nieznane i znakomita przygoda, ale jeśli nasza odporność i cierpliwość na chłód i inne, uprzykrzające życie czynniki jest niska, to powinniśmy się trzy, a może jeszcze pomnożone przez kolejne trzy razy zastanowić.
Podróż autobusem. Istnieje możliwość wykupienia sobie biletu na autobus okrążający całą wyspę w ciągu dwóch dni. Możemy wysiąść w dowolnym miejscu i po jakimś czasie wsiąść w kolejny, nadjeżdżający autobus. Jest to wydatek rzędu 1200 zł (jeśli chcemy wykupić poszerzoną o interior wersję należy dołożyć kolejne 500 zł). Niestety i tym razem uzależniamy naszą podróż od osób trzecich. Autobus zatrzymuje się w konkretnym miejscu, a ilość kursów na dzień jest ograniczona, więc plan musi być sztywno dostosowany pod rozkład jazdy autobusu. Jeśli coś podczas jazdy przykuje naszą uwagę, to nie możemy się zwyczajnie zatrzymać i udać w to miejsce.
Podróż samochodem. Wynajem samochodu pomimo że jest najdroższą z opcji, jest jednocześnie najrozsądniejszym wyborem. Liczba wypożyczalni i ich rozbudowane oferty dają spory wybór. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym podczas podejmowania decyzji i dokładnie przeczytać warunki wynajmu, by nie narazić się na dodatkowe koszty. Niestety, żeby dokonać rezerwacji, konieczne będzie posiadanie karty kredytowej. Jeśli jej nie mamy, wpłacamy dość wysoki depozyt. Do kosztów należy doliczyć ubezpieczenie, którego jest kilka opcji. Z naszego doświadczenia wynika, że warto wykupić polisę od uszkodzeń w wyniku uderzeń przydrożnych kamyczków. Na Islandii wiele dróg jest pokrytych żwirem i pyłem więc przy dłuższej trasie takie uszkodzenia są nieuniknione. Podstawowe pytanie podczas wyboru samochodu dotyczy trasy, którą zamierzamy przemierzyć. Jeśli chcemy wjechać w interior (dostępny jedynie w okresie letnim), musimy wypożyczyć samochód z napędem na cztery koła, a te są już bardzo kosztowne. Jeśli natomiast nasza trasa obejmuje główne punkty przy drodze krajowej nr 1, spokojnie można wynająć najzwyklejszy, ekonomiczny samochód typu toyota yaris, którym podróżowaliśmy my. W przypadku niefortunnego uszkodzenia pojazdu powinniśmy to koniecznie zgłosić. Mieliśmy dość nieprzyjemną sytuację na jednym z głównych parkingów, gdzie pasażer sąsiedniego samochodu z impetem otworzył drzwi, uderzając przy tym w nasze i powodując czarne zadrapanie. Bezpieczniej jest taki incydent zgłosić do wypożyczalni, a ta skontaktuje się z ubezpieczycielem sprawcy zdarzenia. Dobrze jest też sporządzić protokół. Z naszej strony polecić mogę firmę Route1, która nie tylko była bezproblemowa, ale i pomocna, gdy pojawiły się problemy z kartą kredytową, której nie posiadaliśmy. Stacje benzynowe na Islandii są samoobsługowe i dotyczy to również płatności. Płacimy w automacie kartą, wybierając wcześniej, za jaką kwotę chcemy zatankować.
Podróż promem lub samolotem. W wielu miejscowościach, szczególnie na północy, istnieją firmy oferujące wycieczki promem no okoliczne wysepki. Z Húsaviku można popłynąć na niezamieszkałe Flatey i Lundey. Pakiety są przeróżne, więc każdy może znaleźć coś szczególnie interesującego. Foldery kuszą przede wszystkim barwnymi zdjęciami zwierząt – od maskonurów, po foki i wyjątkowo pożądane wieloryby. Niektóre z firm oferują też dalsze podróże, np. na Grenlandię. Jednak koszt takiej wycieczki jest zatrważająco wysoki.
Z miejscowości Dalvík możemy popłynąć na małą wysepkę Hrisey, którą zamieszkuje około 170 osób, lub na Grimsey, która jest o tyle kusząca, że przebiega przez nią koło podbiegunowe. Zamieszkuje ją zaledwie około 80 osób (niemal drugie tyle jest samych gatunków ptaków), co czyni ją najbardziej wysuniętym na północ zamieszkanym terytorium Islandii. Jeśli bardzo zależy nam na odwiedzeniu tej wyspy, możemy skorzystać z oferty islandzkich linii lotniczych Air Iceland i polecieć tam z Reykjaviku, lub bliższego Akureyri. Promem (z portu Landeyahöfn) lub samolotem można się też wybrać m.in. na archipelag Vestmannaeyar.
Gdyby ktoś się zastanawiał nad podróżą koleją, to niestety musi się rozczarować, ponieważ na Islandii nie ma ani jednego kilometra torów.
Noclegi, zakupy i koszty
Dla niskobudżetowych podróżników (do których i my się zaliczamy) najkorzystniejszym finansowo wyjściem będą noclegi na campingu, opcjonalnie w samochodzie. Jeśli planujemy dłuższy pobyt na wyspie, to najlepiej jest wykupić sobie specjalną kartę obejmującą nocleg na kilkudziesięciu polach namiotowych na wyspie. W stolicy znajduje się bardzo sensowny, duży camping wyposażony we wszystko co niezbędne (http://www.reykjavikcampsite.is/). Nie trzeba tutaj dodatkowo płacić za gorący prysznic (w niektórych miejscach stosuje się taka praktykę). Do dyspozycji jest też duża kuchnia, w której od biedy można znaleźć wiele produktów zostawionych przez innych gości. Koszt spędzenia jednej nocy na campingu to około 50 zł za osobę. Po dwóch spędzonych tam nocach już do końca wyjazdu nie rozkładaliśmy namiotu. Przy głównej drodze co kilkaset metrów znajdują się miejsca postojowe, a przy większości z nich bez problemu można zostać na noc nie uiszczając żadnej opłaty.
Pogoda na Islandii nie rozpieszcza, nawet jeśli w momencie rozkładania namiotu nie pada deszcz, a wiatr nie zwala z nóg, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że w nocy będziemy się modlić o niezawodność i nieprzemakalność namiotu. Dlatego samochód na 10 dni okazał się naszą ostoją, która niejednokrotnie uratowała nas przed wyziębieniem. Nocleg dla dwóch, niewysokich osób, nawet w najmniejszym samochodzie nie okaże się torturą. Mnie sam widok ulewy i temperatury za oknem napawał przerażeniem, tym bardziej pokochałam naszą yariskę.
Szczerze powiedziawszy w niektórych miejscach wybór campingu na nocleg, to raczej akt samobójczy. Mowa o najbardziej wietrznych miejscowościach, w których na niewielkim polu, niczym nieosłonione namioty są targane przenikliwie zimnym wiatrem, a za ciepłą wodę trzeba dodatkowo zapłacić.
Z uwagi na horrendalne ceny właściwie wszystkiego zdecydowaliśmy się na ostre cięcie budżetu. Zakupy robiliśmy głównie w Bonusie, w którym ceny wielu produktów są zbliżone do tych w Polsce. Odżywialiśmy się dość skromnie, starając się kupować mimo wszystko islandzkie specyfiki. Spróbowaliśmy kilku smaków skyra (w zależności od firmy mogą się bardzo różnić między sobą), czyli czegoś na podobieństwo jogurtu (produkowany na bazie zsiadłego mleka). Pokochałam bezgranicznie cynamonowe bułeczki, których zapach zabijał nawet największe wyrzuty sumienia spowodowane wydanymi pieniędzmi 🙂 Kupiliśmy też kulur – czekoladowe kulki wypełnione karmelem, także w wersji batonika i limitowaną edycję Prince Polo, który na Islandii cieszy się niesłabnącą popularnością. Sklepy sieci Bonus znajdują się głównie w południowej części kraju, więc zakupy trzeba robić raczej konkretne. Nie zginiemy (ani nasze portfele) robiąc zakupy w Kronan – niewiele droższym od świnki-skarbonki. Zaskakujący wydał się nam ogromny kontrast między tymi dwoma, najtańszymi marketami i pozostałymi sklepami, w których wszystko jest okrutnie drogie. W miarę możliwości staraliśmy nie dopuszczać do sytuacji podprogowych, w których wizyta w takim sklepie byłaby konieczna.
Ostatnia kwestia, nieco bolesna dla kieszeni (ale absolutnie warta każdej złotówki!), dotyczy podsumowania kosztów naszego 10-dniowego wyjazdu na Islandię. Podany koszt poszczególnych punktów obejmuje dwie osoby
Bilety lotnicze na trasie Gdańsk – Reykjavik – Gdańsk: 1168 zł
Bagaż (lecąc WizzAirem i planując noclegi „na żywioł” wykupienie bagażu jest niezbędne): 274 zł
Jedzenie: 441 zł
Wynajem samochodu: 2683 zł
Paliwo: 550 zł
Noclegi (dwie noce na campingu): 206 zł
Obiad w restauracji: 163 zł
Gorące źródła: 187 zł
Wycieczka na wieloryby: 553 zł (o matko, nie wierzę)
Kartki i pamiątki: 161 zł
Ubezpieczenie: 87zł (nie ma takiej konieczności, zwykle tego nie robimy, ale w kraju, gdzie za wizytę u lekarza płacisz fortunę, woleliśmy nie ryzykować zdrowotnych potknięć).
Łączny koszt wyniósł około 3300 zł na osobę.
Wskazówki
  1. Jeśli posiadasz lustrzankę, lub inny sprzęt na którym Ci zależy, zainwestuj w obudowę przeciwdeszczową, tudzież zwykłą folię, która powinna bez problemu ochronić aparat. Zestaw szmatek do przetarcia szkła może uratować świetny kadr, więc warto zawczasu o tym pomyśleć. W okolicy tak licznych wodospadów można być bardziej niż pewnym, że niejednokrotnie nasz sprzęt zostanie potraktowany wodną mgiełką (w najlepszym wypadku!) lub siarczystym deszczem.
  2. Jeśli zastanawiasz się czy czapka, szalik tudzież rękawiczki przydadzą Ci się w lecie – lepiej spakuj je jak najszybciej. Możesz popełnić tragiczny błąd w przygotowaniach ekwipunku i nie spakujesz czegoś, co niejednokrotnie okaże się zbawienne.
  3. Zważywszy na to, że pogoda islandzka jest całkowicie nieprzewidywalna, o czym mówi dość trafne powiedzenie „If you don’t like Icelandic weather, just wait 5 minutes”, warto zabrać ze sobą przeciwdeszczową odzież. Płaszcz za 6 zł się nie liczy (sprawdzone). Pogoda bywa nieubłagalna, a jeśli nie chcemy spędzić w samochodzie kilku dni, tylko dlatego, że każde wyjście z niego poskutkuje doszczętnie przemoczoną odzieżą, to tak – warto.
  4. dla zainteresowanych mogę podesłać stworzoną przez nas trasę z zaznaczonymi wybranymi atrakcjami.
Jeśli chodzi o zgłębienie wiedzy nt. Islandii gorąco polecam kilka pozycji:
– książkę „Islandzkie zabawki” Mirosława Gabrysia
– książkę „Dom Róży. Krýsuvik. Kołysanka dla wisielca” – Huberta Klimko- Dobrzanieckiego
– film „Na głębinie” (jeśli się dotknie lodowatej wody Oceanu Atlantyckiego i odczuje to paraliżujące zimno, to filmowa historia wyda się nierealna)
– genialną muzykę fantastycznie oddającą klimat Islandii, w której nie brakuje światowych gwiazd pokroju Bjork czy Sigur Rós. Można się w niej wręcz zatracić. Gorąco polecam zespół Ylja i młodego artystę, który podbija islandzkie listy przebojów czyli Asgeira Traustiego. Niestety, ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu, w islandzkim radiu nie uświadczy się fascynującej muzyki wyspy, a jedynie mocno komercyjną muzykę popową
– przewodnik wydawnictwa Bezdroża, który w dość zwięzły sposób prezentuje niemal wszystkie atrakcje znajdujące się na wyspie. Momentami może okazać się niewystarczający, ale to tym bardziej buduje własną opinię i odczucia w wielu miejscach.
 
DSC_0913
DSC_0343m
DSC_0262
DSC_0269
DSC_0296
DSC_0679
DSC_0100
DSC_0342
DSC_0799

Comments

comments

2 komentarze

    • globfoterka Reply

      Tak, na Islandię po prostu trzeba pojechać. Fascynujące miejsce!

Napisz komentarz